zamknij

Wiadomości

Paweł Karpiński: Wrocławiowi grozi epidemia! Urząd miejski musi natychmiast zacząć działać!

2017-11-16, Autor: Marcin Torz

Paweł Karpiński, znany wrocławski ekolog przestrzega i apeluje do władz Wrocławia. - Trzeba natychmiast wypowiedzieć wojnę szczurom. Inaczej może dojść do tragedii – mówi w udzielonym nam wywiadzie.

Czy we Wrocławiu mamy problem ze szczurami?

Reklama

Tak, i to bardzo poważny. Nasze miasto to niestety idealne miejsce dla tych gryzoni. Jest tu mnóstwo wielopoziomowych piwnic, a także rozległa sieć kanalizacyjna. To tam szczury głównie mieszkają. Do tego mają stały dostęp do wody, z rzek czy fosy… No i do jedzenia. Jesteśmy coraz bogatsi, coraz więcej jedzenia ląduje w kubłach, czyli miejscach szczurzego żeru.

Szczury są w każdym dużym mieście. Przyjmuje się nawet, że na jeden taki gryzoń przypada na jednego mieszkańca. Trudno więc się dziwić, że mieszkają też we Wrocławiu.

Gdyby we Wrocławiu był jeden szczur na jednego mieszkańca, to nie byłoby żadnego problemu. Tymczasem u nas – szacunkowo – szczurów jest nawet dwa miliony! Czyli na jednego wrocławianina przypadają aż trzy gryzonie. A jeśli weźmiemy pod uwagę tylko ścisłe centrum, to aż 6 szczurów na osobę. To przerażające dane.

Przerażające?

Tak. Mamy się czego obawiać. Jedna samica jest w stanie urodzić – uwaga! - 60 młodych! Populacja więc stale rośnie. Oprócz tego, że zwierzęta wzbudzają wstręt, to przede wszystkim roznoszą bardzo groźne choroby. Przypomnę, że w średniowieczu większość (wiele) groźnych epidemii (np. tyfus plamisty), które pociągały za sobą tysiące ofiar, wywoływały szczury. Nie można wykluczyć, że ta choroba znowu wróci. Przy tej ilości szczurów, przy ich rozwoju, to niestety możliwe. A już teraz niebezpieczne jest to, że zaraz zaczną zarażać wścieklizną. Wystarczy, że chory szczur kogoś ugryzie...

Przecież szczury nie atakują ludzi.

To prawda, ale szczur chory na wściekliznę ma uszkodzony układ nerwowy. Może zaatakować i ugryźć. Poza tym nie trudno o przypadek. W centrum jest tyle szczurów, że siadając na ławce możemy nieświadomie usiąść na szczurze. Może być też w krzakach tuż obok, przestraszyć się i zaatakować.

Nie przesadza Pan?

Przykro mi, ale nie. Proszę przejść się podwórkami w Rynku. Wystarczy w nie wejść, żeby zobaczyć całe stada tych gryzoni. Kubły na śmieci, wypełnione resztkami z restauracji, aż skaczą, bo w środku szczury akurat spożywają posiłek. Zgroza.

Na ulicy Szewskiej, na skwerku niedaleko skrzyżowania z ul. Kazimierza Wielkiego, czasami nie można normalnie przejść, tyle jest tam szczurów. Proszę uwierzyć, że wystarczy moment nieuwagi i możemy się poważnie zarazić.

No i pchły. Zarażone szczurze pchły, które przechodzą na nasze domowe zwierzęta. A z nich na nas...

Chciałoby się teraz powiedzieć „na szczęście miasto zaczęło właśnie akcję deratyzacji”…

Chciałoby się, ale niestety – ta akcja od lat jest nieskuteczna. Polega głównie na tym, że zarządcy wysypują trutki. Mają taki obowiązek, nawet jeśli szczurów u niego nie ma. Jeśli nie wysypie, to może dostać mandat. Rzecz w tym, że szczury – to bardzo mądre zwierzęta – nauczyły się, że trutki się nie je. Są naukowcy, którzy twierdzą, że szczury zwracają uwagę na... karteczki z ostrzeżeniem o wyłożeniu… Jeśli kartki nie ma, to wysyłani są szczurzy samobójcy, żeby pierwsi spróbowali podłożonego specyfiku. W taki sposób, jaki praktykowany jest teraz, nie da się pokonać szczurów.

Inna sprawa, że od trutki również cierpią zwierzęta domowe i ptaki.

To jak walczyć ze szczurami?

Jeśli chodzi o walkę, to nie czarujmy się. Trzeba tu pełnej konsekwencji. Zamiast wydawać pieniądze na trutki, lepiej zainwestować je i zatrudnić szczurołapów. Czyli fachowców, którzy potrafią skutecznie zwalczać szczury.

W magistracie walka ze szczurami powinna zostać wpisana w obowiązki jednego z wydziałów.

Nie tylko walka jest jednak potrzeba. Bardzo, bardzo ważna jest edukacja i tym też powinien zajmować się urząd miejski.

Powinny być organizowane lekcje w szkołach dla uczniów i spotkania z innymi mieszkańcami, głównie zaś z restauratorami. Nie wolno bowiem wyrzucać jedzenia tak, jak robi się to teraz. Resztki muszą być szczelnie zamknięte w pojemnikach. A nie wywalane w workach, które łatwo przegryźć. Wrocławskie restauracje wyrzucają tony pożywienia.

Kolejna sprawa to dokarmianie ptaków, czy kotów. Mimo dobrych intencji osób, które to robią, to jest to bardzo złe. Jedzenie bowiem pada łupem szczurów. Apeluję: nie wyrzucajmy byle jak jedzenia i nie dokarmiajmy zwierząt!

Ile może potrwać wojna ze szczurami?

Jeśli będzie odpowiednio prowadzona, to przez kilka lat. To optymistyczne założenie. W przyszłym roku mają wejść nowe zasady, jeśli chodzi o segregację śmieci. Resztek jedzenia nie wyrzucimy już jako odpady zmieszane, a mają pojawić się na nie nowe, szczelne, pudła.

Nowe zasady to jednak jedno, a drugie to działania naszego magistratu. A te muszą być po prostu bardziej radykalne.

Oceń publikację: + 1 + 9 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy epidemia i lockdown to dobry moment na otwarcie nowej restauracji?




Oddanych głosów: 62