zamknij

Sport

Koszykarski Śląsk powoli łapie rytm. WKS zwycięża w Gdyni z Asseco Arką

2021-09-26, Autor: Bartosz Królikowski

Po słabiutkim wejściu w sezon, koszykarze Śląska Wrocław powoli zaczynają łapać formę. WKS pokonał na wyjeździe Asseco Arkę Gdynie 80:65. To pierwsza wygrana wrocławian w tym sezonie w delegacji, a ogólnie druga z rzędu.

Reklama

Mogli odetchnąć z ulgą koszykarze Śląska Wrocław, którzy w swoim ostatnim ligowym meczu odnieśli wreszcie pierwsze zwycięstwo w sezonie. Po trzech porażkach z rzędu przyszła wygrana z Astorią Bydgoszcz 90:81. Wrocławianie wreszcie zagrali naprawdę solidnie w ofensywie. Gdy nadarzały się okazje aby odskoczyć, wykorzystywali je w większości skutecznie. Udało się uniknąć zbyt wielu przestojów w zdobywaniu punktów, co bardzo raziło praktycznie we wszystkich poprzednich starciach. Zwłaszcza z Twardymi Piernikami Toruń. Pierwszy raz mieli także takiego zdecydowanego lidera pełną gębą, który dostał także odpowiednie wsparcie. Strahinja Jovanović zagrał na naprawdę wysokim poziomie. Aż 23 pkt, do tego kilka asyst. Oprócz niego dwucyfrowe wyniki punktowe notowali choćby Cyril Langevine, Aleksander Dziewa, czy Justin Bibbs. Coś wreszcie w tej ofensywie ruszyło do przodu.

Oczywiście to jest póki co wciąż tylko jedno zwycięstwo, z rywalem którego pokonanie u siebie było obowiązkiem. Niemniej tutaj równie ważny, a może i ważniejszy jest aspekt psychologiczny. Pierwsza wygrana pozwala na złapanie oddechu, a liczba zwycięstw nie straszy wreszcie zerem. Kibice mogą mieć nadzieję, że to moment który będzie początkiem o wiele weselszych czasów.

O drugą wygraną z rzędu, WKS pojechał walczyć w Trójmieście, a konkretnie z Asseco Arką Gdynia. Ten zespół również kiepsko wszedł w sezon. Gdynianie wysoko przegrywali w Warszawie z Legią (59:79) oraz u siebie z Astorią Bydgoszcz (74:97). Warto jednak zaznaczyć że w tamtych meczach dysponowali bardzo wąską kadrą. Przez zaległości finansowe względem byłego zawodnika Josha Bosticia, nie mogli przeprowadzać transferów zagranicznych zawodników. Przed meczem ze Śląskiem uregulowali co trzeba i dołączyli do nich David Czerapowicz, Lamonte Turner oraz Nikola Misković. Można się zatem było spodziewać silniejszej wersji Asseco Arki.

Pierwsza kwarta nie stała na szczególnie wysokim poziomie. Celnych rzutów było stosunkowo niewiele, zaś wynik był cały czas na styku. WKS nie miał póki co zdecydowanego lidera, ale w tej partii praktycznie każdy z wyjściowej szóstki dorzucił od siebie punkty. Nie wystarczyło to jednak na wygraną, bowiem kwarta otwarcie minimalnie padła łupem gospodarzy 17:15.

Kolejna zaś rozpoczęła się nawet jeszcze gorzej. Trudno bowiem inaczej ocenić sytuację, w której przez ponad 3 minuty, oba zespoły łącznie rzucają tylko 4 punkty (wszystkie Śląsk). Dopiero z czasem zawodnicy nieco się rozkręcili. Po stronie wrocławian dwie trójki trafili Jakub Karolak oraz Strahinja Jovanović. Pozwoliło to odskoczyć WKS-owi nawet na 8 pkt (33:25). Końcówka kwarty to jednak lepsza postawa Arki. Odrobili straty, a dzięki trójce Davida Czerapowicza wyszli przed przerwą na minimalne prowadzenie 38:37.

Po niej z kolei coraz wyraźniejszą przewagę mieli wrocławianie. Z każdą minutą zdawali się grać lepiej od rywali. W trzeciej kwarcie bardzo dobrze spisał się znów najlepszy w zespole Strahinja Jovanović. Swoje dorzucili także Kerem Kanter oraz Jakub Karolak. WKS wciąż bardzo pewnie wyglądał także w defensywie. W całej partii nr 3, Asseco Arka zdobyła zaledwie 11 pkt. Śląsk wykorzystał to w sposób zadowalający, odskakując na dwucyfrową przewagę przed ostatnią kwartą (59:49).

W niej zaś wrocławianie załatwili sprawę trójkami, których w całym meczu rzucili 9, czyli liczbę przyzwoitą. Dzięki trafieniom Karolaka, Ramljaka i Kolendy zawodnicy Petara Mijovicia prowadzili już nawet 75:56. Ostatecznie wygrali z niewiele niższą przewagą. Dobra postawa Kodiego Justice’a w końcówce (celny rzut + 2 skutecznie rzuty wolne) postawiła stempel na zwycięstwie WKS-u, który triumfował po raz drugi w sezonie (80:65).

Podobnie jak z Astorią, to było spotkanie, które taki zespół jak Śląsk po prostu powinien był wygrać i oni go… po prostu wygrali. Nie zmietli rywali z boiska. Nie zaprezentowali jakiejś fenomenalnej formy. Zagrali bardzo solidną drugą połowę meczu, czego zabrakło jeśli chodzi o skuteczność rzutów za 2 punkty, nadrobili bardzo przyzwoitymi trójkami. Dobry mecz Strahinji Jovanovicia, Kerema Kantera oraz wreszcie Jakuba Karolaka, który po raz pierwszy w sezonie zanotował punktową dwucyfrówkę. Ponownie, występ nie rewolucyjny, ale solidny i co najważniejsze zwycięski. Taki jaki miał być.

Kolejne zwycięstwo WKS-u to świetna wiadomość sama w sobie, ale tym bardziej biorąc pod uwagę co za tydzień. W następnym meczu bowiem czeka nas Święta Wojna w Hali Orbita. Z będącym w bardzo dobrej formie Anwilem Włocławek, Śląsk zmierzy się w niedzielę 3 października o 17:30.

Asseco Arka Gdynia – WKS Śląsk Wrocław 65:80 (17:15, 21:22, 11:22, 16:21)

Arka: Tomaszewski 4, Musić 7, Wołoszyn 0, Misković 11, Hrycaniuk 8 oraz Turner 7, Dylewicz 6, Wilczek 0, Kaszowski 0, Perzanowski 3, Czerapowicz 3, Bogucki 16

Trener: Milos Mitrović

Śląsk: Kanter 13, Justice 9, Dziewa 9, Jovanović 15, Ramljak 9 oraz Karolak 11, Kolenda 3, Gordon 1, Langevine 10, Gabiński 0, Tomczak 0, Zagórski 0

Trener: Petar Mijović

Oceń publikację: + 1 + 4 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy hotel The Bridge zasłużył na nagrodę World Luxury Hotel Awards?




Oddanych głosów: 36