Nie przegap

Po co Wrocławiowi radni? Wystarczą artyści. I dlatego zostanę sztukmistrzem

2024-06-21, Autor: Arkadiusz Franas

- Sztuka musi pozostać sferą wolności twórczej i intelektualnej – napisali wrocławscy radni Koalicji Obywatelskiej w obronie pracy „Zdejmij mundur, przeproś matkę 2”, która pojawiła się przy ul. Szewskiej. Zdaniem niektórych plakat obraża żołnierzy Straży Granicznej. Prezydent Wrocławia też ma wątpliwości. Zastanawia mnie tylko, dlaczego ci koneserzy sztuki z ratusza tak skwapliwie nie wytłumaczyli swojej minister od edukacji, że „niejaki Rymkiewicz” był poetą. A poezja to nie indoktrynacja, a sztuka, która „musi pozostać sferą wolności twórczej i intelektualnej”.

Reklama

Tak śmiesznej rady miasta to ja chyba nie pamiętam. I nie wiem, czy bardziej pasuje śmieszna czy rozproszona i bezczynna. W kampanii obiecywali, że poprawią komunikację miejską, naprawią to i owo, a jakoś nie mogą się odnaleźć. Tak więc chodzą po tym ratuszu i szukają jakiegoś zajęcia. Ostatnio wymyślili, że trzeba ściągnąć krzyże w urzędzie, a teraz zajęli się kulturą i sztuką. Pewnie niedługo zaproponują odświeżenie ścian i olejowanie mebli.

Aby zrozumieć tę inercję, trzeba wyjaśnić kto tam zasiada. Największą grupę stanowią radni Koalicji Obywatelskiej. Aż 23 w 37-osobowej radzie. Problem w tym, że jest to zgromadzenie trochę przypadkowych politycznie postaci. Duża część podpięła się pod szyld Donalda Tuska, ponieważ gdyby startowali samodzielnie, jako przedstawiciele swoich partii czy organizacji, to nie mieliby żadnych szans na wygranie wyborów. Żeby nie być gołosłownym to jeden przykład. Gdy w 2018 roku kandydatka Zielonych na prezydenta miasta startowała samodzielnie uzyskała poparcie 1,35 proc. głosujących. Gdy teraz działacz tego ugrupowania dostał jedynkę na liście KO, bez problemu znalazł się w radzie miejskiej. I tak też było z kilkoma innymi. Nie zgadzali się z wieloma decyzjami Donalda Tuska, na przykład z poparciem Jacka Sutryka, ale milczeli dla dobra sprawy. Swojej sprawy rzecz jasna.

I teraz są w takim dużym klubie KO. W klubie, w którym nawet sami działacze PO są mocno podzieleni na drobne frakcje, więc nie ma co liczyć, by się dogadywali. Zresztą podobnie jest w 8-osobowym klubie PiS. Ale wróćmy do niby rządzącej większości, która uaktywniła się w sprawach sztuki.

Na ul. Szewskiej fundacja ArtTransparent pokazała nową wystawę. Na jednym z plakatów widać nagiego mężczyznę, klęczącego, i prawdopodobnie płaczącego przed kobietą. Ta trzyma go za głowę, a w tle jest mundur z tarczą Straży Granicznej. Tytuł pracy "Zdejmij mundur, przeproś matkę 2". – To szkalowanie polskiego żołnierza – uznali niektórzy. Również zachwycony plakatem nie był prezydent Jacek Sutryk, mimo że miasto wspiera fundację, i napisał:

"Nie ma mojej zgody na prezentacje w przestrzeni publicznej sztuki, która dzieli czy obraża. (…) Nie podoba mi się, by w tym trudnym czasie niepokojów na granicy ktoś jednoznacznie krytykował ludzi, którzy bronią nas i naszych granic. Przestrzeń publiczna należy do mieszkańców i ważne, by to, co się w niej pojawia owszem inspirowało do rozmów, ale nie do animozji”.

Okazuje się, że prezydent nie rozumie roli sztuki, co postanowiło mu udowodnić 12 radnych z klubu KO. I napisali do Jacka Sutryka:

„Apelujemy o uszanowanie autonomii kultury i sztuki. To oczywiste, że działania artystyczne często prowokują do dyskusji nad istotnymi dla każdej wspólnoty obywatelskiej kwestiami. To publiczna rola artystów wobec demokracji. Demokracja jest przestrzenią sporów, dyskusji i nieustannych negocjacji. Artystka nie narusza przepisów prawa, a cenzurowanie sztuki nie jest rolą miasta. Sztuka musi pozostać sferą wolności twórczej i intelektualnej”.

Tylko okazało się, że nawet ta dwunastka nie był zgodna. Jak przekazał redaktor Marcin Torz, podobno posprzeczali się jak przekazać ów apel prezydentowi. Ktoś chciał osobiście, inny puścił to w mediach społecznościowych… Cieszmy się, że byli choć zgodni, do którego prezydenta skierować owe słowa.

Ale zainspirowali mnie. Czas na chwilową transformację. Będąc w nurcie przemian postanowiłem na chwilę porzucić dziennikarstwo, które obarczone jest prawem prasowym i etyką (wiem, już nieliczni o tym słyszeli) i od tej pory identyfikuję się jako artysta, człowiek sztuki. Nie do końca jestem jeszcze przekonany czy bardziej Johannes Vermeer, czy może Marc Chagall, czy też Tamara Łempicka. Gdzieś między… I w głowie mej powstał projekt plakatu. Kolejka par męskich przed oknem życia. Długa kolejka. A na oknie kartka „Zamknięte”. Tytuł pracy – „To nie sklep. Bez matki nie ma dziecka”. Pytanie teraz, czy gdy moją przetransformowaną osobowość zaatakują lewicowe vel lewackie środowiska, że jestem homofobem, to też usłyszę od państwa radnych: „Demokracja jest przestrzenią sporów, dyskusji i nieustannych negocjacji”? No i że „Sztuka musi pozostać sferą wolności twórczej i intelektualnej”.

Transformacja…

Wracam do pisania. I mam pytanie. A gdzie nasi koneserzy sztuki z rady miejskiej byli, gdy na początku swej działalności w ministerstwie kultury ich partyjny kolega Bartłomiej „Likwidator” Sienkiewicz podjął błyskawiczną decyzję, że na Międzynarodowej Wystawie Sztuki w Wenecji w 2024 r. nie będzie pokazany projekt „Polskie ćwiczenia z tragiczności świata. Między Niemcami a Rosją” kuratorów Piotra Bernatowicza i Dariusza Karłowicza z udziałem Ignacego Czwartosa. Bo kontrowersyjny podobno był. A tylko dlatego, że jak to ujął jeden z krytyków malował między innymi żołnierzy niezłomnych, pokazywał los ludzi zniewolonych, którzy jednak nie wyrzekli się wolności i godności”. Że też jakoś wtedy nie obowiązywała zasada, że „To oczywiste, że działania artystyczne często prowokują do dyskusji nad istotnymi dla każdej wspólnoty obywatelskiej kwestiami”.

Albo czy ktoś słyszał jakiegoś wrocławskiego radnego, który zaprotestowałby przeciwko działaniom minister od edukacji Barbary Nowackiej, która jawi się powoli jako najtragiczniejsza postać w dziejach naszej oświaty od czasów nocy apuchtinowskiej. Choć wydawało się, że trudno będzie przeskoczyć „dokonania” w tej dziedzinie Romana Giertycha i Anny Zalewskiej. Pani minister Nowacka niszczy co się da, w tym listy lektur. A ostatnio z satysfakcją wyznała:

„Lista lektur była gigantyczna i niestety nieczytana. Były pewne pomysły indoktrynacyjne, na przykład w ostatnich latach powkładano poezję niejakiego Rymkiewicza. Eksperci bardzo rekomendowali usunięcie. Podpisałam dokument, gdzie pan Rymkiewicz czy pan Dukaj się nie pojawiają”.

Niejakiego Rymkiewicza… Pani minister jawi się powoli jako pierwsza ofiara swej reformy oświaty. Ale co ja będę się tu wymądrzał. Dość stanowczo oceniła to jeszcze niedawna dziennikarka TVN-u Anna Kalczyńska:

„Po wypowiedzi ministry Barbary Nowackiej na temat „niejakiego Rymkiewicza” powinno się podnieść powszechne larum nad poziomem intelektualnym i przygotowaniem merytorycznym do sprawowania tak odpowiedzialnych stanowisk. Przecież to jest kompromitacja”.

Państwo radni Jarosława Marka Rymkiewicza czytali? Poezję lub eseje o naszych romantykach? Niekoniecznie wypowiedzi publicystyczne w ostatnich latach, choć i do takich miał przecież prawo. Coś może na ten temat? Coś o „autonomii kultury i sztuki”…

I nie żebym jakoś specjalnie odradzał wrocławskim radnym zajmowanie się kulturą, sztuką czy religią. Państwa wybór, choć jeżeli faktycznie ciężar dyskusji o mieście pójdzie w tym kierunku, to nie zdziwię się jak na ulicach pojawią się plakaty, ale adresowane do naszych radnych - „Zdejmij szarfę, przeproś wyborcę 1”.

Oceń publikację: + 1 + 27 - 1 - 6

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.