zamknij

Igrzyska Olimpijskie Rio 2016

Rio 2016 od kuchni: samopoczucie przed eliminacjami nie było najlepsze

Zawodnik AZS-AWF Wrocław Rafał Omelko ma już za sobą pierwsze starty podczas igrzysk olimpijskich  w Rio de Janeiro. Wrocławianin przebrnął przez eliminację biegu na 400 metrów jako jeden z czterech Europejczyków. Przed startem igrzysk mogliście już poznać trochę kuchni tej najważniejszej dla sportowców imprezy czterolecia (ZOBACZ). Dzisiaj kolejna porcja ciekawych informacji i historii, specjalnie dla czytelników tuWroclaw.com, prosto z Rio de Janeiro.

O tym, jak przebiegała aklimatyzacja w Brazylii.

Reklama

Aklimatyzacja przebiegła w miarę płynnie. Najciężej było zniwelować 5-cio godzinną różnicę czasu. Początkowo wstawałem o 5-6, ale z każdym dniem było coraz lepiej. Wyzwaniem było również trenowanie w godzinach popołudniowych. O 17:30 było już zupełnie ciemno, a temperatura na wysokości 900m n.p.m. spadała do kilkunastu stopni. Inaczej sytuacja wyglądała na miejscu w Rio. Tutaj temperatury nawet o 21 wynosi 20 stopni. Sama podróż z Juiz de Fora, mimo że to około 170km od Rio de Janeiro trwała 5 godzin i była trochę męcząca. Musieliśmy też przesiąść się na lotnisku w autoryzowany autokar, żeby móc skorzystać ze specjalnie wyznaczonych pasów i przedrzeć się przez ogromne korki.

O tym, jak wyglądały ostatnie dni przed pierwszym startem na 400m.

Ostatnie treningi to było już typowe szlifowanie formy. Mało odcinków za to z dużą intensywnością. Szybkościowo wyglądało to super, bardzo mnie nosiło i miało to odzwierciedlenie w czasach. Udało mi się poprawić kilka treningowych rekordów.

O wiosce olimpijskiej.

Wrażenie na pewno zrobił jej rozmiar. Do tej pory wydaje mi się, że nie zobaczyłem nawet jednej czwartej i nie do końca wiem co, gdzie leży. Na szczęście polski blok, który współdzielimy z Węgrami, leży niedaleko stołówki, więc tę trasę mam opanowaną. Warunki mieszkalne są dosyć spartańskie, pokoje są ciasne, brakuje umeblowania, a przy moim wzroście (195 cm – przyp.red.) ciężko zmieścić się na łóżku. Mamy jednak to szczęście, że jest względnie czysto, a z kranu leci ciepła woda. Wiem, że inne reprezentacje nie miały tyle szczęścia. Generalnie widać, że wszystko było wykańczane na szybko i dosyć prowizorycznie. Organizacyjnie też panuje lekki chaos. Nie wszyscy wolontariusze mówią po angielsku i czasami ciężko uzyskać najprostszą informację, natomiast starają się nadrabiać to uśmiechem.

O atmosferze igrzysk oraz emocjach związanych ze startem na 400m

W wiosce w końcu można było poczuć atmosferę igrzysk. Widok takiej ilości sportowców z całego świata w jednym miejscu robi wrażenie. Również kompleks parku olimpijskiego, w którym znajduje się znaczna część sportowych aren, pobudza wyobraźnie.

Prawdziwe emocje poczułem tak naprawdę dopiero w dniu startu. Pojawił się lekki stres. Samopoczucie przed eliminacjami nie było najlepsze. W nogach czułem trochę podróż i mam wrażenie, że dał też nać o sobie zjazd z gór. Jednak już w trakcie rozgrzewki i później w call roomie w oczekiwaniu na wyjście na bieżnie czułem spokój. Udało mi się jako jednemu z czterech Europejczyków przebrnąć przez fazę eliminacji i awansować do półfinału. Pokonałem też w bezpośredniej rywalizacji, co prawda o tysięczną cześć sekundy, halowego mistrza świata (Pavel Maslak przyp.red.). Trochę mnie ten bieg kosztował, bo później na bocznym stadionie podczas truchtu złapały mnie potworne skurcze łydek, do tego stopnia, że się wywróciłem i dopiero dzięki pomocy zawodnika z Dominikany udało mi się podnieść i jakoś to rozchodzić.

Następnego dnia czułem się już znacznie lepiej, ale stawka w półfinale była niesamowicie mocna. Pobiegłem drugi wynik w karierze, niestety finał był poza zasięgiem. Czuje niedosyt, bo wiem, że gdybym zaczął wcześniej finiszować, mógłbym pokusić się o czas w granicach 45,00 i nowy rekord życiowy.

O tym, jak będą wyglądać najbliższe dni.

W najbliższych dniach wracam do treningu i koncentruje się na starcie w sztafecie. Tak naprawdę to jest nadrzędny cel na tych igrzyskach. Mam nadzieję, że uda się też znaleźć czas, żeby dopingować naszych reprezentantów. Fajnie byłoby wybrać się na mecz siatkarzy albo piłkarzy ręcznych. Będzie też okazja, żeby rozejrzeć się po wiosce i lepiej ją poznać. Na wizytę pod pomnikiem Chrystusa Zbawiciela przyjdzie czas dopiero po wszystkich startach.

 

ZOBACZ PIERWSZĄ CZĘŚĆ RIO OD KUCHNI --> TUTAJ

Zobacz galerię

Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Morsujesz?




Oddanych głosów: 233