zamknij

Sport

Nie zatracić tożsamości na wyjazdach. Przed Śląskiem mecz przyjaźni z Lechią Gdańsk [ZAPOWIEDŹ]

2020-11-20, Autor: Bartosz Królikowski

Po przerwie reprezentacyjnej do gry powraca PKO Ekstraklasa, a wraz z nią piłkarski Śląsk Wrocław. Piłkarze Vitezslava Lavicki staną przed wyzwaniem pokazania wreszcie normalnej formy w meczu wyjazdowym. Wszakże jak dotąd w tym sezonie delegacje jakby wysysały z nich część życia. Tym razem będzie to przyjacielska wizyta, wszakże rywalem Śląska będzie zaprzyjaźniona Lechia Gdańsk.

Poprzednia przerwa reprezentacyjna zadziałała na zespół WKS-u jak wstrzyknięcie trucizny. Przed październikowymi meczami kadry wrocławianie grali bardzo solidnie, a co za tym idzie regularnie zdobywali punkty. Po niej z kolei ich forma się mocno zdestabilizowała. W czterech ostatnich meczach wygrali tylko raz i to po marnym meczu oraz raz zremisowali, po… jeszcze gorszym widowisku. Przy czym słowo „widowisko” w odniesieniu do starcia Śląska z Górnikiem Zabrze to gigantyczny eufemizm. Wcześniej natomiast przegrali dwukrotnie, kolejno z Legią Warszawa oraz Wisłą Płock. Ogólnie były to 4 słabiuteńkie mecze WKS-u, które miały jednak zasadniczą różnicę. Na własnym stadionie Śląsk punktował, a na wyjazdach nie. To że mecze poza Wrocławiem są dla WKS-u cierniem w ich boku, prawdziwym utrapieniem ponad utrapienia, wiemy od dawna. Ale w tym sezonie rzuca się to w oczy bardzo mocno.

Reklama

Wszystkie trzy dotychczasowe porażki Śląsk poniósł w delegacji. W dodatku grając o wiele gorzej stylistycznie niż u siebie. A nawet jak przeciwko Jagiellonii Białystok czy wspomnianemu Górnikowi wrocławianie również męczyli oczy, to punkty lub przynajmniej punkt z tego był. Co wymaga naprawy w grze Śląska? Przede wszystkim każdy element ofensywy. W ostatnich spotkaniach trudno było znaleźć jakieś miłe słowa na poczynania wrocławian w ataku. Robert Pich przeciwko Górnikowi czy Jagiellonii był piłkarzem-duchem. Niby był na boisku, ale jakby ktoś stwierdził że go wcale na nim nie widział… nie kłóciłbym się, bo zapamiętać z jakiejś dobrej akcji się go nie dało. Podobnie jak Erika Exposito, kompletnie odciętego od podań, który pokazywał się tylko jak sam walczył o piłkę. A że rzadko ją sobie wywalczał to już inna sprawa. Zgasł także Waldemar Sobota, który przeciwko „Jadze” nie zagrał, ale gdy w meczu z Górnikiem wrócił do gry, zbyt dużej różnicy nie było. Tak naprawdę tylko Lubambo Musonda, jak to ma Zambijczyk w zwyczaju, robił sporo szumu na skrzydle. Ale niestety w zwyczaju to on ma także brak liczb i to się nie zmieniło.

Trudno nawet wskazać czy problem nie leżał aby w jakimś kryzysie fizycznym. Może niestandardowy okres przygotowań i krótka przerwa między sezonami dopadła wrocławian? Zasadniczo wrocławianie nie grali zbyt szybko w ostatnich meczach. To nie była taka intensywność jakiej można oczekiwać. Z drugiej strony jednak Jagiellonia oraz Górnik gazu do dechy też nie wcisnęły i dlatego oba te mecze były sflaczałe jak pęknięta piłka. Brak kibiców też nie pomógł w niczym. Tak czy inaczej kibice muszą mieć nadzieję, że w trakcie przerwy na kadrę Śląsk znów nabierze entuzjazmu, bo nawet przy solidnej defensywie, takie męczenie buły z przodu kiedyś i w domu się zemści. Obronę akurat można pochwalić za Górnika oraz Jagę. To że wyzwanie było lekko mówiąc niewielkie to inna sprawa. Ale defensywa WKS-u miała też inne wyzwania. Zwłaszcza z Górnikiem, gdy grali bez wykartkowanego Dino Stigleca i kontuzjowanego Wojciecha Golli. Golla to niestety jeśli chodzi o pecha definicja 2020 roku. Stoper znów zerwał więzadła w kolanie i czeka go kolejna kilkumiesięczna przerwa. Jego miejsce w starciu z zabrzanami zajął Mark Tamas i tak będzie zapewne w kolejnych meczach.

Sporo wyzwań czeka z kolei przyjaciół Śląska – Lechię Gdańsk. Najbliżsi rywale wrocławian ostatni mecz ligowy grali jeszcze w październiku, a to z uwagi na sporą liczbę zachorowań na koronawirusa, która ich dotknęła. W gruncie rzeczy COVID-em nie zaraziło się tylko kilku piłkarzy oraz trener. Lechia podążyła ścieżką Piasta Gliwice, Wisły Płock oraz wcześniej Pogoni Szczecin i masowo przechorowała wirusa. Jak to wpłynie na postawę gdańszczan? Jak w przypadku pozostałych wymienionych drużyn, nie wiadomo. Wisła P. oraz Piast chorowały mniej więcej w tym samym czasie i same dopiero wrócą. Pogoń z kolei po wirusie zagrała trzy mecze ligowe, żadnego nie przegrywając, więc idąc tym tropem, to wcale nie musi wszystkiego zdestabilizować. Inna sprawa, że niektórzy piłkarze Lechii, jak twierdził sam trener Stokowiec, są w treningu dopiero od kilku dni, a Tomasz Makowski dalej choruje. Lechia zagrała już jeden mecz, w Pucharze Polski z Olimpią Grudziądz, który wygrali 1:0 po golu z karnego. Trudno jednak było oczekiwać, że gdańszczanie od razu dadzą maksa, bo sami nie wiedzą zapewne jeszcze do końca czego się po sobie spodziewać i nikt ze sztabu im tego nie powie, bo nikt takiego doświadczenia nie ma.

Jaką formę prezentowała Lechia zanim dopadła ich pandemia? Różną. W ostatnim meczu ligowym ograli pewnie na wyjeździe Wisłę Kraków 3:1. Wcześniej z kolei wywieźli remis z Lubina, ale sami dali się ograć wracającej wówczas po wirusie Pogoni Szczecin (0:1). Ogólnie Lechia jak dotąd na własnym stadionie w tym sezonie wygrywa tylko z niezbyt jak dotąd mocnymi beniaminkami (Podbeskidzie Bielsko-Biała (4:0), Stal Mielec (4:2)). Liderem Lechii jest oczywiście niezmiennie Flavio Paixao. Portugalczyk może i ma już 36 lat, ale ani myśli spuszczać z tonu. Już ma 6 goli w tym sezonie. Po prostu od lat polisa ubezpieczeniowa dla Lechii. Swoje strzelił już także Łukasz Zwoliński (3 gole), a zaskakująco groźny w ataku jest Michał Nalepa, czyli… środkowy obrońca, który ma już 2 gole oraz 2 asysty. WKS musi zwrócić też uwagę na skrzydłowego Kenny’ego Saiefa. Amerykaninowi brakuje jeszcze liczb, ale jakość pokazuje w niemal każdym meczu i zdaje się być kwestią czasu aż dorzuci to czego się od niego wymaga.

Jak wspominałem, Lechia na własnym boisku radzi sobie jak dotąd bardzo nierówno, dlatego jej stadion absolutnie może być miejscem na przełamanie się dla Śląska. Z drugiej strony jednak, wrocławianie ostatni raz wygrali tam przeszło 6 lat temu. WKS przede wszystkim musi zagrać jak wszyscy wiemy że potrafią. Odważnie, zdecydowanie, ofensywnie. Zachowanie własnej tożsamości, swojego stylu gry, będzie tu kluczowe.

Mecz Lechia Gdańsk – Śląsk Wrocław odbędzie się w piątek 20 listopada o 18:00. Transmisja na Canal+ Sport.

Ostatni mecz tych drużyn w Gdańsku:

Lechia Gdańsk – Śląsk Wrocław 1:1 (Peszko 54’ – Płacheta 37’), 24 sierpnia 2019 roku

Przewidywany skład Śląska:

Putnocky – Celeban, Tamas, Puerto, Stiglec – Pawłowski, Mączyński, Sobota, Praszelik, Pich - Exposito

Oceń publikację: + 1 + 4 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Robisz zakupy w Black Friday?





Oddanych głosów: 224