Sport

Pewne zwycięstwo Śląska nad Zagłębiem Lubin

2010-10-31, Autor: Łukasz Maślanka
Śląsk Wrocław pokonał Zagłębie Lubin 3:1 w wielkich derbach Dolnego Śląska. Piłkarze Oresta Lenczyka pewnie pokonali rywala, odnosząc pierwsze w tym sezonie zwycięstwo na stadionie przy ul. Oporowskiej. Wygrana sprawiła, że Śląsk wreszcie opuścił strefę spadkową.

Reklama

Sobotni mecz był potyczką o specjalnym znaczeniu. Wrocławscy piłkarze musieli wygrać, by nie utknąć na stałe w strefie spadkowej. Natomiast dla kibiców obu ekip był to z pewnością hit rundy jesiennej. Fani Śląska i Zagłębia nie darzą się - mówiąc łagodnie - specjalną sympatią. Kto czyta fora internetowe, gdzie pojawia się wątek o wrocławskiej czy lubińskiej ekipie, ten wie.

Od pierwszego gwizdka sędziego Pawła Pskita na stadionie przy Oporowskiej rozbrzmiewał fenomenalny doping. Okrzyki kibiców chyba podziałały motywująco na wrocławskich piłkarzy, bo ci od pierwszej sekundy rzucili się Zagłębiu do gardła. Znakomite okazje bramkowe zmarnowali wtedy Łukasz Gikiewicz i Vuk Sotirović. Lubinianie zaś nie bardzo wiedzieli, co się dzieje na murawie i skupili się na nieudolnym przeszkadzaniu Śląskowi.

Dopiero po kwadransie gra piłkarzy Marka Bajora zaczęła zdradzać oznaki pomysłu i czy koncepcji taktycznej. Ale nie uchroniło ich to przed stratą bramki. W 22. minucie Sebastian Mila dokładnie wrzucił piłkę w pole karne z rzutu wolnego. Tam najlepiej do piłki wyskoczył Przemysław Kaźmierczak i pewnym strzałem pokonał Bojana Isailovicia.

Stracony gol nie otrzeźwił jednak lubinian. “Miedziowi” zupełnie nie mieli pomysłu na grę ofensywą, w obronie też nie imponowali choćby solidnością. I pierwszej połowie zdołali tylko raz poważnie zagrozić bramce strzeżonej przez Mariana Kelemena. Strzał Arkadiusza Woźniaka w 27. minucie o centymetry minął słupek bramki Śląska. Wrocławianie zaś, gdyby dopisało im szczęście, mogli pokusić się o kolejne bramki. Strzałom Waldemara Soboty i Sotirovicia zabrakło jednak dokładności. I Śląsk do przerwy prowadził skromnie, bo tylko jedną bramką i nie mógł być pewny wygranej.

Po zmianie stron Sotirović postarał się jednak, by Śląskowi grało się znacznie pewniej. Już w 49. minucie przepięknym prostopadłym podaniem niemal przez pół boiska obsłużył go Kaźmierczak. Serb tylko przymierzył i bez problemu pokonał Isailovicia. Dla snajpera Ślaska był to dopiero drugi gol w tym sezonie. I jego radość po strzelonej bramce była aż tak wielka, że wdrapał się na... ogrodzenie stadionu, by tam fetować gola. Szczęśliwie sędzia meczu nie może karać zakazem stadionowym i Sotirović obejrzał tylko żółtą kartkę.

Trener Bajor zareagował błyskawicznie, wzmacniając siłę ofensywną swojej drużyny. Na murawie pojawili się Amer OsmanagićMahmadou Traore. I lubinianie zaczęli grać nieco aktywniej, narzucając chwilami Śląskowi rytm gry. Wrocławscy piłkarze bronili się jednak na tyle umiejętnie i sprawnie, że z ataków Zagłębia nie wychodziło nic poza zamieszaniem. Sami zaś skupili się na kontratakach. W 68. minucie wynik meczu mógł podwyższyć Sebastian Mila, ale jego strzał wylądował na poprzeczce. Sześć minut później Isailović skapitulował po raz trzeci w sobotni wieczór. Mila perfekcyjnie przymierzył z rzutu wolnego, piłka odbiła się jeszcze od obu słupków, a wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Remigiusz Jezierski znalazł się tam, gdzie powinien i wepchnął futbolówkę do siatki. Szczęśliwy Jezierski zaprezentował po bramce jedną ze swoich słynnych “cieszynek”, wieszając się ręką na poprzeczce.

I było już praktycznie po meczu. Wrocławianie spokojnie skupili się na obronie, pilnując pewnej wygranej. Przyznać trzeba, że od solidnej przewagi chyba nieco zaszumiało im w głowie, bo pozwolili Zagłębiu na zbyt wiele. W 79. minucie zupełnie niepilnowany w środku pola Przemysław Kocot potężnie huknął z 20 m i strzelił honorowego gola dla lubinian. Chwilę później kolejną bramkę dla miedziowej ekipy mógł zdobyć Mateusz Bartczak. Jego strzał przeszedł jednak minimalnie nad poprzeczką bramki Śląska. Piłkarze Marka Bajora końcówkę meczu zdominowali, pokazali kilka ładnych akcji. Niestety, obudzili się stanowczo za późno, bo w niecały kwadrans trudno wygrać mecz, gdy traci się dwa gole do rywala. I trzy punkty za zwycięstwo w sobotę zostały we Wrocławiu.

Śląsk wygrał po raz pierwszy w tym sezonie przed własną publicznością, mało tego - była to pierwsza wygrana wrocławian na własnym boisku od maja br, gdy pokonali Arkę Gdynia. Dzięki sobotniemu zwycięstwu, piłkarze Oresta Lenczyka opuścili strefę spadkową. Z dorobkiem 10 pkt. zajmują obecnie 14. miejsce i do następnego w tabeli Zagłębia Lubin tracą tylko dwa “oczka”. Jeśli w niedzielę Lech Poznań przegra lub zremisuje na własnym boisku z Wisłą Kraków, wtedy Śląsk pozostanie na bezpiecznym miejscu w ligowej stawce co najmniej do następnej kolejki Ekstraklasy. Kolejny mecz wrocławianie rozegrają w przyszłą sobotę w Bełchatowie, gdzie zmierzą się z rewelacją rozgrywek, miejscowym GKS-em.

Śląsk Wrocław - Zagłębie Lubin 3:1 (1:0)
Bramki: Kaźmierczak (22.), Sotirović (49.), Jezierski (74.) - Kocot (79.).


Śląsk: Kelemen - Wołczek, Celeban, Fojut, Spahić - Sobota (86. Socha), Sztylka, Kaźmierczak, Mila - Sotirović (71. Jezierski), Gikiewicz (82. Ćwielong).
Zagłębie: Isailović - Rymaniak, Stasiak, Segio Reina, Kocot - Pawłowski, Bartczak, Plizga, Dąbrowski, Kędziora (52. Osmanagić) - Woźniak (55. Traore).


Żółte kartki: Mila, Sotirović, Wołczek, Spahić - Stasiak, Pawłowski, Osmanagić.
Sędzia: Paweł Pskit (Łódź).
Widzów: 8000.
Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy nazwanie tramwaju imieniem Krzysztofa Balawejdera to dobry pomysł?



Oddanych głosów: 605