Sport

Niewykorzystane sytuacje się mszczą. Śląsk znów traci punkty w końcówce [RELACJA]

To jeden z najbardziej rozczarowujących meczów Śląska Wrocław w tym sezonie. Wrocławianie nie potrafili poradzić sobie z Piastem Gliwice, który do tego spotkania przystąpił jako przedostatnia drużyna Ekstraklasy i tylko zremisowali 2:2.

Reklama

Śląsk staje się drużyną coraz bardziej kapryśną. Potrafi pokonać Lecha Poznań lub Legię Warszawa i przyciągnąć na swój stadion ponad 20 tys. widzów, potrafi też jak Robin Hood oddać punkty słabszym, np. Piastowi Gliwice. Sęk jednak w tym, że wrocławianie z meczu na mecz grają coraz gorzej, a rywale nie śpią. Górna ósemka tabeli zaczyna się oddalać. Po zwycięstwie Arki Gdynia nad Koroną Kielce strata Śląska do miejsca nr 8 wynosi cztery “oczka”. Niby niedużo, ale biorąc pod uwagę ostatnie popisy wrocławian, już teraz można przewidywać, że może to być za dużo do odrobienia.

Mecz z gliwiczanami Śląsk zaczął najlepiej, jak mógł. Ledwie granie się zaczęło, a wrocławianie mogli stracić gola. Strzał Joela Valencii wybronił jednak Jakub Słowik. A po dosłownie chwili wrocławianie skutecznie odgryźli się rywalowi. Gola - perełkę zdobył Arkadiusz Piech, który z ok. 20 metrów przymierzył w samo “okienko” bramki Piasta. Goście byli bardzo bliscy wyrównania wyniku w 9. minucie. Wtedy Konstantin Vassiliev przymierzył kąśliwie z rzutu wolnego, piłka przeszła po rękach Słowika, odbiła się jeszcze od słupka, potoczyła wzdłuż linii bramkowej i wyszła poza boisko. Co tu dużo pisać: jeszcze nie wszyscy widzowie zdążyli usiąść wygodnie na swoich krzesełkach, a już zrobił się mecz przez duże M.

Pokaz solidnego futbolu skończył się jednak tak szybko, jak zaczął. Im dalej w pierwszą połowę meczu, tym na boisku działo się bardziej przeciętnie. Chwilami oba zespoły wchodziły na niezłe tempo gry, ale bardzo brakowało sensownych akcji ofensywnych. Sporo było walki w środku pola, w której Śląsk nie radził sobie najlepiej. Wrocławskie skrzydła też nie działały optymalnie. W gliwickiej drużynie sprawy miały się podobnie: sporo było w niej waleczności i rzemiosła, ale za mało jakości. Na usprawiedliwienie obu drużyn można jednak dodać, że meczowi towarzyszyły opady śniegu, a momentami prószyło gęsto. W takich warunkach trudno o piłkarską finezję.

Warunki były jednak identyczne dla każdego, a lepiej wyglądał Piast. I to gliwiczanie zapracowali na to, aby cieszyć się z gola. W 36. minucie Igors Tarasovs popełnił taki błąd, że powinien odpocząć od gry do końca roku. Łotysz dostał proste podanie od Piotra Celebana niedaleko własnej bramki. Sytuacja, jakich wiele, nic groźnego się nie działo, ale Łotyszowi piłka odskoczyła. Na taki prezent czekał napastnik Piasta Michal Papadopoulos, który pognał na bramkę Śląska i bez problemu strzelił gola.

Gliwiczanie doprowadzili do remisu, a ich gra nabrała skrzydeł. Do końca pierwszej połowy to goście nadawali ton boiskowym wydarzeniom. Tuż przed przerwą kolejną bramkę mógł zdobyć Valencia, ale Słowik znów był na posterunku.

W przerwie trener Śląska Jan Urban zdecydował się na odważny krok. Wycofał lewego obrońcę Augusto, w jego miejsce wpuścił Łukasza Madeja, a Śląsk na drugą połowę wyszedł trójką obrońców. Wrocławianie mieli zacząć grać bardziej ofensywnie, a przy tym mieć na boisku więcej ludzi, którzy potrafią poszanować piłkę. Ten misterny plan szybko jednak się “rozsypał”, bo już w 53. minucie kontuzja wykluczyła z gry Michała Chrapka. Zmienił go Kamil Vacek, który dziś nie potrafi dać drużynie tyle jakości. Śląsk jednak jakoś dał sobie radę. Wrocławanie uparcie drążyli obronę rywala, próbowali różnych pomysłów na rozmontowanie obrony rywala, choć w obliczu koszmarnej nieskuteczności Marcina Robaka nie było o to łatwo. Ale wreszcie się udało. W 65. minucie Robert Pich posłał dośrodkowanie w pole karne, tam Arkadiusz Piech tylko dostawił nogę do strzału i Śląsk odzyskał prowadzenie.

Wydawało się, że to będzie ten moment, kiedy Śląsk przejmie kontrolę nad losami tego meczu. Wrocławianie mogli jeszcze podwyższyć prowadzenie, Robak miał idealną sytuację, ale po jego strzale piłka zamiast do pustej bramki Piasta trafiła w… poprzeczkę. Wiemy zaś,   że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. I to mocno zleżałe powiedzonko sprawdziło się po raz kolejny właśnie we Wrocławiu. Wybiła 87. minuta, z rzutu wolnego dośrodkował Vassiliew, Marcin Robak przegrał pojedynek główkowy z Karolem Angielskim i stało się: Piast doprowadził do remisu.

Najlepszy do niedawna piłkarz Śląska chciał szybko się odkuć za kiepską postawę w obronie, która dużo kosztowała jego drużynę. Kilka chwil po golu dla Piasta sam miał tzw. patelnię. Świetnie podał mu Piech, Robak był sam na sam ze Szmatułą, ale bramkarz Piasta w niesamowity sposób odbił to uderzenie. I oba zespoły musiały się podzielić punktami, choć - oceniając po przebiegu tego meczu - zwycięstwo Piasta byłoby nawet bardziej sprawiedliwe.

W meczu z Piastem Śląsk nie tyle zdobył punkt, co stracił dwa. Stracił też dwóch ważnych piłkarzy: Michała Chrapka i Jakuba Koseckiego. O uraz drugiego można mieć mnóstwo pretensji do sędziego. “Kosa” w drugiej połowie twardo wojował z pomocnikiem Piasta Aleksandarem Sedlarem. Piłkarz gości po faulu na Koseckim zarobił żółtą kartkę, po tej akcji panowie mieli jeszcze sobie coś do powiedzenia i doszło do przepychanek. Zawodnik Śląska dostał w twarz od jednego z gliwiczan, ale arbiter nie zareagował. Później każdy kontakt Koseckiego i Sedlara kończył się iskrzeniem, aż wreszcie po wślizgu rywala Kosecki opuścił boisko z kontuzją. Zanosi się na to, że "Kosa" doznał poważnego urazu stawu skokowego i w tym roku już nie zagra. Sędzia zupełnie nie poradził sobie z panowaniem nad emocjami zawodnika Piasta.

Śląsk Wrocław - Piast Gliwice 2:2 (1:1)
Bramki: Piech (2., 65.) - Papadopoulos (36.), Angielski (87.).

Śląsk Wrocław: Słowik - Pawelec, Celeban, Tarasovs, Augusto (46. Madej) - Kosecki (86. Srnić), Chrapek (53. Vacek), Sito Riera, Piech, Pich - Robak.
Piast Gliwice: Szmatuła - Konczkowski, Korun, Hebert, Pietrowski - Mak, Sedlar, Dziczek (77. Angielski), Vassiliev, Joel Valencia (70. Badia) - Papadopoulos (66. Jankowski).

Żółte kartki: Kosecki - Dziczek, Sedlar.
Sędzia: Dominik Sulikowski (Gdańsk).

Widzów: ok. 5,6 tys.

Oceń publikację: + 1 + 3 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (1):
  • ~Janusz Stodulski 2017-12-11
    11:12:52

    0 0

    Niestety walka o utrzymanie, znowu nerwy, nerwy i jeszcze raz nerwy...

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jak powinniśmy świętować 11 listopada?





Oddanych głosów: 1060