Wiadomości

Prof. Czapiewski: „Bulwersujące zarobki Stasiaka to gangrena niszcząca ideę samorządności” [WYWIAD]

2021-03-22, Autor: Bartosz Senderek

– Samorząd, zwłaszcza teraz, powinien być trochę jak żona Cezara – mówi nam prof. Edward Czapiewski, polski historyk propagator idei samorządności. W ten sposób komentuje wydarzenia w dolnośląskim sejmiku i za próbę obalenia rządzącej na Dolnym Śląsku koalicji obwinia radnego Dariusza Stasiaka, którego zarobki budzą ostatnio spore zainteresowanie aktywistów i mediów.

Reklama

Kontrowersje wokół majątku radnego wojewódzkiego z Milicza pojawiły się na początku ubiegłego roku, kiedy to społecznicy ze stowarzyszenia „Lepsza Ścinawa” złożyli do CBA i prokuratury doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez polityka. Autorzy pisma sugerowali, że Stasiak miał w oświadczeniach majątkowych za lata 2016 i 2017 ukryć część posiadanych aktywów.

Krótko po tym Super Expresss ujawnił, że Dariusz Stasiak, jako dyrektor w urzędzie gminy w Ścinawie miał w 2019 roku zarobić 321 tys. złotych, co oznaczałoby, że jego miesięczna pensja wynosiła ponad 26 tys. zł, co dawałoby „dniówkę” na poziomie 1280 zł.

Sam Dariusz Stasiak m.in. do tych informacji odniósł się na Facebooku, gdzie oskarżył dziennikarzy piszących o jego majątku o hejt i działanie na polityczne zlecenie. – Wobec fali nieprawdziwych informacji publikowanych przez różne media na mój temat w związku z konfliktem w koalicji rządzącej Dolnym Śląskiem, wnioskuję publicznie o podjęcie kontroli moich oświadczeń majątkowych przez odpowiednie służby w tym CBA – napisał pod koniec ubiegłego tygodnia, dodając, że nie zamierza jednak podawać autorów tych tekstów do sądu. – Zniżanie się poprzez pozwy sądowe, do poziomu ludzi, którym z definicji nie należy podawać ręki, nie jest moim hobby. Gdyby było, to od lat przebywałbym na salach sądowych, zamiast realizować w różnych miejscach Dolnego Śląska projekty o wyjątkowym charakterze i znaczeniu dla jego rozwoju – poinformował Stasiak.

Prof. Edward Czapiewski o sytuacji w lokalnej polityce i zarobkach radnego Stasiaka

O wydarzeniach w dolnośląskim samorządzie i rozłamie w Bezpartyjnych Samorządowcach rozmawiamy z prof. Edwardem Czapiewskim – wybitnym polskim historykiem, wykładowcą akademickim, działaczem opozycji z okresu PRL, a ostatnio też autor felietonu „Dariusz Stasiak i jego dojne krowy”, w którym na łamach Gazety Wrocławskiej oskarżył radnego wojewódzkiego z Milicza o próbę obalenia rządzącej na Dolnym Śląsku koalicji w imię zemsty i „szalonej ambicji władzy”.

Bartosz Senderek: Jak Pan patrzy na dzisiejszy krajobraz polityki w sejmiku, to co Pan widzi?

Prof. Edward Czapiewski: Zawsze staram się patrzeć dość praktycznie. Niedobrze, że ten rozłam wśród Bezpartyjnych nastąpił, ale on w zasadzie musiał nastąpić. To się zapowiadało już trochę wcześniej, wskutek szalonych ambicji pana Stasiaka. Natomiast on nie wziął pod uwagę tego, że jak się ma takie ambicje, to trzeba mieć przede wszystkim czystą kartę.

Sytuacja jest o tyle trudna, że niełatwo na razie pozbierać większość. Myślę, że jeszcze kilka dni upłynie, zanim sytuacja się wyklaruje. Znając jednak marszałka Cezarego Przybylskiego, wiem, że na pewno sobie z tym poradzi. To doświadczony samorządowiec, który kieruje się przede wszystkim interesem Dolnego Śląska.

Pan obserwuje te wydarzenia, nie tylko jako naukowiec, ale też jako osoba, która zaufała środowisku Bezpartyjnych na tyle, że w 2018 poparł ich pan w wyborach samorządowych. Wtedy był Pan 100-procentowo przekonany, że wszyscy Bezpartyjni z list wyborczych to ludzie „kryształowi”, czy jednak pojawiały się jakieś wątpliwości?

Z „kryształami” trzeba być ostrożnym zawsze, natomiast nas łączyła wtedy idea samorządowa. Ja byłem w pierwszej radzie miejskiej, miałem też epizod ze startem na prezydenta Wrocławia, choć nie dlatego, że chciałem nim zostać, ale zależało mi na nagłośnieniu pewnych idei, a start w wyborach to umożliwiał. Zresztą cały czas interesowałem się samorządem. Byłem promotorem wielu doktoratów i prac magisterskich z tego zakresu, napisałem książkę na 25-lecie samorządu Wrocławia.

Dla mnie wszyscy skupieni wokół listy Bezpartyjnych Samorządowców to byli – w cudzysłowie i dobrym tego słowa znaczeniu – ludzie „opętani” ideą samorządową. Raczyńskiego znałem – to był mój student, współpracowałem z nim w czasach opozycji. Zresztą on sam mi przypomniał, że to ja w latach 80. zaraziłem go ideą samorządności. Wtedy też zetknąłem się z marszałkiem Cezarym Przybylskim.

Wtedy poznał pan też Dariusza Stasiaka, którego dziś pan krytykuje, chociażby w słynnym już artykule na łamach „Gazety Wrocławskiej”?

Tak, wtedy właśnie poznałem pana Stasiaka. Wówczas wszystko wyglądało dobrze, natomiast nikt nikomu do kieszeni nie zaglądał. Dopiero później wyszło na jaw, że pan Stasiak ma niezbyt chlubną kartę, pojawiły się informacje o jego nie do końca jasnych działaniach w Krośnicach, później w Ścinawie. Niedawno zapoznałem się z artykułem na stronie „Lepszej Ścinawy” i poznałem działania pana Pawła Kowalskiego (aktywisty, który złożył na Stasiaka doniesienie do CBA – przyp. red.). Dopiero dzięki temu zorientowałem się, z jakim człowiekiem mam do czynienia.

Nie mam nic przeciwko temu, żeby samorządowcy dobrze zarabiali, bo tak być powinno. Ta praca wiąże się z dużą odpowiedzialnością publiczną, za co powinno być uczciwie płacone. Nie może jednak być tak, że ktoś zaczyna po prostu na prawo i lewo zdobywać pieniądze w różny sposób. Dla mnie od strony etyczno-moralnej jest niedopuszczalne, żeby dyrektor w stosunkowo niedużej i biednej gminie zarabiał aż tyle. Trzeba sobie zadać pytanie: czy inni dyrektorzy i urzędnicy w tej gminie też tak zarabiają, czy też mają takie pensje? Tutaj widać pazerność i jednocześnie bezwzględne działanie na własną korzyść, a to nie ma nic wspólnego z ideą samorządową.

Słuchając tych zarzutów, ale też i czytając oświadczenie Pana Stasiaka krytykującego dziennikarzy, którzy nagłośnili sprawę i zapewniającego o swojej niewinności, zastanawiam się nad podobieństwami do polityki krajowej. Czy Pana zdaniem ta sprawa to taki „dolnośląski Obajtek”?

Może aż tak bym tego nie ujął. To wszystko źle wygląda, zwłaszcza wiedząc, że są zakusy władzy centralnej, żeby samorządy ograniczyć. Uważam, że samorząd, zwłaszcza teraz, powinien być trochę jak żona Cezara – poza wszelkimi podejrzeniami. Niestety, za sprawą Stasiaka już tak nie jest.

Ludzie, którzy dobrze zarabiają i są majętni, powinni być w stanie wyliczyć, skąd pozyskiwali dochody. On nie jest w stanie wyliczyć, szczególnie z tego pierwszego okresu, skąd wziął pieniądze na tak duże inwestycje i o to szczególnie pan Kowalski ma do niego pretensje. Uważa, że jeżeli polityk kupuje czy inwestuje, to musi się z tego rozliczyć, a nie tak jak w latach 90. powiedział jeden z posłów: „babcia mi podarowała w skrzyneczce oszczędności życia”. Tego wszystkiego trzeba pilnować i wyjaśnić, czy to nie były przekręty.

Czytałem o różnych aferach w innych samorządach, ale u nas tego do tej pory nie było. Teraz okazuje się, że ta „gangrena” dociera wszędzie, ludzie przestają mieć hamulce moralne i z tym trzeba stanowczo walczyć. Bulwersujące zarobki radnego Dariusza Stasiaka, urzędnika z 8 tysięcznej Ścinawy, są właśnie tą gangreną, która niszczy polski samorząd od środka.

Na Dolnym Śląsku ruchy bezpartyjne – czy to pana Raczyńskiego, czy pana Dutkiewicza, zawsze cieszyły się większym niż w skali całego kraju zainteresowaniem i zaufaniem wyborców. Czy cała sprawa wokół zarzutów (na razie medialnych) stawianych panu Stasiakowi może odbić się negatywnie na postrzeganiu idei samorządności i bezpartyjności?

Oczywiście, że może wpłynąć na postrzeganie samorządu. Dlatego tym bardziej trzeba to wypalić rozpalonym żelazem. Naszym dążeniem nie może być zamiatanie tych przysłowiowych śmieci pod dywan. Musimy bez pardonu mówić o tych sprawach. Tylko dając dobry przykład, możemy zacząć zmieniać sytuację w Polsce.

Patrząc na wpis Stasiaka na Facebooku, mam wrażenie, że on nic z tego nie rozumie. W polityce od lat 90. są osoby, dla których liczy się kasa i układy. Mnie to zawsze oburzało, zawsze chciałem, żeby było inaczej. Może ja mam trochę przestarzałe poglądy, a w polityce nadchodzą jakieś nowe czasy, ale ja bardzo chcę wierzyć w to, że mimo tych zmian, uczciwość nadal będzie w cenie i to dotrze do ludzi.

Oceń publikację: + 1 + 45 - 1 - 2

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.