Sport

Ogromne rozczarowanie! Hubert Hurkacz w bardzo słabym stylu odpada z Australian Open

2022-01-19, Autor: Bartosz Królikowski

Tego niestety nie sposób było się spodziewać. Hubert Hurkacz rozegrał wręcz katastrofalny mecz i w słabiutkim stylu odpadł w II rundzie Australian Open, przegrywając gładko 4:6, 2:6, 3:6 z Francuzem Adrianem Mannarino. Tym samym druga runda wielkoszlemowego turnieju w Melbourne po raz kolejny okazała się dla Polaka nie do przejścia.

Reklama

Tenisista z Wrocławia na otwarcie Australian Open ograł w czterech setach Białorusina Jegora Gerasimowa 6:2, 7:6(3), 6:7(5), 6:3. Nie był to szczególny mecz w wykonaniu Polaka, popełnił w nim sporo niewymuszonych błędów, bowiem aż 65. Coś takiego przeszło w starciu z rywalem z drugiej setki światowego rankingu, lecz można było być pewnym, że nie zda egzaminu przeciwko komuś mocniejszemu. Niemniej na plus można zapisać to, że Hurkacz pokazał umiejętność „przepychania” właśnie takich niezbyt udanych spotkań. Szczególnie że Polak na ogół im wyżej ma postawioną poprzeczkę tym lepiej gra, a na tych niżej sklasyfikowanych rywalach potrafi się nieraz wywalić jak na, za przeproszeniem, skórce od banana.

W drugiej rundzie, której swoją drogą na Australian Open wrocławianin nigdy jeszcze nie przebrnął, na Hurkacza czekał mecz z Francuzem Adrianem Mannarino. To 69. zawodnik rankingu ATP i typowy średniak. Był kiedyś co prawda 22 na świecie, ale ogólnie w wielkoszlemowych turniejach dalej niż do 4 rundy nigdy nie doszedł, a w karierze wygrał tylko 1 turniej w 2019 roku. Co nie zmienia faktu, że to ten typ zawodnika, który potrafi sprawić kłopoty silnym rywalom, a czasem nawet z nimi wygrywać, toteż o łatwym meczu mowy być nie mogło.

Niestety już pierwszy set nie potoczył się dla Polaka pomyślnie. Już w drugim gemie nie wykorzystał szansy na przełamanie, a ogólnie popełniał zbyt dużo prostych błędów. Właśnie takowe odegrały główną rolę w tym, że przy stanie 3:3 to Francuz przełamał naszego reprezentanta. Hubert pomylił się wówczas trzy raz z rzędu, przez co Mannarino miał trzy break pointy. Polakowi udało się co prawda wszystkie obronić, ale przy czwartym znów przestrzelił forhendem i stracił swoje podanie. Niestety w żadnym z późniejszych gemów serwisowych rywala wrocławianin nie był nawet blisko odrobienia tej straty i przegrał seta 4:6.

Jeszcze wtedy można było pomyśleć „falstart, trudno, zdarza się”. Problem w tym, że z biegiem meczu Hurkacz wcale nie wyglądał lepiej. Wręcz przeciwnie, jego gra zdawała się coraz bardziej pogłębiać w nieładzie i niepewności. Drugi set był tego wszystkiego kumulacją. Mannarino już w pierwszym gemie przełamał Polaka, pomimo iż ten prowadził już 40:15. Po raz kolejny zadecydowały indywidualne błędy. Tych „Hubi” popełniał niewybaczalnie dużo. Na domiar złego w kolejnym gemie Polak nie wykorzystał aż trzech break pointów, co zemściło się później, bo po kolejnej już serii pomyłek Polaka, Francuz przełamał go po raz drugi w secie, doprowadzając do stanu 4:1. Ta strata była nie do odrobienia przy takiej dyspozycji i drugi set także padł łupem Francuza (6:2).

Hurkacz miał nóż na gardle i potrzebował kompletnego przebudzenia. EKSPRESOWO. Na nic takiego się jednak nie zanosiło. W trzeciej partii już w trzecim gemie został przełamany. Chociaż prawdopodobnie po raz pierwszy w meczu głównie z uwagi na świetną grę Mannarino, a nie swoje błędy. To jednak było żadne pocieszenie, bo nadzieja gasła z każdym gemem. Niestety kolejny gem serwisowy Polaka to jego kolejne błędy i jeszcze jedno przełamanie, które już w zasadzie zniszczyło resztkę wiary w zwycięstwo. Wrocławianin jeszcze wykrzesał iskierkę nadziei przełamując Francuza w kolejnym gemie, ale to było za mało. Zdecydowanie za mało. Mannarino wiedział przed jaką szansą stoi i nie zmarnował jej. Na domiar złego ten mecz zakończył po raz kolejny przełamując Polaka, a ten ostatnią piłkę posłał bekhendem w aut, podsumowując idealnie cały swój dzisiejszy występ.

Błędy, błędy, błędy, horrendalna ilość błędów. Fatalny mecz w wykonaniu Huberta Hurkacza i ogromne rozczarowanie. Polak tak naprawdę sam nie dał sobie szansy na zwycięstwo. Mannarino zagrał dobrze, to fakt, ale wrocławianin nie pokazał nawet 20% swoich możliwości. Tak grając nie wygrałby nawet z wiele słabiej grającym Francuzem. Słaby serwis, fatalna skuteczność na wymianach, aż sześciokrotnie został przełamany. To nie miało nic wspólnego z Hurkaczem który niedawno podczas ATP Cup rozbijał znacznie mocniejszego od Mannarino Argentyńczyka Diego Schwartzmanna, czy toczył kapitalny bój z Roberto Bautistą. Niestety po raz kolejny w jego karierze, Australian Open kończy się dla Hurkacza zbyt szybko i rozczarowująco.

II runda wielkoszlemowego Australian Open

Adrian Mannarino – Hubert Hurkacz (10) 6:4, 6:2, 6:3

Oceń publikację: + 1 + 1 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jak powinniśmy świętować 11 listopada?





Oddanych głosów: 1061