Sport

Pechowa porażka Śląska z Legią

2010-08-21, Autor: Łukasz Maślanka
Piątkowy mecz Śląska Wrocław z Legią Warszawa potwierdził, że piłka nożna bywa bardzo niesprawiedliwa. Wrocławianie starali się, walczyli, mieli dwie „setki”, za to Legii wyszedł jeden celny strzał w meczu. I to od razu na wagę zwycięstwa.

Reklama

Starcie Śląska z warszawską ekipą rozpaliło emocje futbolowego Wrocławia. Bilety na ten mecz rozeszły się jak świeże bułeczki i na stadionie przy Oporowskiej stawił się - jak rzadko kiedy - komplet widzów. I trudno się fanom dziwić. W szranki stanęły przecież dwa solidne zespoły. Solidnie wzmocniony, grający ciekawą piłkę Śląsk i Legia, która weszła w sezon po personalnej rewolucji. Zespół objął nowy trener, Maciej Skorża, a każda formacja drużyny została wzmocniona. I to nie byle kim, tylko solidnymi piłkarzami z zagranicy.

Ta odmieniona Legia ma sięgnąć po mistrzostwo Polski. Tymczasem od pierwszych minut meczu legioniści mieli problem z rozegraniem akcji. Śląsk rzucił im się do gardeł, wrocławianie grali kombinacyjnie i próbowali tkać koronkowe, błyskotliwe akcje. Szczególnie imponował Waldemar Sobota, który kręcił piłkarzami Legii, jak chciał. Boczni obrońcy stołecznej ekipy po meczu mieli pewnie solidne zawroty głowy, tak kręcił nimi młody pomocnik Śląska. Z kolei w środku pola panował Przemysław Kaźmierczak, przy którym legioniści średnio radzili sobie z rozgrywaniem piłki.

Przewaga wrocławian na początku meczu przełożyła się na okazje bramkowe. Bliscy pokonania Antolovicia byli Cristian Diaz, Sebatian MilaVuk Sotirović. Śląsk nie wykorzystał jednak okazji, by zepchnąć Legię do narożnika, a ta po 20 minutach zaczęła poczynać sobie na boisku coraz śmielej. Sygnał do ataku dał w 23.minucie Takesure Chinyama, który w polu karnym przepchnął wrocławskich stoperów i strzelił z pięciu metrów. Szczęśliwie dla wrocławian, trafił tylko w słupek, a i tak chwilę wcześniej sędzia boczny wskazał, że napastnik z Zimbabwe był na spalonym. Później rosły snajper Legii miał jeszcze lepszą okazję do strzelenia gola, ale popsuł ją gorzej niż junior. Świetnym podaniem obsłużył go Manu i Chinyama miał przed sobą tylko bramkarza Śląska, ale skiksował, posyłając piłkę w okolice ogródków działkowych przy stadionie.

Śląsk odpowiedział na ataki Legii strzałami Jarosława Fojuta i Kaźmierczaka. Szczególnie ten drugi był bliski szczęścia, gdy w 44.minucie przejął piłkę w środku pola i po chwili potężnie kropnął na bramkę Antolovicia. Golkiper warszawian wybronił to uderzenie ze sporymi problemami.

Po przerwie obraz gry niewiele się zmienił. Mecz dalej toczył się w dobrym tempie, a oba zespoły próbowały znaleźć lukę w zasiekach obronnych rywala. Piłkarze ze stolicy w drugiej połowie zagrali nieco pewniej, niż w pierwszej. Częściej byli przy piłce, lepiej grali w defensywie, gdzie królował niezawodny Dickson Choto. Wrocławianie solidnie przycisnęli Legię od 70.minuty. Wypracowali sobie dwie znakomite okazje, które pewnie sobie tylko znanym sposobem zmarnowali. Najpierw Piotr Ćwielong świetnie odnalazł Sotirovicia w polu karnym, ten sprytnie odegrał piłkę do Cristiana Diaza i Argentyńczyk miał przed sobą tylko bramkarza. Ale co zrobił snajper Śląska? Posłał piłkę minimalnie obok słupka bramki Legii. Po chwili Antolović znów miał pełne ręce roboty. Tym razem z lewej strony szarpnął Łukasz Madej i wrzucił piłkę w pole karne, podanie przedłużył Sobota, a Sotirović z bliska strzelił w poprzeczkę! Jeszcze chwilę pod bramką Legii panował solidny “kocioł”, aż wreszcie obrońcy wybili piłkę byle dalej.

- Mieliśmy trudny moment między 70. a 80. minutą meczu. Wiedziałem, że kto strzeli wtedy gola, wygra to spotkanie - analizował po zawodach Maciej Skorża, trener Legii. I tak faktycznie się stało. Niewykorzystane okazje zemściły się na Śląsku. W 80.minucie rajd na prawej stronie boiska rozpoczął Maciej Rybus. Minął kilku wrocławian, położył na murawie Krzysztofa Wołczka, precyzyjnie przymierzył z 15 metrów i nie dał szans Kelemenowi. Warto przy tym dodać, że strzał Rybusa był zarazem pierwszym uderzeniem Legii w światło bramki w tym meczu.

Śląsk nie był w stanie wydrzeć Legii wygranej. Tym bardziej, że chwilę przed utratą gola trener Ryszard Tarasiewicz zmienił ustawienie zespołu. Z murawy zszedł zmęczony Diaz, a na szpicy pozostał osamotniony Sotirović. Legioniści zaś mając przewagę, spokojnie rozgrywali piłkę i nie ryzykowali. Tylko raz dali się oszukać. W 89.minucie zza pola karnego potężnie uderzył Mila, ale posłał piłkę obok słupka bramki Legii. I pierwsza porażka Śląska w nowym sezonie Ekstraklasy stała się faktem.

Kolejny mecz wrocławianie zagrają 28 sierpnia, gdzie w Gdańsku zmierzą się z miejscową Lechią. Z kolei 10 września we Wrocławiu szykuje się piłkarski hit - Śląsk podejmie mistrza Polski, Lecha Poznań.

Śląsk Wrocław - Legia Warszawa 0:1 (0:0)
Bramka:
Rybus (80.).
Śląsk: Kelemen - Celeban, Fojut, Spahić, Wołczek - Ćwielong (86. Gancarczyk), Kaźmierczak (89. Gikiewicz), Mila, Sobota - Cristian Diaz (75. Madej), Sotirović.
Legia: Antolović - Jędrzejczyk, Choto, Wawrzyniak, Komorowski - Radović (46. Rybus), Vrdoljak, Borysiuk, Iwański (90. Cabral), Manu - Chinyama (75. Mezenga).

Żółte kartki: Wawrzyniak, Vrdoljak, Komorowski.
Sędzia: Dawid Piasecki (Słupsk).
Widzów: 8500.
Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (2):
  • ~ 2011-04-20
    17:01:24

    0 0

    Wiadomosci pechowa porazka slaska z legia wia5 3270 3838.. Neat :)

  • ~ 2011-04-22
    11:13:32

    0 0

    Wiadomosci pechowa porazka slaska z legia wia5 3270 3838.. Amazing :)

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy nazwanie tramwaju imieniem Krzysztofa Balawejdera to dobry pomysł?



Oddanych głosów: 1414