Sport

Na przekór własnej formie i okolicznościom. WKS czeka niespodziewanie trudne starcie ze Stalą Mielec [ZAPOWIEDŹ]

2021-11-26, Autor: Bartosz Królikowski

Gdy ostatni raz Śląsk Wrocław mierzył się u siebie ze Stalą Mielec, oba zespoły po meczu celebrowały, choć żadna nie wygrała. Remis dał WKS-owi europejskie puchary, Stali zaś utrzymanie. Tym razem tylko zwycięstwo da radość. Wrocławianie potrzebują go jak wody na pustyni. Mielczanie zaś drugiej tak dużej szansy by wygrać we Wrocławiu, mogą BARDZO długo nie mieć. Czeka nas starcie o wiele bardziej wyrównane, niż można się było jeszcze kilka tygodni temu spodziewać.

Reklama

Gdyby przed sezonem ktoś powiedział, że gdy w 16. kolejce Stal Mielec przyjedzie na boisko Śląska Wrocław i WKS niekoniecznie będzie w tym pojedynku faworytem, chyba każdy, być może nawet w Mielcu, popukałby się w czoło. Jednak ostatnie tygodnie sporo namieszały tak u jednych jak i u drugich. Po jednej stronie bardzo pozytywnie, po drugiej zaś wręcz przeciwnie. Niestety dla WKS-u, to „wręcz przeciwnie” dotyczy właśnie ich.

To co od prawie dwóch miesięcy dzieje się w zespole Jacka Magiery, to najgorszy okres za kadencji tego szkoleniowca. Prawdziwy kryzys. To słowo jest w futbolu często nadużywane. Zwłaszcza że dla każdego może oznaczać co innego. Dla jednych np. trzy mecze bez zwycięstwa, to już kryzys. Inni starają się unikać tego określenia i zaczynają dopiero po 7-8 słabych meczach. Niestety to, że obecna sytuacja w WKS-ie jest kryzysem, z tygodnia na tydzień staje się coraz bardziej oczywiste.

Zaledwie cztery punkty na osiemnaście możliwych, w ostatnich sześciu meczach. Czyli 4 porażki, 1 remis i 1 tylko wygrana z rywalem, który grał wówczas tak koszmarnie, że nie wygrać się nie dało. Wyniki to jednak nie wszystko. Na początku sezonu poznaliśmy Śląsk trenera Magiery jako zespół, który ceni sobie grę ofensywną, z polotem. Nawet kosztem słabszego bronienia. Potem, po porażce 0:4 z Hapoelem Beer Szewa w eliminacjach Conference League, mieliśmy okres znacznie bardziej zachowawczej gry. Bardziej wyrachowanej, na zimno. Następnie wydawało się, że Śląsk znajduje wreszcie balans. Świetnie zagrali zwłaszcza w Derbach Dolnego Śląska, wygranych 3:1 w Lubinie. Potem pokonali też Legię Warszawa u siebie, co się w przeciągu ostatniej dekady nie za często zdarzało.

Niestety od początku października coś się popsuło. Porażka 0:4 w Poznaniu z Lechem, w starciu które mogło dać WKS-owi pozycję lidera tabeli, zapoczątkowała kryzys. Od tamtej pory trudno powiedzieć tak naprawdę co u wrocławian funkcjonuje dobrze. Na pewno nie jest to defensywa, która w sześciu ostatnich spotkaniach dopuściła do utraty aż 14 goli. Popełniając do tego często bardzo poważne błędy, czy to w kryciu, czy przy kontrach. Z pewnością tak jak powinien nie funkcjonuje też środek pola, któremu brakuje duszy i zdecydowanego lidera. Liczby dawał Mateusz Praszelik, zanim Israel Puerto w starciu z Jagiellonią spowodował jego uraz brutalnym wejściem. Ale Mączyński, Schwarz, Makowski, Pich, Sobota… dają grze podobnie wiele. Czyli bardzo NIEwiele.

Tym co, lub raczej kto, działa w tym wszystkim najlepiej, jest Erik Exposito. Hiszpan w takich a nie innych warunkach, jest liderem klasyfikacji strzelców Ekstraklasy (9 goli). To świadczy o jego bardzo wysokich jak na naszą ligę umiejętnościach. Czasem to wystarcza, jak przeciwko Wiśle Kraków (5:0), gdy strzelił hat-tricka. Ale znacznie częściej jeden piłkarz to wciąż tylko jeden piłkarz, który sam może zrobić wiele, lecz nie wszystko.

Ostatnie spotkanie wrocławian z Pogonią Szczecin, przegrane 1:2, wyeksponowało wszystko co trapi Śląsk. WKS został przez rywali zdominowany, w pierwszej połowie z rzadka byli w ogóle na połowie szczecinian, w drugiej zaś trochę częściej, ale nie na tyle by uznać ich grę za choćby przyzwoitą. Trener Magiera powiedział po meczu że taki był plan, by dać Pogoni grać. No dobrze, wiele zespołów stara się grać z kontry. Tylko że te kontry musiałyby być. A Śląsk grał koszmarnie niedokładnie. Większość akcji popsuł sam. Dante Stipica, bramkarz Pogoni, wysilić się musiał ze dwa razy. Raz zaś, przy golu, nie miał szans. Tyle co wykreował sobie Śląsk.

Środek pola znów istniał teoretycznie. Waldemar Sobota kompletnie nie wykorzystał swojej szansy, Petr Schwarz rąbnął w poprzeczkę i tyle co od niego, Rafał Makowski pokazał się tylko raz gdy strzelił gola, a Krzysztof Mączyński „błysnął” fatalnie bitym rożnym w doliczonym czasie. Poza tym ogólna kultura gry i odpowiedzialność taktyczna była u rywali na wyższym poziomie. Defensywa? Niby przez długi czas nie najgorzej, Pogoń nie miała tylu sytuacji ile powinna przy takiej dominacji. Ale jak już robili błędy, to ogromne. Przy golach zwłaszcza, gdy przy pierwszym Luka Zahović wjechał w pole karne z piłką jak do siebie, a przy drugim o Michale Kucharczyku stojącym tuż przed bramką zapomnieli wszyscy oprócz asystującego Kamila Grosickiego. Poza tym w drugiej połowie gospodarze mieli jeszcze przynajmniej dwie znakomite sytuacje bramkowe.

Niestety tamten mecz pokazał słabości Śląska oraz to dlaczego wrocławianie mają aktualnie w tabeli taką samą przewagę nad 15. miejscem, jak stratę do podium (8 pkt). Tyle samo oczek co oni ma Stal Mielec, która jest rewelacją może jeszcze nie sezonu, bo do końca jeszcze wiele czasu, ale rundy jesiennej na pewno. Mielczanie przed sezonem byli murowanym kandydatem do spadku. Nie bez przyczyny zresztą. W poprzedniej kampanii uratowało ich tylko to, że spadała zaledwie 1 drużyna, a utrzymanie przypieczętowali nawet nie zwycięstwem, tylko remisem z Śląskiem we Wrocławiu. Początek tego sezonu zwiastował, że tym razem szczęścia może zabraknąć.

Stal wygrała tylko jeden z pierwszych pięciu meczów, przegrywając m.in. z Piastem u siebie 0:2 i z Pogonią w Szczecinie aż 1:4. Jednak od tamtej pory, mielczanie polegli w lidze już tylko raz. Było to 19 września, gdy pokonał ich Raków Częstochowa. Poza tym wygrali w Warszawie z Legią 3:1, z Zagłębiem Lubin 4:2, czy z Radomiakiem 1:0. Zanotowali też co prawda 6 remisów, ale potrafili urwać punkty choćby Lechowi Poznań.

Bardzo wiele zmieniło w Stali przyjście wypożyczonego ze Śląska Wrocław Fabiana Piaseckiego. Mielczanie zyskali tego czego im najbardziej brakowało, czyli wartościowego napastnika. Piasecki w 10 spotkaniach strzelił dla nich 3 gole, zaliczył 4 asysty, ale oprócz tego wykonał mnóstwo ciężkiej pracy na boisku. Jest dla Stali tym, kim dla WKS-u Erik Exposito. Oprócz niego WKS będzie musiał uważać na będącego w świetnej formie Mateusza Maka, który w ESA w tym sezonie ma również bardzo dobre liczby (6 goli i 4 asysty). Ostatni mecz mielczan, remis 3:3 z Lechią Gdańsk, to jego popis (gol i 2 asysty).

Stal przyjedzie do Wrocławia, na stadion zwany już nie Stadion Wrocław, a Tarczyński Arena, z podobnym problemem co Śląsk. W WKS-ie pauzować za kartki będzie Erik Exposito, o czym pisaliśmy już tutaj. Wśród mielczan z dokładnie tego samego powodu zabraknie Fabiana Piaseckiego. Będzie to zatem starcie bez postaci fundamentalnych tak u jednych, jak i u drugich. Na dodatek, w WKS-ie nie zagra kontuzjowany Patryk Janasik, za którego zapewne zobaczymy Jakuba Iskrę. Kto jest zatem faworytem? Trudno powiedzieć. Na pewno Stal wygrać może, a WKS bez względu na brak Exposito, wygrać musi, jeśli chce jeszcze w rundzie jesiennej gonić czołówkę.

Mecz Śląsk Wrocław – Stal Mielec odbędzie się w sobotę 27 listopada o 15:00 na Tarczyński Arena Wrocław. Transmisja w Canal+ Sport.

Przewidywany skład Śląska:

Putnocky – Lewkot, Golla, Verdasca – Iskra, Mączyński, Makowski, Stiglec – Schwarz, Łyszczarz – Quintana

Oceń publikację: + 1 + 1 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jak nazwać Most Wschodni we Wrocławiu?






Oddanych głosów: 1286