Sport

Panthers Wrocław znów zmiażdżyli rywali, ale ci urwali im sporo punktów

2015-05-19, Autor: jg
W rozegranym w niedzielę meczu siódmej kolejki Topligi drużyna Warsaw Sharks przegrała na własnym boisku z Panthers Wrocław 16:42. W zeszłym roku w dwóch spotkaniach tych ekip wrocławianie zwyciężyli łącznie 110:0. Rekiny wiedziały jak trudne starcie przed nimi. W swojej historii jeszcze nie zapunktowały przeciw Panterom. Dzisiaj ta sztuka udała im się czterokrotnie. Co ciekawe – Sharks zdobyli najwięcej punktów spośród dotychczasowych rywali Panthers.

Reklama

Ale najpierw musieli przyjąć atak gości, który na boisko wbiegł z impetem. Seria, w której biegi Marcusa Simsa wymieszane zostały z podaniami do Tomasza DziedzicaDawida Tarczyńskiego szybko przyniosła pierwsze punkty running backa, gwiazdy z GFL. Rekiny oszołomione tą stratą nie były w stanie skutecznie odpowiedzieć. Filar stołecznej drużyny – Antonio Roane nie mógł przedrzeć się biegami przez defensywę Panthers zaś Karol Żak, rozgrywający, pod presją obrony nie był w stanie skutecznie podawać.

 

Na kolejne punkty wrocławian nie trzeba było długo czekać – w oparciu o Simsa quarterback Kyle Isreal skonstruował kolejną serię zagrań. Uzupełnił ją podaniem do Tomasza Dziedzica, który zdobył pierwszą próbę. Chwilę później kolejny celny rzut poszybował do innego skrzydłowego – Patryka Matkowskiego, który zaliczył przyłożenie.

 

Pantery nie zamierzały jednak zwalniać tempa i do polowania na Rekiny włączyła się również defensywa. Przechwytem popisał się Krzysztof Wis zaś z posiadania zrobiła użytek ofensywa. Biegi Simsa i podania do Grzegorza Mazura były receptą na powiększenie przewagi. Nie minęło wiele czasu a Sharks popełnili kolejny błąd. Niedokładne podania Żaka przejął Krzysztof Tomczak, który akcją powrotną zainkasował sześć punktów.

 

Wtedy wrocławianie zdecydowali się na podwyższenie za dwa. Piłkę podawał Isreal i kiedy wydawało się, że jest poza zasięgiem świetnym chwytem w pełnym wyskoku popisał się Tomasz Dziedzic, który opanował futbolówkę wylądował jeszcze przed linią końcową.

 

 

W drugiej połowie obraz gry zmienił się znacznie. Wpuszczeni na boisko rezerwowi Panthers nie radzili sobie tak dobrze jak pierwszy skład. Po drugiej stronie pojawili się skoncentrowani warszawianie z Antonio Roane na czele. Stołeczny biegacz rozegrał świetne zawody i nierzadko przedzierał się skutecznie przez obronę rywali. Jego upór przyniósł Rekinom pierwsze przyłożenie w trzeciej kwarcie. Co ciekawe stołeczni zdołali także podwyższyć za dwa punkty.

 

Wrocławianie odpowiedzieli w ostatniej części gry punktami Patryka Matkowskiego. Końcowe minuty należały jednak do Rekinów, które pokazały piękną serię w ofensywie. Rozpoczęła się od niesamowitego biegu Roane, który przebił się przez środek i zdobył ponad 50 jardów. Po chwili Żak posłał celne podanie do Alexa Bartletta, który zmniejszył rozmiar porażki na 16:42.

 

- Z naszej strony świetna pierwsza połowa – wszystko szło zgodnie z planem. W ataku byliśmy nie do zatrzymania, zaś obrona dobrze blokowała rywali. Taki był plan – trenerzy kładli nacisk, żeby mocno wejść w pojedynek. W drugiej daliśmy pograć zmiennikom i trzeba przyznać, że Sharks mocno się postawili. Zabrakło nam wtedy koncentracji na finiszu. Takiej, żeby utrzymać prowadzenie lub nawet je powiększyć. Duże rozluźnienie, które wtedy się wdarło nie powinno się zdarzyć. To zawsze może skończyć się przyłożeniem rywali. Pokazali to dzisiaj Sharks, którzy zdobyli 16 punktów. Cieszę się, że wygraliśmy. Dodatkowym powodem do radości jest brak kontuzji w naszym składzie – oznajmił Kamil Ruta, wrocławski linebacker.

 

Wśród warszawian błyszczał niezłomny Antonio Roane, który ciągnął ofensywę Sharks do przodu mocnymi biegami. Kilkukrotnie rozerwał defensywę wrocławian oraz zdobył dziesięć punktów. Partnerował mu Alex Bartlett, który grając w obie strony wydatnie zwiększał możliwości gospodarzy. Mimo że nie wrócił jeszcze do pełni formy po kontuzji zdołał zaliczyć przyłożenie zaś w defensywie przewodził kolegom.

 

W szeregach Panter kolejny udany mecz zaliczył Kyle Isreal, rozgrywający, który mądrze prowadził wrocławską ofensywę. Doskonale uzupełniał go biegacz Marcus Sims, który zdobył wiele jardów i torpedował defensywę rywali świetnymi biegami. Solidne zawody zanotował Patryk Matkowski, zdobywca dwóch przyłożeń.

 

W pierwszej połowie świetnie spisywała się cała obrona, która rozmontowała atak przeciwników i sparaliżowała jego postępy. W linii defensywnej brylował Szymon Adamczyk uznany za MVP spotkania. Następne spotkanie Rekiny rozegrają również w Warszawie, gdzie 23 maja podejmą Primacol Lowlanders Białystok. Dzień później, także w stolicy, Panthers powalczą z Warsaw Eagles.

 

Warsaw Sharks – Panthers Wrocław 16:42 [0:13, 0:22, 8:0, 8:7]

Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy nazwanie tramwaju imieniem Krzysztofa Balawejdera to dobry pomysł?



Oddanych głosów: 1652