Sport

Męki Śląska z Wisłą Kraków - wrocławianie nadal bez zwycięstwa w ekstraklasie

2013-08-04, Autor: Łukasz Maślanka
Trzy mecze i tylko dwa punkty - dorobek Śląska Wrocław na początku nowego sezonu ekstraklasy nie powala. Wrocławianie o pierwsze zwycięstwo walczyli z Wisłą Kraków, ale po słabym meczu i bezbramkowym remisie podzielili się punktami z rywalem.

Reklama

Śląsk miał w nogach trudy czwartkowego spotkania w Lidze Europy z Club Brugge. I trudno było się spodziewać, że wrocławianie będą forsowali tempo od pierwszych minut gry. Trener Stanislav Levy dał też odpocząć swoim asom atutowym i na ławce rezerwowych mecz rozpoczął Waldemar Sobota, Przemysław KaźmierczakSebino Plaku. W ich miejsce czeski opiekun Śląska posłał w bój Tomasza HołotęSylwestra Patejuka, a grający zwykle w obronie Tadeusz Socha zajął pozycję na prawej flance linii pomocy.
 
 
Szansę na debiut dostał też pozyskany niedawno przez Śląsk obrońca Oded Gavish. Dodajmy tutaj, że Izraelczyk spisał się solidnie - nie popełnił żadnego błędu, wygrywał pojedynki i można było na niego liczyć. W Wiśle też było kilka kadrowych zaskoczeń - w pierwszym składzie zabrakło miejsca dla Patryka MałeckiegoEmmanuela Sarkiego.
Nie był to mecz, który powaliłby na kolana swoim poziomem. No, może poza kilkoma pasjonatami taktyki piłkarskiej, którzy gdzieś tam wygrzebaliby dla siebie niuanse w ustawieniu obu ekip. Sympatycy zapasów też pewnie znaleźliby na boisku coś dla siebie. Bo w trakcie spotkania sporo było twardej walki, także w parterze i dość swobodnego podejścia do kości rywala. Celował tym mocno zwłaszcza Arkadiusz Głowacki, który najpewniej postanowił wyleczyć z ochoty do gry w tym meczu Marco Paixao. Stoper krakowskiej Wisły chwilami traktował Portugalczyka bardzo stanowczo. Za to pod względem czysto piłkarskim tak po prawdzie nie ma o czym pisać. Ale podejmujemy wyzwanie i opiszemy dla Was ten przeciętny mecz.
 
O pierwsze groźniejsze ataki w tym meczu pokusiła się Wisła. Rafał Gikiewicz był jednak czujny przy strzałach Rafała BoguskiegoPiotra Brożka. Później na boisku oglądaliśmy futbol w bardzo polskim wydaniu. Przy dobrze ustawionej Wiśle, wrocławianie nie mieli wielkiego pola manewru do rozgrywania szybkich akcji. Śląsk był zaś bardzo uważny w obronie, z atakami krakowian radząc sobie na ogół szybko i sprawnie. Efekt? Poczynania obu drużyn były rwane, w ich grze za dużo było niedokładności i przypadkowości. I wymowne, że najgroźniej było po strzałach z dystansu. W tym nieźle radził sobie zwłaszcza Śląsk. Umiejętności bramkarza Wisły Michała Miśkiewicza sprawdził strzałem zza pola karnego Dalibor Stevanović, dwukrotnie próbował też Tomasz Hołota. Żaden z tych strzałów nie znalazł jednak drogi do bramki “Białej Gwiazdy”.
 
Po przerwie w krakowskiej druzynie pojawił się Patryk Małecki. I popularny “Mały” szybko ożywił grę swojego zespołu. Najpierw wypracował akcję Pawłowi Brożkowi, któremu w ostatniej chwili piłkę ściągnął z nogi Krzysztof Ostrowski. Po chwili Małecki ostrym dośrodkowaniem przeciął pole karne Śląska, tam nogę dostawił BrożekRafał Gikiewicz w sobie tylko znany sposób zdołał sparować ten oddany z bardzo bliska strzał. Trener Stanislav Levy uznał, że nie ma na co czekać i będzie jednak potrzebował pomocy swoich podstawowych piłkarzy. Najpierw posłał do walki Dudu, a później Waldemara Sobotę. To ożywiło grę Śląska, wiślacy mieli spore problemy z zatrzymaniem grających coraz bardziej dynamicznie wrocławian. Czasem używali do tego łokci, ale sędzia Szymon Marciniak dobrze wyłapywał co bardziej agresywne wejścia i żółtymi kartkami studził temperament krakowskich piłkarzy.
 
Przez ostatni kwadrans gry Śląsk był bardzo częstym gościem na połowie Wisły. Krakowianie, dla których punkt wywalczony we Wrocławiu był sukcesem, skupili się na obronie własnego pola karnego. I robili to całkiem umiejętnie. W Śląsku strzeleckiego szczęścia próbował Sobota, z dystansu huknął Dudu, ale Michał Miśkiewicz zachował czyste konto. I mecz zakończy się remisem, co można uznać za wynik sprawiedliwy.
 
Po trzech meczach nowego sezonu T-Mobile Ekstraklasy, Śląsk zajmuje 12. miejsce w ligowej stawce. Jak na zespół z medalowymi aspiracjami na pewno nie jest to pozycja, z której we wrocławskiej drużynie są dumni. Śląsk usprawiedliwia co prawda gra na dwóch frontach, bo wrocławianie dzielnie walczą także w eliminacjach Ligi Europy. W lidze wychodzi jednak dobitnie to, że kadra Śląska przypomina za krótką kołdrę. Ale najwyższa już pora, aby wrocławianie w końcu zaczęli wygrywać także w ekstraklasie.
 
Śląsk Wrocław - Wisła Kraków 0:0
Śląsk Wrocław: R. Gikiewicz - Ostrowski, Gavish, Kokoszka, Spahić (64. Dudu) - Socha (67. Sobota), Stevanović, Hołota, Mila, Patejuk - Paixao (86. Plaku).
Wisła Kraków: Miśkiewicz - Burliga, Głowacki, Jovanović, Bunoza - Garguła, Stjepanjović (46. Małecki), Nalepa (85. Wilk), Boguski, Chrapek - Paweł Brożek (73. Sarki).
 
Żółte kartki: Socha, Ostrowski, Hołota - Stjepanjović, Burliga, Bunoza, Chrapek.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).
 
Widzów: ok. 14 tys.
Oceń publikację: + 1 + 1 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jak powinniśmy świętować 11 listopada?





Oddanych głosów: 1034