zamknij

Sport

Reprezentacje zrobiły swoje, czas na powrót Ekstraklasy. Śląsk chce odkuć się po pierwszej porażce w sezonie [ZAPOWIEDŹ]

2021-10-16, Autor: Bartosz Królikowski

Kolejna przerwa reprezentacyjna za nami, zatem pora wracać do ligowej codzienności. Kluby Ekstraklasy miały 2 tygodnie, aby podszlifować to, co szlifowania wymagało. Śląsk Wrocław zaś miał ten czas, aby przetrawić i wyciągnąć wnioski z okrutnego lania, jakie sprawił im Lech Poznań. O zwycięstwo, jedyne skuteczne po takiej porażce remedium, WKS powalczy u siebie z wicemistrzem Polski, Rakowem Częstochowa.

Reklama

To co stało się przed przerwą na kadrę przy Bułgarskiej w Poznaniu, było ciosem jakiego żaden kibic WKS-u nie mógł się spodziewać. Że z będącym w świetnej formie Lechem będzie trudno, to było oczywiste. Ale tak wysokiej porażki i to w tak fatalnym stylu nie sposób było oczekiwać. Oglądający to spotkanie mogli to wręcz uznać za retrospekcję z Beer Szewy, gdy tamtejszy Hapoel eliminował WKS z europejskich pucharów, również wygrywając 4:0. Główną cechą wspólną tych meczów było to, że zarówno Izraelczykom jak i poznaniakom, Śląsk podał zwycięstwo na tacy. Bowiem to co wrocławianie wyprawiali tamtego dnia w defensywie, wołało o pomstę do nieba. Wiadomo było, że WKS niepokonany do końca sezonu nie pozostanie. Jednak seria ta nie zasługiwała na takie przerwanie. Szkoda tym bardziej, że zawodnicy Jacka Magiery mogli spędzić przerwę na kadrę na pozycji lidera, gdyby w Poznaniu wygrali. Poza tym, porażka ta nie mówi mimo wszystko prawdy o poziomie tej drużyny.

Ale bardzo wyraźnie podkreśla braki, to już jak najbardziej. Najwięcej pytań niemalże od początku sezonu budzi postawa środka pola. Trener Magiera próbował już różnych ustawień. Praszelik, Pich, Mączyński, Makowski, Schwarz, Sobota, czasem Lewkot. Każdy z nich dostawał swoje szanse w mniejszym lub większym wymiarze czasowym. Jednak były to szanse w większości niewykorzystane. Pich miał fenomenalny początek sezonu, w europejskich pucharach zrobił wielką robotę, ale poza meczem z Wisłą Płock (2 gole), od dwóch miesięcy nie ma z niego wiele. Mateusz Praszelik miał ostatnio dobrą formę, ale przeciwko Lechowi wpasował się w krajobraz całej drużyny. Krzysztof Mączyński ma mecze niezłej gry, ale zbyt mało jak na takiego zawodnika. Petr Schwarz i Rafał Makowski mają zaś momenty, ale niewiele i w ogólnym rozrachunku obaj są nijacy. Waldemar Sobota zaś to póki co tylko 57 minut w lidze. Częściowo przez kontuzje, owszem, ale były takie spotkania gdy nie podnosił się po prostu z ławki. Dobrze zaś spisał się w sparingu z RB Lipsk, jaki Śląsk rozegrał w trakcie minionej przerwy na kadrę (2:1), strzelając fenomenalnego gola.

Co do Szymona Lewkota zaś, to on w środku pola grywał, ale częściej na środku obrony, tak jak choćby z Lechem. No i tu się rodzi pytanie, czy to jest na pewno dobra dla niego pozycja? Nie chodzi już nawet o samo starcie w Poznaniu, dla niego fatalne bo zamieszany bezpośrednio był w utratę przynajmniej dwóch goli. Tylko czy on faktycznie właśnie jako obrońca jest WKS-owi najbardziej potrzebny. Jakie intencje ma Jacek Magiera wystawiając go na stoperze, to można zrozumieć. Chodzi przede wszystkim o wyprowadzenie piłki, a to Lewkot jako z natury defensywny pomocnik ma dobre. Tyle że z drugiej strony, WKS ma w składzie także Łukasza Bejgera, zawodnika który w tym sezonie gdy grał, to prezentował się od Lewkota niegorzej, a nawet nierzadko lepiej.

Na dzień dzisiejszy stricte środkowym obrońcą były piłkarz Manchesteru United jest lepszym. Lewkot z kolei w środku pola mógłby przydać się choćby po to, by odciążyć Mączyńskiego z zadań defensywnych. Których ten ma sporo, gdy obok niego biegają bardziej ofensywni Petr Schwarz, czy zwłaszcza Mateusz Praszelik. To mógłby być sposób na podbudowanie formy „Mąki”, a wiadomo jak duży wpływ na ten zespół potrafi mieć Mączyński w dobrej formie. Jacek Magiera póki co konsekwentnie stawia na Lewkota w obronie i z Rakowem nie powinno być inaczej. Zwłaszcza że kontuzjowani są Mark Tamas oraz Diogo Verdasca.

Szczególnie że kolejne spotkanie WKS-u na wiele łatwiejsze się nie zapowiada. Na Stadion Wrocław przyjedzie bowiem wicemistrz Polski Raków Częstochowa. Częstochowianie w tym sezonie podobnie jak Śląsk, rywalizowali w eliminacjach do Conference League i zaprezentowali się bardzo korzystnie. Odpadli co prawda, ale dopiero w ostatniej rundzie z belgijskim Gent, wcześniej eliminując choćby faworyzowany rosyjski Rubin Kazań. Zawodnicy Marka Papszuna równie dobrze radzą sobie w lidze. Raków miał podobnie jak Legia Warszawa przekładane mecze, ale jeden z nich już odrobił.

W dziewięciu spotkaniach, tak jak Śląsk przegrali tylko raz. Było to na wyjeździe z Jagiellonią Białystok (0:3) i to ponad 2 miesiące temu. Ostatnio zaś rozbili Wartę Poznań (3:0), wygrali na wyjeździe z Legią (3:2), czy przeszli I rundę Pucharu Polski (4:2 z II-ligową Stalą Rzeszów). Raków jeśli chodzi o ofensywę to przede wszystkim Ivi Lopez. Hiszpan w samej tylko Ekstraklasie, w 7 meczach ma 5 goli i 3 asysty. Zasadniczo mecz ligowy bez trafienia, czy ostatniego podania miał tylko jeden (1:1 z Wisłą Płock). Wyłączenie go z gry, będzie dla WKS-u kluczowe.

Spotkanie Śląsk Wrocław – Raków Częstochowa odbędzie się w sobotę 16 października o 20:00 na Stadionie Wrocław. Transmisja na Canal+ Sport.

Przewidywany skład Śląska:

Szromnik – Bejger, Golla, Lewkot – Janasik, Makowski, Mączyński, Garcia – Praszelik, Pich - Exposito

Oceń publikację: + 1 + 2 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy wrocławskie taksówki są za drogie?




Oddanych głosów: 458