zamknij

Kultura

Mela Koteluk: „Kontakt z naturą jest dla mnie lekarstwem na natłok informacji” [WYWIAD]

2019-09-19, Autor: Michał Hernes, Artur Długosz

– Kontakt z naturą jest dla mnie o tyle ważny, że pomaga mi osiągać równowagę, a to bardzo ważne we współczesnym świecie, w którym napływa do nas przeogromna ilość informacji, przez które stajemy się przebodźcowani i zdezorientowani – mówi nam Mela Koteluk, z którą rozmawialiśmy podczas pierwszej edycji festiwalu Corona Sunsets Session. Impreza odbyła się na wrocławskiej plaży HotSpot.

Pisarz Emil Cioran powiedział, że „kto nie lubi przyrody, nie lubi też muzyki”. Podpisuje się Pani pod tymi słowami?
Mela Koteluk: Może istnieć między tym związek, może być to kwestia percepcji i ogólnie wrażliwości na bodźce – na to, co nas otacza, na naszą rzeczywistość. Z mojego punktu widzenia świadomość tego, że stanowimy naturę i jesteśmy jej fragmentem buduje wrażliwość i daje konkretny wgląd we wszelkie zjawiska występujące w świecie.

Reklama

Cioran dodał, że bez miłości do natury nie mamy podstawy do pasji muzycznej.
To ciekawe, dla mnie wciąż dotyczy to percepcji i otwarcia. Zgadzam się, że podstawą pasji jest miłość, mówiąc w dużym skrócie, bo miłość to największa siła nośna i wszelka oś. Pasja nie wywodzi się z intelektu, to nie jest kwestia organizacji, to jak wiemy nieokiełznany żywioł.

Według mnie każdy jest twórcą, kreatorem, bez względu na to czym się w życiu zajmuje. Ale żeby stworzyć coś nowego trzeba trzymać tę swoją otwartość i być świadomym tego, że jesteśmy częścią natury. Naprawdę trudno pominąć ten fakt :)

Co wywołuje w Pani muzyczne krajobrazy?
Chodzi o to, co mi otwiera głowę?

Tak.
Kontakt z naturą jest dla mnie o tyle ważny, że pomaga mi osiągać równowagę, a to bardzo ważne we współczesnym świecie, w którym napływa do nas przeogromna ilość informacji, przez które stajemy się przebodźcowani i zdezorientowani.

Skutkuje to tym, że trudno się połapać, co jest prawdą, a co nie. Kontakt z naturą to dla mnie remedium właśnie na natłok zdarzeń i informacji wynikających ze współczesnej kultury.

Czy koncerty w plenerze rodzą większe emocje niż np. w zamkniętej sali koncertowej?
W naszym zawodzie trzeba być bardzo elastycznym, bo zaraz przyjdzie jesień i zima, zmienią się więc warunki pogodowe i pojawimy się w klubach, zamkniętych salach koncertowych. Każda sytuacja jest inna. Nie ukrywam jednak, że bardzo lubię występować w pobliżu wody. Jeden z koncertów w ramach cyklu Women’s Voices, któremu zawiaduje Paulina Przybysz, zagraliśmy w Ełku w pobliżu jeziora, które było za naszymi plecami i widziała je publiczność. Ta bryza, to było bardzo przyjemne. Jestem wodnym człowiekiem i lubię spędzać czas w wodzie i na wodzie, to mnie regeneruje i daje mi inne poczucie czasu. Cieszę się, że wrocławski koncert odbywa się właśnie w jej pobliżu, pachnie tu wodą.

CZYTAJ TEŻ: ŚWIĘTO MUZYKI NA WROCŁAWSKIEJ PLAŻY

Pozwala to trochę siebie uwolnić, prawda?
Tak. Mówiąc szczerze bałam się, że zacznie padać deszcz i będziemy mieli problem z zabezpieczeniem sprzętu i sceny, ale pogodę mamy świetną. W sytuacjach, gdy może zacząć padać, a jesteśmy "pod chmurką", zawsze ciekawi mnie, czy publiczność się podda i zostanie w domu, czy będzie miała pomysł przyjść z parasolami lub w przeciw deszczówkach. Deszczowe koncerty bywają super.

Jak ważna jest dla Pani podczas koncertu improwizacja?
Jest ważna i oczywiście jesteśmy umówieni na to, co zagramy, ale każdy z członków naszego zespołu ma przestrzeń, żeby wyrazić danego dnia to, co chce.

Gdy masz przygotowaną listę piosenek, czasami wpada się schemat i to od nas zależy, czy go przełamiemy. Improwizacja, wszelkie niespodzianki odbiegające od ustaleń są jest bardzo orzeźwiające, to przychodzi naturalnie.

Czy żeby improwizować, trzeba być do koncertu bardzo dobrze przygotowanym?
Są różne szkoły, metody, a to indywidualna sprawa. My mamy tak zgrany materiał, że naprawdę możemy puścić wodze fantazji i wędrować w różnych kierunkach. Oczywiście w ramach setlisty. Każdy koncert ma swoją odrębną atmosferę, nie do wymierzenia. To kwestia dnia, nastroju zespołu, nastroju publiczności, ciśnienia atmosferycznego etc. Te czynniki mają wpływ na nasze brzmienie.

Magia koncertów to chyba często też niewiadoma?
Tak, każdy koncert jest inny i właśnie dlatego robię to, co robię. W tej „pracy”, którą naprawdę ciężko jest mi tak nazwać, ciągle jest element niewiadomej i adrenalina, która powoduje, że ciągle chce mi się to robić i rozwijać.

Jak to wygląda z tworzeniem płyty i utworów?
To odkrywkowa praca – jak już wchodzisz w energię tworzenia płyty, to puzzle powoli wskakują na swoje miejsca i te utwory się otwierają. Przynajmniej ja mam takie intuicyjne podejście. Potem jest tak, jakby odkrywała się cała płyta, skądś wynurzała pod wpływem naszej intencji i zaangażowania. Tak, jestem osobą, która przygląda się temu, co się w danym czasie wyłania, ale są różne podejścia. Można do tego podejść konceptualnie – wymyśla się wtedy trzy motywy, które wiodą. Ja jestem trochę archeolożką, panią z pędzelkiem i szpachelką, która powolutku sobie coś odsłania, także przed samą sobą. Zarówno słowa, jak i dźwięki.

Jak i gdzie się rodzi ta muzyka? Może na przykład jak spada patyk w lesie, albo gdy szumią drzewa?
Zawsze jest to dla mnie w jakimś sensie inspirujące. Wszystko może być inspiracją i pociągnąć za sobą nowy utwór. Dosłownie wszystko :) Zależy, co akurat rezonuje w sercu.

Rozmawiali: Michał Hernes i Artur Długosz

Oceń publikację: + 1 + 9 - 1 - 2

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy uważasz, że przy nowych inwestycjach mieszkaniowych powinno powstawać mniej miejsc parkingowych?




Oddanych głosów: 500