Sport

Pierwszy test wymagający, ale zaliczony. Hubert Hurkacz udanie rozpoczął Australian Open!

2022-01-17, Autor: Bartosz Królikowski

To nie było szybkie, łatwe i przyjemne przywitanie z australijskim Wielkim Szlemem, ale najważniejsze że zwycięskie. Hubert Hurkacz nie dał się złamać walecznemu rywalowi i pokonał Białorusina Jegora Gerasimowa 6:2, 7:6(3), 6:7(5), 6:3, awansując do II rundy wielkoszlemowego Australian Open.

Reklama

Nowy sezon, nowe cele, nowe nadzieje. Po świetnym, przełomowym wręcz 2021 roku, zakończonym w Top 10 światowego rankingu ATP, Hubert Hurkacz przystępował do kolejnego sezonu na kortach całego świata. Przed Polakiem cały szereg wyzwań jeśli chce on co najmniej zachować swoją pozycję w czołówce, a zwłaszcza poprawić, bowiem utrzymać poziom zawsze jest znacznie trudniej niż go osiągnąć. Jednym z warunków pozostania wśród najlepszych z pewnością jest poprawa wyników na turniejach wielkoszlemowych. Wrocławianin w zeszłym roku doszedł po półfinału Wimbledonu, osiągając największy sukces w karierze, ale na pozostałych trzech takich turniejach: Roland Garros, US Open i Australian Open, jego najlepszym wynikiem dalej pozostawały zaledwie max. II rundy. To za mało jak dla zawodnika takiej klasy jak „Hubi”, więc pole do poprawy było spore.

Jak co roku, pierwszą okazją był wielki turniej w australijskim Melbourne. Jak długa jest historia światowego tenisa, tak długo widząc styczeń, myślisz Australian Open. Hubertowi jak już wspomnieliśmy, ten turniej średnio udanie się kojarzy. Choćby w zeszłym roku odpadł już w I rundzie, sensacyjnie przegrywając ze Szwedem Mikaelem Ymerem. Teraz liczył na wiele więcej i zdążył już dać podstawy, by wierzyć że tak będzie. Hurkacz bardzo dobrze zaprezentował się już w reprezentacyjnym turnieju ATP Cup. Polacy doszli tam do półfinału, zaś Polak wygrał 3 z 4 spotkań, pokonując m.in. mocnego Argentyńczyka Diego Schwartzmanna (13 w światowym rankingu) i dając kapitalny pokaz tenisa z Hiszpanem Robertem Bautistą.

Pierwszym wyzwaniem Huberta na Australian Open był z kolei Białorusin Jegor Gerasimow. Rywal z co najwyżej średniej półki. Jest 106. w rankingu ATP, w żadnym turnieju wielkoszlemowym nie dotarł nigdy dalej niż do II rundy, ani żadnego turnieju rangi ATP nie wygrał. Na dodatek oba dotychczasowe spotkania w karierze z Hurkaczem, kończyły się wygranymi Polaka. Niemniej wrocławianin musiał jak zawsze uważać, zwłaszcza że ma on tendencję do lepszej gry z mocnymi, ale wpadek na teoretycznie mniejszych wyzwaniach.

Jednak Hurkacz już w pierwszym secie wyglądał, jakby chciał zadać temu kłam. Bardzo dobra była to partia w wykonaniu Polaka. Imponował zwłaszcza returnem, serwis Gerasimowa nie był mu w stanie zrobić absolutnie nic. Tylko w tym secie Hurkacz aż 3 razy go przełamał, co jest niezwykle wymowne. Sam również raz stracił swoje podanie, ale to zmieniło tylko tyle, że Białorusin został w partii otwarcia wysoko pokonany (6:2), a nie zmiażdżony.

Znacznie trudniej było w drugim secie. Już w gemie nr 3 rywal przełamał Polaka, choć zasadniczo to przede wszystkim Hurkacz do tego doprowadził zbyt dużą ilością błędów na forhendzie. Zaczynało się robić gorąco, bo Białorusin prowadził już 5:3 w gemach, ale wrocławianin pokazał charakter. W decydującym momencie nie tylko utrzymał własne podanie, ale i przełamał rywala, wykorzystując jego problemy z serwisem. Doprowadził dzięki temu do wyniku 5:5, a potem do tie-breaka, którego bardzo pewnie wygrał 7:3.

Kto jednak uznał, że tak przegrany set kompletnie podłamie Gerasimowa i kolejna partia będzie spacerkiem dla Hurkacza, grubo się mylił. Hubert znów źle zaczął seta, tym razem przegrywając już nawet 0:3. Ponownie pokazał jednak, że mental ma na właściwym poziomie. Od stanu 1:4 wygrał aż 4 gemy z rzędu i był o krok od zwycięstwa. Nie udało mu się jednak utrzymać podania przy stanie 5:4, popełniając za dużo błędów. Tym razem to Gerasimow uciekł katu spod topora, po czym doprowadził do tie-breaka. Zwycięskiego dla siebie, gdyż w decydującym momencie wygrał wymianę przy serwisie Polaka i triumfował w gemie 7:5, a w secie 7:6.

Nad Hurkaczem zawisła groźba 5-setowego pojedynku już w pierwszej rundzie, co nigdy nie jest dobrą rzeczą. W czwartym secie nie wyglądał za dobrze, miał problemy zarówno przy swoim serwisie, jak i serwisie rywala. Na szczęście jednak nie dał się przełamać, zaś sam doskonale skorzystał z okazji jaka się nadarzyła i to w piekielnie ważnym momencie, obejmując prowadzenie 5:3 fenomenalnym wolejem. Zagranie całego turnieju? Możliwe. Na pewno kluczowe dla losów spotkania, bo po tym przełamaniu, rywal już do meczu nie wrócił. Hurkacz pewnie utrzymał swoje podanie, wygrał seta 6:3, a cały mecz 3:1.

W rundzie II wrocławianin zmierzy się z 69. w światowym rankingu Francuzem Adrianem Mannarino. Ten mecz w środę 19 stycznia o niepodanej jeszcze godzinie.

I runda wielkoszlemowego Australian Open:

Hubert Hurkacz (10) - Jegor Gerasimow 6:2, 7:6(3), 6:7(5), 6:3

Oceń publikację: + 1 + 1 - 1 - 2

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jak powinniśmy świętować 11 listopada?





Oddanych głosów: 1235