zamknij

Kultura

Patrycja Obara: „Koronawirus nie jest jedynym zagrożeniem dla artystów” [WYWIAD]

2020-05-20, Autor: Michał Hernes

– Po ostatnich wydarzeniach wokół „Listy Przebojów Programu 3” i piosenki Kazika widać, że koronawirus nie jest jedynym, ani być może nawet największym zagrożeniem dla wolności wypowiedzi artystycznej – mówi Patrycja Obara, która wspólnie ze swoim zespołem wystąpiła niedawno w ramach Mobilnej Sceny Strefy Kultury Wrocław.

Lokalizacje, w których odbywają się wydarzenia, do końca trzymane są w tajemnicy, a oglądać je można z okien i balkonów. Pod koniec kwietnia w miasto ruszyła Mobilna Scena Strefy Kultury Wrocław. W ramach tej inicjatywy wystąpiła m.in. Patrycja Obara z zespołem w składzie: Emil Smardzewski, Piotr SypieńMarceli Foltan.

Reklama

Artystka w swojej twórczości porusza się pomiędzy kategoriami muzyki, teatru i literatury. Jej multiartystyczna podróż zaczęła się od projektu SHE-la, za który została nominowana do Wrocławskiej Nagrody Muzycznej 2019. Od 2016 roku Obara współpracuje z grupą teatralną Cloud Theater.

W 2019 roku miał premierę wyreżyserowany przez nią spektakl, hybryda monodramu i musicalu, „Syrena - monomusical”, do którego napisała również teksty, współtworzyła muzykę i wcieliła się na scenie w dwie postacie, kobiety i Andersena, toczące ze sobą psychodramatyczny dialog. I to właśnie kompozycje z „Syrena - monomusical” oraz projektu SHE-la muzycy zagrali mieszkańcom wrocławskiej Różanki.

Michał Hernes: Wystąpiła pani z zespołem w ramach Mobilnej Sceny Strefy Kultury Wrocław. Jak wrażenia z tych koncertów?
Patrycja Obara: Wszyscy mieliśmy ogromną radochę, że mogliśmy wreszcie wyjść z domu i zagrać dla „żywej” publiczności. Kiedy dzwoniłam do chłopaków, żeby powiedzieć im, że mamy granie, i to takie na żywo, a nie w internecie, to nie mogli uwierzyć. Martwiliśmy się trochę pogodą, bo dwa dni wcześniej inny koncert został w ostatniej chwili odwołany ze względu na ulewy. Ale na szczęście obeszło się bez zaskoczeń.

Podoba mi się niezobowiązujący klimat tych koncertów - kto chce, ten słucha, kto nie chce, ten idzie dalej. Jakieś dzieci jeżdżą na rowerach wokół zespołu, ktoś gra w kosza na tym samym boisku, na którym my gramy piosenki. Ze strony tej przypadkowej okienno-balkonowej publiczności spotkaliśmy się tylko z życzliwymi reakcjami i to też dawało nam pozytywnego kopa.

Nie obawiała się pani, że ludzie nie będą zainteresowani koncertami, albo że niekoniecznie będą to ich klimaty?
Naszą publicznością nie były tym razem osoby, które świadomie kupiły bilety na koncert i przyjechały w jakieś miejsce specjalnie po to, żeby posłuchać naszej muzyki, tylko jakiś pan, który chwilę wcześniej oglądał telewizję, jacyś państwo oderwani od zdalnej lekcji ze swoimi dziećmi, czy jakaś pani, która wyprowadzała pieska na spacer. Dlatego też dobierałam repertuar w taki sposób, żeby był możliwie uniwersalny, zrezygnowałam z piosenek najsmutniejszych czy najbardziej teatralnych. Mamy na przykład czysto aktorską piosenkę o egzekucji, którą obserwował młody Andersen, ale uznaliśmy na próbie, że "trumny już w równy ustawiono rząd" to dość jednak niefortunna fraza na koncert w dobie epidemii.

CZYTAJ TEŻ: "NIEZGODA NA MIT KSIĘŻNICZKI I ANDERSEN NA NOWO" [WYWIAD]

Zagraliśmy tylko materiał autorski, bo to czujemy najlepiej i właśnie tym chcieliśmy się podzielić. I widzę w tym również bardzo pozytywną stronę. Dzięki tym koncertom dotarliśmy do ludzi, którzy prawdopodobnie nigdy by o nas nie usłyszeli, gdyby nie te okoliczności. Do tego uśmiechniętego starszego pana z herbatką, co nam machał z balkonu. Do tej pani, która o lasce przechodziła obok, kiedy zaczynaliśmy grać i postanowiła usiąść na chwilę i posłuchać. Czy do tej szczerbatej dziewczynki, która ze 130 razy okrążyła nas na swoim różowym rowerku. To było super.

Czyli w trakcie tego wydarzenia nie tylko koncentrowała się pani na grze, ale także wypatrywała widowni i przyglądała się reakcją publiczności?
Trudno te rzeczy oddzielić, bo z jednej strony muzyka sama niesie i prowadzi nas w różne tematy emocjonalne, a z drugiej strony czerpiemy energię z publiczności, jednocześnie wysyłając im naszą. Pod tym względem nie czuję, żeby koncerty na Moblinej Scenie SKW różniły się jakoś specjalnie od innych występów. Zawsze chcemy dać z siebie jak najwięcej i zrobić to jak najlepiej, nie odgradzając się przy tym od publiczności czwartą ścianą, bo to dla nich tam jesteśmy.

CZYTAJ TEŻ: PATRYCJA OBARA: "JESTEŚMY BOMBARDOWANI PRZEKAZEM OPARTYM NA DYDAKTURZE SZCZĘŚCIA" [WYWIAD]

Czy obawia się pani o przyszłość artystów i branży kulturalnej?
Mam wrażenie, że starego świata już nie ma, a jeżeli jest, to poważnie się zachwiał. I to może być dobre, a może być złe. Wiele osób wokół mnie, wielu niezależnych artystów, zaczęło sobie zadawać pytanie, czy chcą dalej żyć tak, jak żyli - w ciągłej niepewności, od „dżoba” do „doba”, od grantu do grantu. Część z nich rozgląda się za tak zwaną "normalną" pracą, która da im większe poczucie bezpieczeństwa i stabilności. I to mnie smuci, bo to są świetni artyści.

A już najbardziej się złoszczę, kiedy słyszę, że dobrze, że skończy się „hajlajf”, że darmozjady się wreszcie biorą do roboty. Tu i ówdzie dalej pokutuje przekonanie, że sztuka to jest coś, co się robi po godzinach, a jak artysta chce jeść, to niech sobie znajdzie pracę i nie narzeka, że mu źle. Na szczęście są to rzadkie głosy. Znacznie więcej jest tych wspierających. Mieliśmy na przykład taką sytuację, że jeszcze przed pandemią zdążyliśmy zagrać spektakl. Wskutek pomyłki w serwisie biletowym wyświetliła się błędna data, co spowodowało, że część widzów nie mogła wziąć udziału w spektaklu i poprosili o zwrot środków za bilety. Kiedy możliwość działań kulturalnych zamknięto na cztery spusty, ci widzowie wycofali się ze swojej prośby w geście wsparcia. Takie gesty są bardzo budujące.

CZYTAJ TEŻ: DOTACJE NA KULTURĘ W CZASIE PANDEMII

Kiedyś ta pandemia się skończy i wtedy wszyscy będą walczyć, żeby stanąć z powrotem na nogi. I wielkie instytucje kultury, i artyści niezależni. Rzeczywistość zacznie odpowiadać na pytania: czy większe szanse na sfinansowanie swojej działalności będzie miał teatr instytucjonalny, czy teatr offowy? Czy niezależni artyści będą mieli gdzie grać, czy może dostęp do scen będą mieli ci, którzy więcej zapłacą? Czy publiczność wybierze duże produkcje, czy małe, intymne spotkania z widzem? Czy rzeczywiście da się robić sztukę po godzinach? I czy wystarczy sam internet, żeby alternatywa mogła konkurować z mainstreamem?

Krajobraz na pewno się zmieni, pytanie tylko – jak? Tym bardziej, że w świetle ostatnich wydarzeń wokół „Listy Przebojów Programu 3” i piosenki Kazika widać, że koronawirus nie jest jedynym, ani być może nawet największym zagrożeniem dla wolności wypowiedzi artystycznej.

Czy pani zdaniem muzyka ma być tylko przyjemna, czy czasem powinna powstawać w kontrze do czegoś, skłaniać do refleksji i wywoływać niepokój?
W ogóle nie uważam, żeby muzyka istniała tylko po to, żeby sprawiać słuchaczowi przyjemność. Nie bardzo rozumiem traktowanie muzyki inaczej niż pozostałych form sztuki. Teatr, literatura, sztuki wizualne, film - mogą być przyjemne, jest na to przestrzeń, ale mogą też poruszać, wzburzać, prowokować, mówić o ważnych rzeczach, krytykować, irytować, być niewygodne i wszczynać rewolucje. Strasznie niesprawiedliwe jest odbieranie muzyce tych funkcji, kastrowanie jej z prawa do głębszej wypowiedzi i sprowadzanie jej wyłącznie do sposobu na uprzyjemnienie życia. Jak pisał ostatnio Jarek Szubrycht w swoim artykule, zainspirowanym krytyką piosenki Kazika "Twój ból jest lepszy niż mój", muzyka to nie paprotka. Jednak nawet w komentarzach do tego artykułu zdarzają się głosy w rodzaju: "Rozumiem celową siermiężność piosenki. Ale o ile większy i lepszy byłby jej odbiór, gdyby była zaaranżowana i zaśpiewana na choć przyzwoitym poziomie?". Pomijając przytyki na temat przyzwoitego poziomu (zawsze znajdzie się ktoś, kto lepiej wie od samego artysty, co to znaczy "na poziomie", nawet jeśli tym artystą jest legenda polskiej sceny), próbuję sobie wyobrazić tę manifestację złości w pięknej popowej aranżacji z delikatnym bitem i kwartetem smyczkowym w tle. I jakoś nie umiem. Ani mi to nie działa jako rewolta, ani jako przyjemność, bo nawet najpiękniejsza aranżacja nie uczyni tego tematu przyjemnym, niezależnie po której stoimy stronie barykady.

Powróćmy do sytuacji artystów w czasie pandemii. Czy płatne koncerty w internecie to pani zdaniem dobre rozwiązanie?
Chyba ma się już ku końcowi ten moment dezorientacji, kiedy wydawało się, że trzeba zrobić wszystko, żeby nie przestać istnieć w świadomości widza. Ta pierwsza fala miała w sobie coś wzruszającego. Powstało wiele pięknych inicjatyw, aktów współpracy, pomocy i wsparcia. Spadło też kilka masek, rozleciały się na chwilę wyśrubowane standardy post-produkcyjne, skończyło się udawanie, że coś jest lepsze niż naprawdę jest. W czasach zapraszania widza do własnego domu zaczęła się znowu liczyć nieumalowana prawda. To jest jakiś rodzaj umowy z widzem - wy nie płacicie, a my robimy sztukę tym, co mamy w domu i wszyscy godzimy się na to, że transmisja się przerywa, czy że obraz nie jest w telewizyjnej jakości. Teraz zaczynamy się rozglądać po tak zwanej nowej normalności i szukać sposobów na funkcjonowanie w niej. I szukamy nowych umów - na przykład realizowanie wysokiej jakości treści i udostępnianie ich odpłatnie. Jest też coś fajnego w idei dobrowolności tych opłat. My robimy rzeczy najlepiej, jak potrafimy i ufamy, że kupicie bilet, żeby zobaczyć efekty naszej pracy. National Theater z Londynu w ten sposób zbiera kilkadziesiąt tysięcy funtów podczas każdej internetowej premiery. Wiem, że to przykład z zupełnie innej kategorii (choćby budżetowej) niż wrocławska kultura niezależna, ale pokazuje, że chociaż ludzie dziś nieco ostrożniej liczą każdy grosz, to kultura jest dla nich ważna i są gotowi ją wspierać, bo zaczynają dostrzegać, że realnie mają wpływ na to, co i kto przetrwa trudne czasy.

CZYTAJ TEŻ: "INTERNET NIE JEST DLA ARTYSTÓW PRZESZKODĄ, TYLKO TRAMPOLINĄ" [WYWIAD]

Czy obecna sytuacja uczy/skłania/prowokuje do kreatywności i szukania rozwiązań, czy opcji nie ma zbyt wiele?
Dla mnie to paradoksalnie inspirujący moment, chociaż trudny, bo prowadzę szkołę śpiewu, a te okoliczności niezbyt sprzyjają tego rodzaju działalności. Ale trzeba było się zatrzymać, zrobić sobie przerwę od tak zwanej „bieżączki”, popatrzeć na rzeczy z nowej perspektywy, zbadać możliwe narzędzia i kierunki. To mnie popchnęło w stronę kilku projektów, za które w innej sytuacji pewnie bym się jeszcze długo nie zabrała. O ile w ogóle bym to zrobiła. Więc w całym tym chaosie i w całej tej dziwności widzę, mimo wszystko, pewne pozytywy.

Czy w trakcie pandemii jeszcze bardziej widoczne jest to, że muzyka jest świetną formą terapii i autoterapii?
Myślę, że coś w tym jest. Widzę to też po mojej szkole śpiewu. Mimo, że musieliśmy przenieść lekcje online (i pewnie jeszcze przez jakiś czas nie wrócimy do sal zajęciowych, bo nikt póki co nie wymyślił, jak sensownie prowadzić zajęcia ze śpiewu w maseczkach), są uczniowie, którzy nie potrafili zrezygnować ze śpiewania i cały czas są z nami. Są też tacy, którzy po kilku tygodniach przerwy wrócili do nas, bo, jak sami mówią, dłużej już nie mogą. Co ciekawe, niektórzy z nich zaczęli tworzyć i poszukiwać dużo chętniej i odważniej, niż za "starych czasów".

Czy jest pani optymistką i z optymizmem podchodzi do dalszego rozwoju zdarzeń, czy niekoniecznie?
Ani optymistką, ani pesymistką. Staram się być tu i teraz, reagować na bieżąco na to, co się dzieje. Staram się ani nad tym nie załamywać rąk, ani nie udawać, że nic się nie stało. Mam taki kubek do kawy ze stoickim napisem: "j*bło to j*bło" (bez gwiazdek). I już. Idziemy dalej.

Zobacz galerię

Oceń publikację: + 1 + 8 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Zapłaciłbyś 25 tys. zł za roczne czesne na prestiżowej uczelni?




Oddanych głosów: 285