Sport

Misja wykonana, Lechia Gdańsk pokonana

2011-03-19, Autor: Łukasz Maślanka
Na trybunach stadionu przy Oporowskiej świętowano mecz przyjaźni, a na boisku piłkarze stoczyli twardą walkę o ligowe punkty. Po ciekawym meczu Śląsk Wrocław pokonał Lechię Gdańsk 2:1, przedłużył swoją imponującą passę meczów bez porażki i awansował na szóste miejsce w tabeli.

Reklama

Trwa zwycięska seria piłkarzy Śląska Wrocław. Mecz z Lechią Gdańsk był już dwunastym pod rząd, którego wrocławianie nie przegrali. Gdyby ktoś na początku sezonu wspomniał, że Śląsk będzie bohaterem tak imponującej serii, zostałby nierychło wyśmiany. Bo wtedy ekipa z Oporowskiej miała inną serię - w przegrywaniu kolejnych spotkań. To już jednak przeszłość i Śląsk, po pokonaniu Legii w Warszawie pokazał, że jest w wybornej formie. Przekonała się o tym również bardzo solidna w tym sezonie gdańska Lechia.

Ale trzeba przyznać, że w sobotę piłkarze trenera Oresta Lenczyka musieli solidnie się napracować, by zapewnić sobie wygraną w tym pojedynku. Lechia pokazała się z dobrej strony i gdyby doprowadziła do remisu, ten wynik też można by uznać za sprawiedliwy. Na szczęście to gracze Śląska mieli w sobotnie popołudnie lepiej ustawione celowniki i zapewnili sobie cenne zwycięstwo.

Pierwsza połowa meczu Śląska z Lechią mogła być emocjonująca tylko dla absolutnych stoików. Za to chyba tylko najbardziej wytrwali miłośnicy wrocławskiej jedenastki nie usnęli oglądając “popisy” obu zespołów. Na boisku działo się niewiele i - nie ma co się bawić w kurtuazję - wiało z niego nudą, a kibice na stadionie przy Oporowskiej oglądali typowe piłkarskie szachy. Widać było, że sztaby trenerskie obu ekip dobrze odrobiły zadanie domowe i rozpracowały do ostatniego niuansu grę rywala. Sporo było walki w środku pola, a groźnych sytuacji, które mogły zaowocować bramkami, było jak na lekarstwo.

W Śląsku najbliższy szczęścia był tuż przed końcem pierwszej połowy Piotr Ćwielong, który sprytnym zwodem minął Lewona Hajrepatjana i przedarł się w pole karne. Jego strzał obronił jednak Sebastian Małkowski. Lechia zaś o gola mogła się pokusić tuż po rozpoczęciu spotkania. W 8. minucie meczu w sytuacji sam na sam z Marianem Kelemenem znalazł się Tomasz Dawidowski. Bramkarz Śląska popisał się jednak umiejętnościami i sparował strzał napastnika Lechii.

Po przerwie mecz nabrał tempa. I nie trzeba było długo czekać, aż piłka wreszcie trafi do siatki. W 56. minucie Tadeusz Socha wrzucił piłkę z autu wprost na głowę Przemysława Kaźmierczaka. Rosły pomocnik Śląska uderzył na tyle sprytnie i precyzyjnie, że przelobował Małowskiemu i wrocławianie objęli prowadzenie.

Dla Lechii był to sygnał ostrzegawczy. Ekipa z Trójmiasta zaczęła grać nieco szybciej, odważniej i mogła pokusić się o wyrównującego gola. I niewiele brakowało, a tuż po golu Kaźmierczaka mielibyśmy remis. Soczysty strzał niepilnowanego Łukasza Surmy Kelemen z trudem sparował na rzut rożny, a niewiele brakowało, by jego interwencja nie pomogła. Bo odbita piłka przeszła tuż obok słupka wrocławskiej bramki. Wrocławianie zrozumieli, że nie mogą pozwolić rywalowi na to, by zbytnio się rozochocił i wzięli się solidnie do pracy. Na efekty nie trzeba było długo czekać.

Jak mawia stare piłkarskie porzekadło, niewykorzystane sytuacje się mszczą. Ta obiegowa prawda potwierdziła się również w sobotnim meczu. Lechia, zamiast cieszyć się z remisu po strzale Surmy, musiała przełknąć gorzką pigułkę w postaci drugiej straconej bramki. Która, trzeba dodać, była prawdziwą perełką tego spotkania. W 67. minucie Sebastian Mila przejął piłkę w środku pola i po chwili perfekcyjnie odegrał do mknącego prawą stroną boiska Ćwielonga. Skrzydłowy Śląska wpadł w pole karne i bez problemu posłał piłkę do bramki Lechii. Popularny "Pepe" zapowiadał przed meczem, że nadszedł jego czas na strzelenie gola. I słowa dotrzymał.

Mając dwa gole przewagi, Śląsk skupił się na utrzymaniu korzystnego wyniku. Wrocławianie dali się jednak zepchąć zbyt głęboko do obrony. Odpuścili też Lechii w środku pola, zostawiając podopiecznym Tomasza Kafarskiego za dużo miejsca na rozgrywanie akcji. I zostali skarceni, a końcówka meczu upłynęła pod znakiem sporych emocji. W 83. minucie Lechia wywalczyła rzut rożny. Kamil Poźniak dobrze dośrodkował w pole karne, w podbramkowym zamieszaniu piłkę trącił jeszcze Mariusz Pawelec, ale podał ją wprost pod nogi Luki Vučko. Stoper Lechii bez większych problemów posłał piłkę do bramki Śląska.

Kontaktowy gol sprawił, że gdańszczanie uwierzyli, iż mogą przywieźć z Wrocławia choćby remis. Przejęli inicjatywę, częściej byli przy piłce i rozpoczęli oblężenie bramki Śląska, momentami atakując aż dziewięcioma zawodnikami. To pospolite ruszenie mogło zakończyć się sukcesem w 86. minucie. Wtedy Aleksiej Sazankow dostał doskonałe podanie od Łukasza Surmy, wpadł w pole karne i strzelił z jedenastu metrów. Kelemen sobie tylko znanym sposobem obronił strzał piłkarza Lechii i uratował Śląskowi wygraną. Trzeba też przyznać, że wrocławianie - w tym grający przez ostatnie dziesięć minut debiutujący w Śląsku i grający przeciętnie Ljubisa Vukleja - umiejętnie się bronili i dobrze odpierali ataki gdańskiej ekipy.

Po meczu z Lechią na szczególne wyróżnienie zasłużył Przemysław Kaźmierczak. Strzelił ósmego gola w tym sezonie, co - jak na defensywnego pomocnika - jest znakomitym dorobkiem. Imponował też grą w destrukcji. Aż dziw bierze, o co mogło chodzić trenerowi kadry narodowej Franciszkowi Smudzie, który w wywiadzie nazwał Kaźmierczaka "drewnianym". Gdyby każdy piłkarz w Ekstraklasie był tak "drewniany', jak pomocnik Śląska, nasza liga na pewno miałaby w świecie wyższe notowania. Pochwały należą się też wrocławskiej linii obrony, a także pracowitemu Piotrowi Ćwielongowi. W Lechii zaś dobrze spisał się Abdou Traore, a także obaj środkowi pomocnicy, którzy umiejętnie organizowali grę swojego zespołu.

Wygrana z Lechią to dla Śląska bardzo cenny prezent. Dzięki sobotniemu zwycięstwu, wrocławianie awansowali na szóste miejsce w ligowej tabeli. Miejsce wyżej plasują się właśnie piłkarze z Trójmiasta, a ich przewaga nad Śląskiem stopniała do zaledwie dwóch punktów. A na horyzoncie widać już trzecie miejsce w tabeli, gwarantujące grę w europejskich pucharach. Śląsk traci do niego obecnie tylko trzy “oczka”. Nie zanosi się na to, by wrocławianie mieli nagle spuścić z tonu. A to sprawia, że miejsce nawet “na pudle” Ekstraklasy jest coraz bardziej realne.

Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk 2:1 (0:0)
Bramki: Kaźmierczak (56.), Ćwielong (67.) - Vučko (83.).

Śląsk: Kelemen - Socha, Celeban, Fojut, Pawelec - Sobota (68. Madej), Łukasiewicz, Kaźmierczak, Mila, Ćwielong (88. Diaz) - Ł.Gikiewicz (79. Vukelja).
Lechia: Małkowski - Deleu, Bąk, Vučko, Hajrapetjan - Surma, Traore (77. Sazankow), Nowak (70. Poźniak) - Lukjanovs, Buval, Dawidowski (54. Pietrowski).

Żółte kartki: Vukelja.
Sędzia: Paweł Pskit (Łódź).
Widzów: ok. 8500.
Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (2):
  • ~ 2011-03-20
    18:41:18

    0 0

    Ja mam pytanie kiedy policja czy miasto zrobia porzadek z hordami napitych gowniarzy w szalikach Slaska i Lechii krazacych po miescie po "meczach zgodowych"??? To co sie dzialo wczoraj w centrum to jest jakas paranoja! Sredniowiecze powrocilo na jeden dzien do Wrocławia! Rynsztok!!!!!

  • ~ 2011-03-21
    12:51:35

    0 0

    Artur Brzozowski z Gazety Wyborczej ma kompleks Śląska Wrocław. Nie mam co do tego wątpliwości po dzisiejszym artykule. Dla tego Pana najlepiej by było jakby Śląsk Wrocław upadł podobnie jak to miało miejsce z piłką ręczną czy koszykówką

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy nazwanie tramwaju imieniem Krzysztofa Balawejdera to dobry pomysł?



Oddanych głosów: 1803