zamknij

Sport

Leszek Mazur (Gwardia Wrocław): Wrocław zasługuje na PlusLigę [WYWIAD]

2019-04-18, Autor: Aleksander Hutyra

Gwardia Wrocław po blisko 10 latach przerwy znów zagrała na zapleczu PlusLigi. Wrocławianie w końcowym rozrachunku zajęli ósme miejsce, co można uznać za wykonanie planu minimum, którym było utrzymanie się w lidze. O klubie było głośno z powodów pozasportowych - problemami z halą przy ulicy Krupniczej czy burzliwym rozstaniem z Piotrem Lebiodą. O aspektach sportowych rozmawiamy z Leszkiem Mazurem, który przez większość sezonu był asystentem trenera, a w ostatnich meczach prowadził zespół jako pierwszy szkoleniowiec.

Sezon dobiegł końca, więc nasuwa się pytanie czy 8 pozycja w tabeli to sukces, czy jednak pozostał niedosyt?
To miejsce możemy rozpatrywać w dwóch kategoriach. Po pierwsze rzeczywiście jest to sukces, ale pozostał jednak pewien niedosyt, bo nasza gra podczas sezonu wskazywała na to, że możemy zająć wyższe miejsce. Na pewno jest to sukces, biorąc pod uwagę fakt, że wracamy do 1. ligi po tak długim czasie i jesteśmy jakby nie patrzeć beniaminkiem. Niektórzy mówili, że beniaminkiem tylko z nazwy, bo zawodnicy, którzy reprezentowali nas w tym sezonie to nie byli nowatorzy, a gracze, którzy już na tym poziomie grali. Jednakże myślę, że to 8. miejsce jest satysfakcjonujące, wykonaliśmy cel założony przed sezonem, czyli znalezienie się w pierwszej "ósemce" i wywalczenie miejsca w play-offach. W pierwszej rundzie trafiliśmy na bardzo mocno dysponowaną Stal Nysa, daliśmy z siebie przysłowiowego "maxa", walczyliśmy z całego serca, ale Nysa była po prostu sportowo lepsza. Mecze o miejsca 5-8 charakteryzują się tym, że ten ładunek emocjonalny spada, może pozycja, którą wywalczyliśmy nie odzwierciedla w pełni naszych możliwości, ale taką mamy i taką przyjmujemy.

Reklama

W ostatnich siedmiu meczach nie udało się odnieść zwycięstwa, co w głównej mierze zadecydowało o słabszej dyspozycji zespołu w końcowej fazie play-offów?
W pierwszej rundzie play-off trafiliśmy na Nysę, myślę, że Stal jest na bardzo dobrej drodze, żeby awansować do Plus Ligi (rozmowa przeprowadzona przed pierwszymi meczami finału 1. ligi - dop. aut.), o czym zresztą mówi się głośno w naszym środowisku. Posiadają zespół bardzo dobrze zbilansowany z szeroką ławką, zawodnikami, którzy w PlusLidze już występowali i grali, bo to jest warte podkreślenia, że nie tylko byli w składach, ale przede wszystkim grali, więc to doświadczenie i ogranie było tutaj na pewno po ich stronie. Myślę, że i tak dobrze się postawiliśmy, można troszkę żałować, że w pierwszym meczu w Nysie, kiedy to prowadziliśmy 2:0, niestety nie udało nam się podstawić kropki nad "i", bo kto wie jak wtedy potoczyłby się ten play-off. Z jednym zwycięstwem na wyjeździe moglibyśmy wrócić do siebie i może wtedy byłoby troszkę inne nastawienie. W kolejnych meczach o miejsca 5-8, tak jak wspominałem wcześniej emocje opadły, zwłaszcza, że w meczach z Nysą czuliśmy swoją szansę, na pewno nie byliśmy na straconej pozycji, czuliśmy, że możemy wygrać i tylko i wyłącznie z takim nastawieniem wychodziliśmy na parkiet. Niestety się nie udało i ta motywacja delikatnie się obniżyła, oczywiście gramy cały czas dla kibiców, jesteśmy profesjonalistami, więc powinniśmy się zawsze prezentować najlepiej jak potrafimy. Nie można powiedzieć, że w następnych meczach, czy z Norwidem Częstochowa czy z Siedlcami się poddaliśmy. Dwa mecze z Norwidem to tie-breaki, a wiemy jak to jest w tie-breake'u, czasami jedna seria potrafi zadecydować o tym, że mecz się przegrywa. Tak było właśnie w Częstochowie, gdzie w piątym secie przegraliśmy 17:19. Mecze w Siedlcach nie były udane, aczkolwiek dało się już odczuć po prostu trudy tego sezonu. Zarówno my jak i KPS Siedlce zgłaszaliśmy do władz ligi, żeby te spotkania się nie odbyły, ale musiały zostać rozegrane zgodnie z regulaminem rozgrywek.

Klub borykał się w tym sezonie ze sporymi problemami, czy uważa Pan, że miało to wpływ na wynik końcowy?
Na pewno w jakiś sposób to wpływa. Mieliśmy w tym roku spory rollercoaster, początkowo pojawiły się problemy z halą, potem zmiana na stanowisku trenera, gdzie ja z pozycji asystenta wcieliłem się w rolę pierwszego trenera. Tych problemów było wiele, borykaliśmy się z większymi bądź mniejszymi problemami zdrowotnymi, dlatego też nie zawsze mogliśmy występować w pełnym składzie i osiągnąć najlepszej formy. To wszystko ma wpływ, a gra się po prostu najlepiej jak się da w danym momencie. Czasami coś z tyłu głowy może doskwierać, natomiast myślę, że i tak bardzo dobrze znieśliśmy te wszystkie problemy i walczyliśmy do końca o jak najlepszy wynik i staraliśmy się prezentować jak najlepiej.

Był to Pana debiut w roli pierwszego trenera i został Pan rzucony od razu na głęboką wodę...
Muszę przyznać, że to nie było łatwe, szczególnie, że zmiana na stanowisku trenera nastąpiła pomiędzy pierwszym a drugim meczem w pierwszej rundzie play-off, gdy byliśmy jeszcze w Nysie. Nigdy nie pomyślałbym, że w takich okolicznościach zostanę pierwszym trenerem, ale jak wiadomo sport jest nieprzewidywalny. Wyjścia są dwa, albo podejmuje się wzywania, albo się poddaje. Starałem się pracować jak najlepiej potrafię, wykorzystując to co wcześniej już wypracowaliśmy.

Jak zdefiniowałby Pan pracę asystenta trenera? Jakie są jego obowiązki wobec zespołu?
Funkcja asystenta polega na współpracy z pierwszym trenerem. To pierwszy trener wyznacza zadania, a rolą asystenta jest pomaganie mu w ich realizacji. Są różne koncepcje i każdy trener inaczej do tego podchodzi, w niektórych przypadkach asystenci mają szeroki zakres obowiązków, a czasem jest on mniejszy. W naszym przypadku był to już trzeci rok współpracy z trenerem Piotrem Lebiodą, więc pewne schematy mieliśmy już przepracowane. Jeśli chodzi o zakres obowiązków to jest ich bardzo dużo, od pomocy na treningach, prowadzenia ich poprzez kwestie organizacyjne, analizę danych, ścisłą współpracę ze statystykiem po wsparcie mentalne zespołu.

Jako ligowy beniaminek, Gwardia awansowała do czołowej "ósemki", jak Pan ze swojej perspektywy podsumowałby sezon 2018/19?
Nie był bardzo udany, ale śmiało powiem, że był to udany sezon. Pozostał mały niedosyt, że nie udało się awansować do najlepszej "czwórki", bo myślę, że jako zespół czuliśmy, że jest to osiągalne i zdecydowanie w naszym zasięgu. Było to widać po wynikach, które osiągaliśmy w rundzie zasadniczej, bo oprócz Tomaszowa Mazowieckiego i Jaworzna, wygraliśmy ze wszystkimi, czy pojedyncze mecze, a w niektórych przypadkach nawet dwukrotnie, więc mieliśmy ambicje, żeby awansować do grona czterech najlepszych zespołów. To co zakładaliśmy sobie przed sezonem osiągnęliśmy, mimo wszystkich trudności i zawirowań, które napotkaliśmy po drodze. Środowisko siatkarskie odebrało nas dobrze i jest to dla nas dobry prognostyk na przyszłość, żeby to kontynuować i rozwijać.

Uważa Pan, że problemy z halą miały znaczący wpływ na wyniki spotkań rozgrywanych przed własną publicznością? Wiemy, że dla zespołów przyjezdnych gra przy Krupniczej była sporym wyzwaniem.
Wiemy, że nasza hala na ulicy Krupniczej jest bardzo specyficzna i jak zespoły przyjeżdżały to często przecierały oczy ze zdumienia, że gramy w takim miejscu. Z pewnością był to nasz atut, bo gra się tutaj trudno. Kiedy nastąpiła zmiana dotycząca hali, musieliśmy rozgrywać mecze gdzie indziej i to w pewien sposób było dla nas trudne, bo mimo, iż graliśmy we Wrocławiu to nie graliśmy u siebie, czyli w miejscu, w którym trenujemy. 1. liga jest to jednak liga profesjonalna, a my profesjonalistami jesteśmy, więc nie możemy narzekać, że nie mamy hali. Hala przy Krupniczej była na pewno naszym atutem, ale graliśmy też we Wrocławiu, jeden mecz rozegraliśmy w hali Orbita, przy dużej liczbie kibiców co jest w tym chyba najważniejsze, a jak wiemy do naszej hali tak wielu kibiców przyjść nie mogło.

Mecze ze Stalą Nysa stały na bardzo wysokim poziomie, również z Norwidem niewiele zabrakło...
Mecze o miejsca 5-8 z pewnością różniły się od tych o wyższą stawkę. Nie było już tego napięcia emocjonalnego i gra toczyła się na inny poziomie, szczególnie w kwestii emocji. Mecz z Norwidem we Wrocławiu był nierówny i tak samo też było w Częstochowie, gra falowała i kto w danym momencie seta grał lepiej ten wygrywał. Norwid we własnej hali wygrał trzeciego seta, doganiając nas w końcówce i wydawało się, że mają nad nami przewagę psychologiczną i wygrają całe spotkanie, a nagle my rozpoczęliśmy czwartą partię od wyniku 16:5. Tak wyglądają mecze w tej fazie. W tie-breake'u zabrakło nam szczęścia, bo trzeba pamiętać, że szczęście w sporcie też trzeba mieć i to spowodowało tę porażkę.

Wyniki ostatnich meczów to wypadkowa braku motywacji, czy wpływ na dyspozycje miały problemy kadrowe?
Zawsze gramy do końca, bo taka jest nasza rola. Przegranych upatrywałbym nie tyle w spadku motywacji co w stawce rozgrywanych spotkań i odczuwalnym znużeniu sezonem. Nie mogłem też skorzystać ze wszystkich zawodników, część z nich miała kontuzje, ale była to też szansa dla zawodników, którzy nie byli pierwszoplanowymi postaciami, by mogli się pokazać i wykorzystać swoją szansę.

Jaki konkretny element gry w tym sezonie stanowił o sile zespołu na tle innych drużyn?
Mecze siatkarskie wygrywa się atakiem. Oczywiście wszystko musi ze sobą współgrać. Począwszy od przyjęcia przez rozegranie po właśnie atak. Zagrywka, która jest po naszej stronie jest również elementem istotnym, bo daje nam możliwość kontry i zdobywanie przewagi nad przeciwnikiem. Myślę, że naszym najlepszym elementem był atak, wystarczy popatrzeć na rankingi na oficjalnej stronie 1. ligi, w których Kamil MaruszczykMichał Superlak od początku byli wysoko i pokazuje to, że byli liderami w ataku i dawali nam tę skuteczność. Poza tym stworzyliśmy fajny zespół, zawodnicy obecni w składzie, stworzyli naprawdę zgraną grupę, która wspierała się w trudnych momentach i potrafiła je przezwyciężyć. Było to widać, gdy często przegrywając pierwszego czy drugiego seta, potrafiliśmy się zebrać w sobie i wygrywać te mecze, a to jest bardzo ważne. O wszystkim nie decydują tylko umiejętności sportowe, ale też wola walki i kolektyw, który chce grać, będąc ze sobą na dobre i na złe.

Gwardia to klub z bogatą historią, czy celem na kolejny sezon będzie już awans do najwyższej klasy rozgrywkowej?
Ciężko powiedzieć na ten moment jak to będzie wyglądało w przyszłym sezonie. Sport profesjonalny opiera się o finanse, które są ważną składową. W zależności od tego jakim będziemy dysponować budżetem takich zawodników będziemy w stanie pozyskać. Tak wygląda ten biznes. W tym momencie, w którym aktualnie się znajdujemy, nie mogę niczego zadeklarować ani niczego przypuszczać. Poziom 1 ligi jest wysoki, poprawił się jej wizerunek, ale mimo wszystko uważam, że Wrocław zasługuje, żeby PlusLiga po tylu latach ponownie do nas zawitała. Jest to duże miasto, a duże miasta lubią duże projekty, więc my też mamy tego świadomość i na pewno będziemy do tego dążyć, ale wiemy, że to zależy przede wszystkim od finansów.

Ruszyło letnie okno transferowe, klub przewiduje dużo zmian kadrowych przed kolejnym sezonem?
Aktualnie jesteśmy w okresie roztrenowania i oczywiście będziemy rozmawiać z zawodnikami o ich planach na przyszłość. Ciężko jest cokolwiek wyrokować, bo dopiero skończyliśmy granie i trzeba jeszcze poczekać na wszelkie informacje. Byłoby fajnie gdyby większość chłopaków z nami została, bo tworzyli bardzo zgraną grupę.

Czego przede wszystkim można życzyć trenerowi Leszkowi Mazurowi i drużynie na najbliższą przyszłość?
Trenerowi Leszkowi Mazurowi można życzyć przede wszystkim zdrowia, bo ono jest najważniejsze (śmiech). Życzmy sobie wszyscy żebyśmy prezentowali jak najwyższy poziom i dawali radość kibicom, bo taki jest nasz cel. Życzmy sobie dużo zdrowia, bo wiemy, że w sporcie jest ono bardzo ważne jak zresztą w życiu, a sport to nasze życie i żebyśmy mogli skompletować fajny zespół na przyszły sezon i pokazać się z jeszcze lepszej strony niż w tym roku.

Rozmawiał Aleksander Hutyra

Oceń publikację: + 1 + 9 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy sugestia Uniwersytetu Medycznego, by studentki nie nosiły zbyt krótkich spódnic i zbyt głębokich dekoltów, to seksizm?





Oddanych głosów: 1743