Reklama

Pielęgniarki z Ukrainy chcą pracować w Polsce. Ale to nie takie proste

21/03/2022 16:23

W dolnośląskich szpitalach i przychodniach brakuje dziś ponad tysiąca pielęgniarek. Na dodatek aż 40 procent tych jeszcze tu pracujących albo już jest na emeryturze, albo właśnie zbliża się do wieku emerytalnego. Czy ratunkiem dla służby zdrowia mogą być pielęgniarki z Ukrainy, które uciekły do nas przed wojną w swoim kraju? Tylko z pozoru. W praktyce większość z nich nie zna języka polskiego, a zanim będą gotowe do samodzielnej pracy w naszym kraju, może upłynąć nawet kilka lat.

Na pierwszy rzut oka wszystko jest proste: specustawa pozwala ministrowi w zdrowia w szybkim trybie przyznać Ukraińcom prawo wykonywania zawodu medycznego w Polsce. Wystarczy zebrać komplet dokumentów, potwierdzić je u notariusza i już za kilka tygodni można cieszyć się odpowiednim świadectwem. Nie trzeba nawet potwierdzać, że zna się język polski - wystarczy złożenie oświadczenia, że potrafi się nim posługiwać.

I tu zaczynają się schody. Jak przyznaje Władysława Głowacz, naczelna pielęgniarka z Dolnośląskiego Centrum Onkologii, Pulmonologii i Hematologii przy pl. Hirszfelda we Wrocławiu, zgłaszający się do pracy w szpitalu uchodźcy muszą najpierw podszkolić się z języka polskiego. To samo słyszymy w szpitalu m.im. Marciniaka przy ul. Fieldorfa, gdzie w każdym tygodniu zgłasza się kilka Ukrainek chętncyh do pracy. Ale większość z nich nie zna ani polskiego, ani nawet angielskiego. A w efekcie nie mogłyby porozumieć się ani z pacjentami, ani z personelem. - Moglibyśmy przyjąć nawet kilkadziesiąt pielęgniarek, pielęniarzy i położnych - mówi też Violetta Magiera, dyrektor ds. pielęgniarstwa w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym przy ul. Borowskiej we Wrocławiu. Ale i ona przyznaje, że kłopotem jest język.


Już na początku wojny na Ukrainie Dolnośląska Izba Pielęgniarek i Położnych zamieściła na Facebooku zaproszenie dla ukraińskich pielęgniarek szukających pracy w Polsce. Każdego dnia na apel odpowiada kilkanaście nowych pań. - Niestety, większość z nich rzeczywiście nie zna języka polskiego - przyznaje w rozmowie z portalem TuWroclaw.com Urszula Orzechowska, sekretarz Dolnośląskiej Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych.  

Reklama

Niektóre szpitale czy przychodnie mimo to decydują się często na przyjęcie pań z Ukrainy, powierzając im na początku proste zadania. Jednocześnie wysyłają Ukrainki na kursy językowe, tak by jak najszybciej mogły dogadywać się z pacentami. Taki pomysł ma m.in. szpital z Borowskiej.

Ale i tak w pierwszym etapie będą mogły pracować tylko w asyście pielęgniarki z Polski.  W praktyce, zanim Ukrainki będą mogły samodzielnie zajmować się pacjentami, może upłynąć nawet kilka lat. - Zwłaszcza, że wiele z nich nie ma też stażu w szpitalach. Owszem, skończyły odpowiednie szkoły, ale albo nie pracowały w zawodzie, albo pracowały w innnych miejscach niż szpital. Na razie Ukrainkom szybciej i łatwiej udaje się znaleźć zatrudnienie na przykład w ośrodkach opiekuńczo-leczniczych - mówi sekretarz DORPiP.


- Pielęgniarki z Ukrainy mogą na pewno bardzo nam pomóc, ale nie rozwiążą problemów kadrowych - nie ma wątpliwości Urszula Orzechowska. W szpitalach i przychodniach na Dolnym Śląsku brakuje dzis ponad tysiąca pielęgniarek. - Do tego 40 procent tych pracujących już jest na emeryturze, albo zbliża się do wieku emerytalnego. Ratuje nas tylko to, ze wiele z nich łączy etaty w kilku placówkach - dodaje. 


m

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości