zamknij

Sport

Odkuć się po przegranych derbach. Śląsk podejmuje Koronę Kielce [ZAPOWIEDŹ]

2020-03-04, Autor: Bartosz Królikowski

Niesmak po porażce w prestiżowym meczu z Zagłębiem Lubin jest mocny, ale Śląsk nie ma czasu się tym przejmować. Wszakże tym razem czeka ich wyjątkowa kolejka w środku tygodnia. Podejmą w niej kolejną próbę wskoczenia na ligowe podium, a zarazem zrehabilitowania się za przegraną w Lubinie. Ich rywalem będzie drużyna najbardziej nijaka w ofensywie, w tym sezonie PKO Ekstraklasy – Korona Kielce.

Ogromny zawód. Tymi dwoma słowami najlepiej podsumować postawę zawodników Vitezslava Lavicki w Derbach Dolnego Śląska. Defensywne nastawienie, brak jakiejkolwiek kreatywności z przodu i błędy w obronie. Taka mieszanka musiała poskutkować porażką. Zagłębie Lubin nie zagrało wielkiego meczu, szczególnie w pierwszej połowie, ale koniec końców znalazło sposób na Śląsk. Duet Słoweńców Sasa Zivec – Damjan Bohar obnażył słabości wrocławskiej defensywy w tamtym meczu. Pochwalić można ewentualnie Dino Stigleca, który jako jedyny nic nie zawalił i był dość pewny w swych interwencjach, przez co rywale atakowali głównie stroną Lubambo Musondy. Jednak kłopoty obrony nie martwiły aż tak bardzo, gdyż trener Lavicka nieraz pokazywał, że nawet po słabszym meczu, potrafi ją świetnie zreorganizować. Znacznie gorzej, po raz kolejny zresztą, sprawy miały się z przodu.

Reklama

Udany mecz z Górnikiem Zabrze wlał nadzieję, że atak Śląska wreszcie odpali. Filip Raicević pokazał, że wie o co chodzi w byciu napastnikiem, a Przemysław Płacheta sprawiał problemy zabrzańskiej obronie. Niestety w Lubinie zawiodło wszystko. Raicević ewidentnie umie grać w piłkę. Tylko że niestety napastnik nie może ciągle wywalczać jej sam. Środek pola Śląska na chwilę obecną istnieje tylko w niewielkim stopniu. Zagłębie Lubin, Pogoń Szczecin, czy nawet poszarpana kontuzjami i odejściami ważnych piłkarzy Lechia Gdańsk, wszystkie te zespoły zdominowały wrocławski zespół w środkowej strefie boiska. Na szczęście Śląska, tylko lubinianie potrafili to w pełni wykorzystać. Michał Chrapek oraz Krzysztof Mączyński nie kreują. Jakub Łabojko tym bardziej. Skrzydła wyglądają niewiele lepiej. Bowiem o ile Przemysław Płacheta stwarza przynajmniej czasami jakieś zagrożenie (z Górnikiem zaliczył asystę), o tyle Robert Pich jest obecnie iluzją piłkarza którego znamy. Od początku rundy Słowak szuka formy, snuje się po boisku bez większego pożytku i nie daje zespołowi absolutnie nic. Nie wiadomo czy to w trakcie przygotowań coś poszło nie tak, czy może po prostu trzeba mu więcej czasu. Jednak zdaje się, że przeciw Koronie przyda mu się posadzenie na ławce rezerwowych. Tyle że tu pojawia się kolejny problem, czyli zmiennicy.

Zawodnicy wchodzący z ławki w 95% przypadków nic nie wnoszą do gry zespołu. Tylko Filip Raicević, gdy jeszcze był rezerwowym potrafił coś zmienić. Damian Gąska wchodzi w każdym meczu i w żadnym nie pokazał nic choćby troszkę ciekawego. Erik Exposito… z Zagłębiem się starał, ale tylko tyle (dostał też mało czasu). Filip Marković wszedł w Lubinie i dał tyle co jesienią. Nic (gdyby nie feralna interwencja Lubomira Guldana, piłka po jego strzale nie wpadłaby do bramki). Trener Lavicka nie może zatem z pełnym przekonaniem zmienić czegoś w wyjściowym ustawieniu. Trzeba jednak zauważyć, że w ostatnich czterech meczach, na boisko wchodzili niemal ci sami zawodnicy. Może to czas postawić na kogoś jeszcze innego jak np. Przemysław Bargiel. Tym bardziej, że okazja, przynajmniej na papierze, wydaje się idealna.

Aby oddać postawę Korony Kielce w tym sezonie, wystarczy jedna statystyka. Rozegrali oni 24 mecze, w których strzelili… 13 goli. To mniej niż obecny lider klasyfikacji strzelców Jarosław Niezgoda (14), który zresztą w naszej lidze nie gra już od miesiąca! Mimo piętnastej pozycji w tabeli, kielczanie nie mają złej defensywy. Tylko siedem zespołów straciło mniej bramek od nich. Ale ich indolencja w ofensywie jest wręcz nieprawdopodobna. Tylko w jednym meczu strzelili więcej niż jednego gola (3:0 z Rakowem Częstochowa). Najlepsi strzelcy tego zespołu – Erik Pacinda i Michal Papadopoulos, mają na koncie po trzy gole. Nawet gdybym bardzo chciał kogoś ofensywnego w Koronie wyróżnić, to nie mam takiej możliwości bez bardzo mocnego naciągania rzeczywistości. Kielczanie w rundzie wiosennej nie wygrali jeszcze meczu. Udało im się jedynie uratować bezbramkowe remisy z Górnikiem Zabrze i Jagiellonią.

Tylko że jak tu się dziwić, jeśli spojrzy się kogo oni do tego klubu sprowadzają, na przykładzie choćby tej zimy. Bojan Cecarić, czyli serbski napastnik, który jesienią w Cracovii siedział na ławce, a jak grał to nie strzelił ani jednego gola. Jacek Kiełb, czyli 32-letni napastnik, który jest jak bumerang. Nieważne gdzie Korona go nie odda, to on zawsze wraca. Już piąty raz w swojej karierze powraca do Kielc, tym razem z pierwszoligowej Termaliki Bruk-Bet Nieciecza, gdzie w 14 meczach zdobył 2 gole. Petteri Forsell, czyli największa nadzieja Korony na poprawę skuteczności. Fin ostatnie pół roku spędził na wypożyczeniu z Miedzi Legnica do HJK Helsinki, gdzie jednak siedział na ławce. Mimo to potrafił w ubiegłym sezonie strzelić 13 goli dla legniczan w Ekstraklasie, więc umiejętności ma. Pytanie tylko czy będzie potrafił znów je pokazać. Johnny Spike Gill, angielski 18-letni pomocnik, który jesienią grał w Watrze Białka Tatrzańska. Nic nie mówi? Zasadniczo nie powinno, bo to czwartoligowiec.

Niżej się nie da? Otóż czas na wisienkę na torcie. Tą wisienką jest D’Sean Theobalds. Anglik pozyskany z Tonbridge Angels FC, czyli angielskiej… szóstej ligi, która ma status amatorskiej. Nie wiem jakim sposobem ten 25-letni pomocnik w ogóle trafił na testy do Korony. Dlaczego ktoś uznał, że on jest na wystarczającym poziomie, by grać w Ekstraklasie? Tego nie wiem tym bardziej. Ale jeżeli jakimś cudem okaże się, że on się nadaje, to skończmy z tą ligą, bo to nie ma sensu. Można zrozumieć, że klub nie ma pieniędzy. Możliwości finansowe Korony są obecnie bardzo ograniczone i to jest jasne, ale na litość boską, czy to oznacza, że trzeba sprowadzać amatorów? Tym bardziej że choćby w I. Lidze wielu młodych Polaków czeka na szansę. Transferowa patologia trawi tą ligę coraz bardziej, a takie ruchy są tego symbolem.

Śląsk zmierzy się zatem z mieszanką wszystkiego, która jest tak samo dziwna co nieprzewidywalna. Podopiecznych Vitezslava Lavicki czeka wbrew pozorom trudny mecz, gdyż Korona zapewne będzie skupiać się na obronie i czyhać na kontry, na czym „przejechały” się już Cracovia, Pogoń Szczecin, czy… Śląsk właśnie w pierwszym meczu. Potrzeba będzie zatem kreatywność, której tak bardzo ostatnio brakowało. Niewykluczone, że trener Lavicka sprawdzi również nowych obrońców – Guillermo Cotugno oraz Marka Tamasa. Każde zwycięstwo przybliża wrocławian do pewnego awansu do górnej ósemki, a zatem nie ma na co czekać.

Mecz Śląska z Koroną odbędzie się w środę 4 marca, o godzinie 18.00 na Stadionie Wrocław.

Spotkanie tych drużyn z poprzedniej rundy:

Korona Kielce – Śląsk Wrocław 1:0 (Radin 79’), 27 września 2019r, 10. Kolejka sezonu 2019/20

Ostatni mecz tych drużyn we Wrocławiu:

Śląsk Wrocław – Korona Kielce 1:1 (Pich 27’ – Gardawski 64’), 16 grudnia 2018r., 19 kolejka sezonu 2018/19

Przewidywany skład Śląska:

Putnocky – Cotugno, Tamas, Puerto, Stiglec – Pich, Łabojko, Mączyński, Chrapek, Płacheta - Raicević

Oceń publikację: + 1 + 1 - 1 - 2

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy więcej zieleni na ul. Kazimierza Wielkiego to dobry pomysł?




Oddanych głosów: 238