zamknij

Kultura

Reżyser kontrowersyjnych „Chłopów”: "Nie ma podziału na teatr mieszczański i buntowniczy" [WYWIAD]

2019-11-23, Autor: Michał Hernes

– Bardzo lubię spektakle, który stają wobec wyzwań i nie tylko opisują rzeczywistość, ale mierzą się z nią. Czy to jednak warunek do powstania dobrych spektakli? Chyba nie do końca – mówił nam reżyser kontrowersyjnych „Chłopów” Sebastian Majewski w trakcie wywiadu o "Postaci dnia".

„Chłopi” Władysława Reymonta to napisana w latach 1902 – 1908 chłopska epopeja, za sprawą której w 1924 roku przyznano polskiemu pisarzowi literacką Nagrodę Nobla. Wrocławskie przedstawienie opowiada o zwanej Lipczakami grupie ludzi, która w 2019 roku postanowiła nie tyle zrekonstruować życie w Lipcach, co pożyć tam na swoich prawach i w swoim czasie. Są to prawa do: miłości, młodości, wolności, szczęścia i prawa. – Lipczaki z odwagą odkrywają się przed innymi i wierzą, że ta odwaga zapromieniuje / zaprocentuje – można przeczytać w opisie dyplomowego spektaklu studentów IV roku Wydziału Aktorskiego AST, który budzi spore kontrowersje.

Reklama

Przypominamy nasz wywiad z reżyserem tego spektaklu Sebastianem Majewskim. Rozmowa dotyczyła co prawda przedstawienia „Postać dnia”, ale Majewski przedstawił w niej swoje spojrzenie na teatr.

Michał Hernes: (…) Czy wierzy pan, że spektaklem teatralnym można coś zmienić albo spróbować coś zmienić?
Sebastian Majewski: Można spróbować, ale nigdy się to nie uda.

Jaki jest więc cel wystawiania tego spektaklu? („Postaci dnia”, przyp. red).
Taki sam jak cel teatru – żeby spotkać się z ludźmi, którzy będą chcieli wziąć udział w tej przygodzie i przeżyć z nami coś wspólnego. To, co się z nimi wydarzy jest tajemnicą ich odbioru. W ogóle w to nie wnikam. Jeżeli ten spektakl da im radość, ucieszę się. Jeśli ich zbulwersuje, to też będzie dobrze, a jeżeli pozostawi ich obojętnym – wtedy będę się zastanawiał, czy jego zrealizowanie miało sens.

CZYTAJ TEŻ: "WULGARNOŚĆ I ORGIE" W SPEKTAKLU DYPLOMOWYM WROCŁAWSKICH STUDENTÓW

Czy nie boi się pan, że znowu przyjdzie ta sama publiczność i że to spektakl zrealizowany dla hermetycznego środowiska?
Nie boję się tego, bo tak się dzieje. Dlaczego miałbym się bać? Ten spektakl nie jest spektaklem masowym, który będzie wystawiany na placu Wolności, żeby przyszli na niego ludzie, którzy nie są zainteresowani teatrem. Zakładam, że stanie się inaczej. Pyta mnie pan o hermetyczność teatru. Mogę tylko odpowiedzieć, że teatr jest hermetyczny, jest elitarną sztuką i nic tego nie zmieni. A już na pewno nie „Postać dnia”.

Czy jako szary, zwykły widz powinienem się obawiać, że nic nie zrozumiem i że to będzie dla mnie zbyt trudne?
To największy błąd widzów, którzy przychodzą i myślą, że teatr jest do rozumienia. Teatr jest do odczuwania. Niech pan przyjdzie na ten spektakl i odda się nam we władanie, nie myśląc o tym, czy to, czego pan nie rozumie świadczy o tym, że jest pan głupi lub mądrzejszy. Być może chodzi nie o rozumowanie logiką, tylko o to, że trzeba coś poczuć własnymi emocjami, doświadczeniem, niezgodą. Może trzeba uwierzyć w tę prowokację, a przede wszystkim dać się jej ponieść i być otwartym na świat, który tworzy się na scenie, nie przejmując się tym, czy się go zrozumie, czy nie; czy się uzna, że ktoś robi z nas wariatów, czy niekoniecznie.

(…) Czy wierzy pan, że dobry albo najlepszy teatr powstaje często kontrze do czegoś?
To trudne pytanie. Jeżeli teatr w ogóle powstaje w kontrze do czegoś, jest to istotne, ale nie wiem, czy wtedy robi się dobre przedstawienia. Bardzo lubię spektakle, który stają wobec wyzwań i nie tylko opisują rzeczywistość, ale mierzą się z nią. Czy to jednak warunek do powstania dobrych spektakli? Chyba nie do końca. Na to, żeby powstał dobry spektakl, musi się złożyć bardzo wiele różnych czynników, łącznie z dobrym nastawieniem widowni.

Czy obecne czasy są złe, czy dobre czasy dla teatru?
Nie ma złych albo dobrych czasów dla teatru. Są twórcy, którzy potrafią wyciągnąć z nich coś interesującego. Nie jest tak, że coś zewnętrznie powoduje, że teatr staje się dobry albo niedobry.

Nie zależy to np. od ministra kultury?
Nie mamy z nim nic wspólnego. Możemy sobie o nim rozmawiać i opowiadać o nim różne historie, ale nie robimy tego spektaklu przeciwko niemu. Oczywiście, może ktoś zrozumie, że bunt Przegrodzkiego siedzącego na drzewie jest gestem w stosunku do ministra kultury. Podobnie jak drzewo, które ktoś chce ściąć tylko dlatego, że jest niemieckie. Możliwe, że sytuacja, w której się znajdujemy jest tak dynamiczna, że coś, co zostało napisane jako fantazja stało się bolesną prawdą. Najbardziej wierzę w autentyczność działań w teatrze. To coś, co po wielu latach pracy w teatrze najbardziej mnie przekonuje. Jeżeli zaś myśli się strategicznie, kalkulując czy spektakl komuś się spodoba albo sprzeda, takie podejście skazane jest na porażkę.

Porusza się pan w obrębie metafory. Czy zgadza się pan, że teatr nie powinien być zbyt oczywisty politycznie?
Bardzo ceniłem sobie twórczość Moniki Strzępki albo Jana Klaty, która była bardzo jednoznaczna politycznie. Nie przeszkadza mi to, podobnie jak nie przeszkadzają mi uniwersalne spektakle. W teatrze znajdzie się miejsce na jedno i drugie. Nieprawdą jest, że teatr nie znosi publicystyki, bo powstają wspaniałe spektakle publicystyczne. Na takiej samej zasadzie nieprawdą jest, że w teatrze nie ma miejsca na prawdy uniwersalne. Realizuje się je obok siebie i w tym samym czasie. Daleki jestem od polaryzowania rzeczywistości teatralnej i teatru. To dość duży i rozległy obszar. Jest dużo twórców i każdy z nich dąży do stworzenia własnego języka. Raz porusza się on w obrębie publicystyki, a innym razem – metafizyki. Zawsze będę mówił, że teatr jest różnorodny. Monika Strzępka wystawiła swój najnowszy spektakl w Teatrze Polskim w Warszawie i to dowód, że nie ma już polaryzacji, której wielu tak bardzo by chciało. Nie ma podziału na teatr mieszczański i buntowniczy. Okazało się, że jest możliwość takiego spotkania z korzyścią dla jednej i drugiej strony. Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana od czarno białych podziałów.

(…) Naprawdę nie wierzy pan, że teatr może coś zmienić?
Prowadziłem w swoim życiu różne teatry i bardzo chcieliśmy coś zmienić, a zmieniło się w nas jedynie to nastawienie. Ale warto próbować. Podejmowanie prób i droga ku temu są bardzo ciekawe, ale to jednak niszowe działanie. W kulturze pracuje ułamek naszego społeczeństwa, a teatrem zajmuje się jego promil. Najgłośniejszy ostatnimi czasy spektakl, czyli  „Klątwę” oprotestowano mocno przez dwa, trzy dni.

Trochę dłużej.
Ale nie były to trzy miesiące albo pół roku okupowania teatru, które doprowadziły do tego, że spektakl został wstrzymany. Nie chcę tego bagatelizować, tylko staram się znaleźć odpowiednie słowa dla tych procesów. Wydaje nam się, że robimy coś niezwykłego, ale w 40. milionowym narodzie w teatrach pracuje 17. tysięcy osób, czyli tyle, ile mieszka w Oleśnicy lub Oławie.

Jerzy Grotowski napisał kiedyś, że pewnego dnia teatr zniknie i nikt tego nie zauważy.
Może nikt nie zauważy, ale pewnie ktoś to odczuje.

Zobacz galerię

Czy w teatrze jest miejsce na prowokacje?




Oddanych głosów: 371

Oceń publikację: + 1 + 6 - 1 - 4

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy Śląsk wygra z Legią?




Oddanych głosów: 10