zamknij

Sport

Marny mecz i zasłużona porażka. Śląsk poległ w Warszawie

2020-10-21, Autor: Bartosz Królikowski

WKS dalej bardzo kiepski na wyjazdach. Śląsk Wrocław rozegrał słabiutki mecz i przegrał w Warszawie z Legią 1:2. Jest to druga z rzędu porażka wrocławskiej drużyny, a ogólnie trzecia z rzędu wyjazdowa.

Jak dotąd gdy mówiło się o Śląsku w meczach domowych i Śląsku na wyjazdach, to tak jakby o dwóch różnych drużynach. Niestety WKS w ostatnim meczu w Wisłą Płock znów zawiódł kompletnie w delegacji. Wrocławianie zagrali dokładnie tak, jak nie powinni. Niepewni, wycofani, czekający nie wiadomo na co. Taki styl gry przynosił im porażki ze słabszymi drużynami w poprzednim sezonie, tak było i w Płocku. Kibice mogli mieć tylko nadzieję, że tym razem będzie inaczej. Teoretycznie jednak wyjazd do Warszawy na zaległy mecz z Legią wyglądał na znacznie większe wyzwanie. Tylko że teoretycznie, bo warszawianie ostatnio lekko mówiąc nie imponują formą, a bez goli Tomasa Pekharta, byliby tuż nad strefą spadkową. Z europejskich pucharów wylecieli za to z hukiem. Oznaczało to, że to dobry moment by zagrać z Legią na jej terenie. Śląsk musiał jednak wrócić do gry z meczu z Cracovią (3:1), by było to możliwe i zapomnieć o wpadce z Płocka.

Reklama

Śląsk już w pierwszych minutach był bardzo blisko wyjścia na prowadzenie. Wrocławianie nawet strzelili gola. W 7. Minucie Erik Exposito silnym strzałem głową pokonał Artura Boruca, ale sędzia odgwizdał jednak pozycję spaloną i bramka nie została uznana. Anulowane trafienie nie podłamało jednak Hiszpana, który był najgroźniejszym zawodnikiem WKS-u w pierwszym kwadransie. Kilka minut później sprawdził bramkarza Legii strzałem zza szesnastki, ale Boruc mimo nieprzyjemnego rykoszetu piłki poradził sobie bezbłędnie. Napastnik Legii Warszawa Tomas Pekhart nie chciał być gorszy. Ale to co zrobił w 25 minucie, kandydować będzie do pudła sezonu. Paweł Wszołek zagrał mu świetną piłkę w pole karne, a czeski napastnik, który przepchnął Piotra Celebana, stojąc trzy metry przed w większości pustą bramką, fatalnie skiksował i nie trafił w futbolówkę. Aż trudno było uwierzyć, że po takiej sytuacji Śląsk nie przegrywał w Warszawie. Choć zasadniczo Exposito niedługo później oddał strzał zza szesnastki, który skończył… za linią autową. No cóż, pokaz napastniczej wirtuozerii to to póki co nie był lekko mówiąc.

Wraz z upływem czasu rysowała się niewielka przewaga Legii. Gospodarzom zabrakło centymetrów do strzelenia gola, gdyż w 37 minucie Michał Karbownik trafił w słupek. Śląsk atakował głównie skrzydłami, wykonując wiele dośrodkowań, ale jak dotąd nie przynosiło to większego efektu. Skoro o skrzydłowych mowa, to sporo kłopotów obrońcy WKS-u mieli z Wszołkiem, który raz po raz ogrywał Dino Stigleca i albo groźnie dośrodkowywał w poszukiwaniu Pekharta, albo tak jak pod koniec pierwszej połowy, oddał groźny strzał, który świetnie odbił Putnocky. To natomiast pozwoliło Śląskowi zejść na przerwę remisując 0:0.

Drugą część meczu rozpoczęła Legia i to od potężnego uderzenia. Dosłownie. Gdyż już po kilkudziesięciu sekundach Josip Juranović zebrał piłkę wybitą z pola karnego przez obrońców Śląska i pięknym strzałem z około 20 metrów pokonał spóźnionego nieco z interwencją Putnockiego. Ten gol okazał się być zwiastunem dalszych kłopotów WKS-u. Wrocławianie mieli czasem problem z wyjściem z własnej połowy. Legia dominowała w pełni i gdyby warszawianie mieli lepsze ostatnie podanie, to wysoce prawdopodobne, że straty Śląska szybko zrobiłyby się większe. Wciąż mnóstwo problemów sprawiał Wszołek, który mógł na dodatek liczyć na dobre wsparcie od Juranovicia. WKS polował na kontry, ale brakowało im pomysłu na rozegranie i te ataki szybko były przerywane przez gospodarzy. Środek pola nie funkcjonował niemalże w ogóle.

Choć to wrocławianie mogli szukać kontrataków, paradoksalnie sami stracili kolejnego gola w ten właśnie sposób. W 73 minucie Luquinhas popędził z piłką zostawiając w tyle większość defensorów i dograł futbolówkę w pole karne. Tam chciał ją złapać Putnocky ale nie utrzymał jej w rękach, przez co znalazła się pod nogami Pekharta, który nie zmarnował kolejnej „setki” w tym meczu. Śląsk dalej nie potrafił sobie niczego ciekawego wykreować, ale dostał niespodziewany prezent od Legii. A konkretnie od Artura Jędrzejczyka, który w 81. Minucie z niewiadomych przyczyn po prostu podał piłkę Fabianowi Piaseckiemu. Gdyby napastnik Śląska kompletnie zgłupiał i popełnił jakiś błąd, nie winiłbym go. Ale król strzelców 1. Ligi nie zmarnował okazji. Przyjął piłkę i w sytuacji sam na sam pokonał Artura Boruca.

Zdobyty niespodziewanie gol nieco pobudził zawodników Vitezslava Lavicki, którzy przeszli do nieco aktywniejszej ofensywy. Brakowało jednak konkretów i argumentów, by przełamać defensywę Legii. Do końca meczu obie drużyny walczyły nieco w klinczu, czyli gospodarze trzymali WKS w uścisku, goście choć się starali, nie mogli nic zdziałać. Wrocławianie nie zdołali wyrównać i przegrali drugi mecz z rzędu.

Czy to był tak słaby mecz Śląska jak w Płocku? Nie. Ale czy byli oni w stanie dzisiaj realnie zagrozić Legii? Też nie. Wynikało to nie tylko z tego, że warszawianie dzisiaj bardzo dobrze bronili, poza tym klopsem Artura Jędrzejczyka. WKS nie miał dziś uncji pomysłu na budowanie akcji. Gdy udało im się przejąć piłkę, z reguły szybko ją tracili, bo ani kontry nie były składne, ani długie piłki do Exposito, potem do Piaseckiego, nic nie dawały. Środek pola istniał tylko w teorii. Sobota, Praszelik i Mączyński zostali zdominowani. Kompletnie odłączeni od gry. Do tego wszystkiego kiepski dzień miał Putnocky, bo przy obu golach dla Legii mógł zachować się lepiej. Śląsk nie przegrał sam ze sobą jak w Płocku, ale do powiedzenia nie miał praktycznie nic.

Po dwóch słabiutkich wyjazdach, WKS powróci odkuć się do własnego królestwa. W sobotę 24 października o 17:30, Śląsk zagra na Stadionie Wrocław z Jagiellonią Białystok.

Legia Warszawa – Śląsk Wrocław 2:1

Gole:

1:0 – Josip Juranović 46’

2:0 – Tomas Pekhart 73’

2:1 – Fabian Piasecki 81’

Legia: Boruc – Juranović, Lewczuk, Jędrzejczyk, Mladenović – Wszołek, Slisz, Karbownik (82. Lopes), Gwilia (78. Antolić), Luquinhas – Pekhart (90. Valencia)

Śląsk: Putnocky – Celeban, Golla, Tamas, Stiglec – Musonda (75. Pawłowski), Sobota (75. Pałaszewski), Mączyński, Praszelik (66. Zylla), Pich (75. Samiec-Talar) – Exposito (66. Piasecki)

Żółte kartki: Slisz (Legia) – Tamas (Śląsk)

Sędzia: Sebastian Jarzębak

Oceń publikację: + 1 + 1 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy władze Wrocławia mądrze wydają gminne pieniądze?




Oddanych głosów: 114