zamknij

Sport

Mistrz Polski bezlitosny dla koszykarskiego Śląska. WKS rozbity przez Stelmet Zielona Góra

2020-09-04, Autor: Bartosz Królikowski

To niestety była deklasacja. Koszykarski Śląsk Wrocław nie poradził sobie z fantastyczną obroną Stelmetu Zielona Góra, w wyniku czego został rozbity przez mistrzów Polski w Hali Orbita aż 58:78. To pierwsza porażka wrocławian w tym sezonie.

Imponujące zarówno w rozmiarach jak i grze zwycięstwo nad Astorią Bydgoszcz (90:66), tchnęło sporo optymizmu w szeregi koszykarskiego Śląska. Mimo wielu zmian w składzie w stosunku do minionego sezonu, a także licznej rzeszy młodych zawodników na parkiecie, WKS zdeklasował bydgoszczan, dając jasny sygnał, że Śląsk chce namieszać w tym sezonie i w odpowiedniej formie może to zrobić. Jednak złapać dobrą formę to jedno, a utrzymać ją to co innego. Zwłaszcza że kolejny rywal wrocławian – Stelmet Zielona Góra, to zespół ze znacznie wyższej półki niż Astoria. Mistrz Polski, żeby dowodów daleko nie szukać. Jednak Śląsk pokazał, że ma narzędzia, by walczyć z zielonogórzanami, a na dodatek w ciągu tygodnia do treningów wrócił kontuzjowany wcześniej Aleksander Dziewa, a zespół z Wrocławia wzmocnił doświadczony chorwacki skrzydłowy, wielokrotny mistrz oraz reprezentant Chorwacji, Ivan Ramljak.

Reklama

Pierwsza kwarta nie układała się tak jak wrocławianie by sobie tego życzyli. Stelmet stosował bardzo duży nacisk na zawodników WKS-u bardzo skutecznie utrudniając im rozegranie piłki. Przez to Śląsk notował bardzo wiele strat, nadziewał się na kontry i miał problemy z przedostaniem się pod kosz rywali. Największe zagrożenie stwarzał niezwykle szybki Strahinja Jovanović, ale Serbowi, podobnie zresztą jak jego kolegom z zespołu, brakowało nieco skuteczności. Tego problemu nie mieli choćby Gabriel Lundberg czy Marcel Ponitka, którzy sprawiali gospodarzom wiele kłopotów. Wszystkie te czynniki złożyły się na to, że WKS przegrał tą kwartę aż 16:28.

Druga kwarta niestety nie była lepsza w wykonaniu Śląska. Wrocławianie mieli ogromne problemy z rozegraniem akcji. Nacisk i agresja Stelmetu w obronie były wręcz niesamowite. Gdy tylko którykolwiek z zawodników WKS-u przejmował piłkę, miał mniej miejsca niż w autobusie miejskim w godzinach szczytu. Gospodarze często byli zmuszani do rzutów z bardzo nieprzygotowanych pozycji, przez co ich skuteczność była marna. Przez dwie kwarty trafili zaledwie 37% rzutów z gry (10/27), a szczególnie „kulały” trójki (1/11), które raptem tydzień wcześniej przeciwko Astorii dały Śląskowi tak wiele dobrego. Na dodatek kiepsko wyglądała gra obronna. Wrocławianie przegrywali zbiórki, dawali się ogrywać gościom, a sam Stelmet był na tyle skuteczny, że na przerwę schodził prowadząc aż 45:27.

Śląskowi potrzebna była kompletna odmiana gry, a przede wszystkim musieli znaleźć receptę na znakomitą grę obronną rywali. Łatwiej było to jednak powiedzieć niż zrobić. Zielonogórzanie bronili niezwykle konsekwentnie, a czasami odbierali piłkę WKS-owi w bardzo prosty sposób. Szczególnym utrapieniem dla Śląska byli Marcel Ponitka, który nie odpuszczał nawet na moment, oraz Geoffrey Groselle, który świetnie wykorzystywał swoje 213 cm wzrostu. O skali problemów ofensywnych wrocławian najlepiej świadczy fakt, że przez 3 kwarty zdobyli tylko 41 punktów, a dwucyfrowy wynik punktowy na koncie miał tylko Garrett Nevels (10), który zresztą w połowie trzeciej kwarty został wykluczony z meczu za drugi niesportowy faul.

Aby odwrócić losy meczu, dla Śląska musiał zdarzyć się niemalże cud. Nie nastąpił. WKS wciąż zaliczał mnóstwo strat, grał nerwowo i mało składnie, a jak rzucał to niecelnie. Dodatkowo wrocławianie straszliwie przegrywali walkę pod koszem, bo Stelmet nie miał z reguły problemu, by nawet przy niecelnych rzutach, zbierać piłki w ataku. Oczywiście ich obrona wciąż stała na znakomitym poziomie. Ostatecznie Śląsk przegrał to spotkanie aż 58:78.

Czasem drużyna ma taki dzień, że nie wychodzi jej kompletnie nic. Taki dzień miał właśnie Śląsk. Stelmet Zielona Góra kompletnie zneutralizował wszelkie atuty wrocławian, jakimi ci imponowali przeciwko Astorii Bydgoszcz. Ciągły nacisk, agresja w odbiorze i nie odpuszczanie nawet na chwilę, poprowadziły gości do zwycięstwa. Śląsk zresztą często popełniał też błędy niewymuszone, pomagając rywalom i bez ich interwencji. Raziła po oczach także ociężałość w grze WKS-u. Stelmet praktycznie w każdej akcji był o przynajmniej jedno tempo szybszy. Widać to było zarówno w rozegraniu, jak i w obronie. Tylko Strahinja Jovanović potrafił przyspieszyć grę, tylko że koledzy za nim nie nadążali i Serb często musiał kończyć swoje rajdy sam, co wychodziło mu co najwyżej poprawnie, a i tak był najlepszym strzelcem zespołu (15 pkt). Śląsk zdobył tylko 58 punktów co jest ich najgorszym wynikiem odkąd awansowali przed zeszłym sezonem do Energa Basket Ligi. Ten mecz najlepiej podsumowuje jednak inna statystyka. W całym spotkaniu WKS miał wyższy procent skuteczności rzutów niż Stelmet (42:38), ale gospodarze oddali ich 49, a goście… 72.

Następny mecz będzie pierwszym wyjazdowym spotkaniem Śląska w tym sezonie. W piątek 11 września wrocławianie pojadą na Pomorze Zachodnie, by o 20:00 zagrać w Stargardzie z tamtejszą Spójnią.

WKS Śląsk Wrocław – Stelmet Enea BC Zielona Góra 58:78 (16:28, 11:17, 14:17, 17:16)

Śląsk: Keller 4, Nevels 10, Jovanović 15, Gabiński 6, Zagórski 0 oraz Stewart 5, Musiał 3, Gordon 6, Wójcik 2, Dziewa 3, Tomczak 2, Ramljak 2

Trener: Oliver Vidin

Stelmet: Lundberg 17, Williams 10, Ponitka 12, Reynolds 10, Groselle 14 oraz Porada 0, Traczyk 0, Forysiuk 0, Put 3, Szymkiewicz 4, Berzins 5, Koszarek 3

Trener: Żan Tabak

Oceń publikację: + 1 + 3 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy Wrocław ma problem z rasizmem?




Oddanych głosów: 119