Sport

Słabiuteńki mecz Śląska i zasłużona porażka. WKS rozbity przez Lietkabelis

2022-01-18, Autor: Bartosz Królikowski

To zdecydowanie nie był Śląsk jaki chcielibyśmy widzieć. Koszykarze WKS-u rozegrali prawdopodobnie najsłabszy mecz pod wodzą Andraja Urlepa i wysoko przegrali w litewskim Lietkabelisem Poniewież 65:88 . Dominacja gospodarzy była ogromna, a co za tym idzie nie podlegała dyskusji ani przez moment.

Reklama

Masowe zakażenia koronawirusem jakie dopadły wrocławian na początku roku 2022 wywarły wpływ również na rozgrywki EuroCup. Pierwszym rywalem na arenie międzynarodowej w tym roku miał być MoraBanc Andorra, jednak 11 stycznia gdy zespoły te miały się zmierzyć, WKS był tak zdziesiątkowany że nie mieli nawet ośmiu gotowych do gry zawodników (minimum w EuroCup) i wyjazd do Andory został przełożony.

Niemniej wrocławianie zwalczyli już COVID i powrócili do rywalizacji ligowej, to i w EuroCup czas było brać się do roboty. WKS w ostatni weekend w pierwszym swoim spotkaniu w tym roku pokazał, że choć wirus z pewnością wybił ich z rytmu, to nie zatracili formy. Wrocławianie nie dali żadnych szans Asseco Arce Gdynia (86:63) w Hali Orbita. Po ich grze widać było jeszcze spowodowane przerwą braki, bo byli znacznie mniej skuteczni w rzutach za 3, a także nieskuteczni jak nigdy na linii rzutów wolnych (12/23). A mimo to byli w stanie władować gdynianom ponad 85 pkt. Przy jednoczesnej świetnej postawie w defensywie.

Napędzeni zwycięskim powrotem wrocławianie udali się na północny wschód do litewskiego miasta Poniewież. Tam właśnie przyszło im rozegrać swój pierwszy w tej edycji EuroCup rewanż. To przeciwko lokalnemu Lietkabelisowi zainaugurowali te rozgrywki i przy okazji rozegrali chyba najgorszy mecz w sezonie, który przegrali 59:70. Tamto spotkanie było kumulacją wszystkiego co zawodziło za czasów pracy Petara Mijovicia. Litwini wówczas również zagrali bardzo słabo, ale żeby wygrać z tamtym WKS-em, nie trzeba było wiele. Ogólnie jednak zespół z kraju dawnego współtwórcy Rzeczpospolitej Obojga Narodów póki co radzi sobie całkiem nienajgorzej. Wygrali co prawda tylko 4 z 9 spotkań, ale potrafili chociażby ograć bardzo silny Joventut Badalona, czy postraszyć poważnie Lokomotiw Krasnodar (84:85).

Niestety w pierwszej połowie WKS przekonał się dlaczego litewski zespół przyzwoicie sobie w tym sezonie EuroCup radzi. Wrocławianie przede wszystkim fatalnie weszli w mecz. Przez ponad 5 minut zaliczyli mnóstwo pudeł, a skuteczna akcja 2+1 Ivana Ramljaka dała im jedyne w tym okresie punkty. Rywale wykorzystali bezlitośnie ten falstart. Trafili wówczas aż trzy rzuty zza łuku z rzędu, co dało im prowadzenie 15:3. Ogólnie Lietkabelis w kwarcie otwarcia strasznie pokarał Śląsk trójkami, punktując w ten sposób aż pięciokrotnie. Wrocławianie przegrywali już nawet 9:25, ale nieco lepsza końcówka oraz trójki Jakuba Karolaka i Michała Gabińskiego zmniejszyły stratę do 19:29.

Niewiele lepiej o ile w ogóle było w drugiej kwarcie. WKS zbliżył się co prawda po akcjach Karolaka i Justice’a w pewnym momencie na 5 pkt (24:29) do rywali, ale to było najbliżej jak podeszli. Znów zaczęła poważnie szwankować skuteczność, przez przeszło 8 minut rzucili jedynie 7 pkt, zaś Litwini po raz kolejny uruchomili iście zabójcze w pierwszej połowie meczu trójki. Tym razem prowadzili już nawet 50:31. Sytuację podratowały akcje Aleksandra Dziewy oraz ponownie Karolaka, którego warto pochwalić za grę w trudnych chwilach. Mimo to do przerwy Śląsk przegrywał 38:50.

WKS potrzebował odnaleźć w przerwie skuteczną receptę na przebijanie się przez defensywę rywali i zatrzymanie ich zza łuku. Niestety trzecia kwarta wypadła koszmarnie. Wrocławianie co prawda całkiem nieźle dochodzili do pozycji rzutowych, tyle że na niewiele się to zdało przy zatrważająco niskiej skuteczności. Tylko 9 pkt zdobyli w trakcie całej trzeciej kwarty, tracąc przy tym 17. Przed ostatnią partią przegrywali aż 67:47 i potrzebowali wręcz cudu aby jeszcze wygrać.

Cuda jednak to nie w tym meczu. W pewnym momencie zanosiło się, że może się to skończyć straszliwym pogromem, bo WKS znów przez 7 minut zdobył tylko 8 pkt. Na ich szczęście z tonu nieco spuścili też gospodarze, którzy zaczęli grać w nieco bardziej rezerwowym składzie. Co prawda było już nawet 51:79, ale w końcówce Szymon Tomczak i Jakub Karolak zmniejszyli rozmiary porażki. Ostatecznie wynik meczu to 88:65 dla Lietkabelisu.

Czy to był najsłabszy mecz wrocławian pod wodzą Andreja Urlepa? Wysoce prawdopodobne, bo dzisiaj tak na dobrą sprawę nie funkcjonowało nic. Lietkabelis dominował pod swoim koszem, pod koszem Śląska, w rzutach za 3 pkt oraz ogólnie był o wiele skuteczniejszy. WKS miał zdecydowanie zbyt wiele momentów przestoju by móc tu wygrać. Kiepsko zaczął, nie najlepiej kontynuował i słabo skończył. Nie mieli dziś wrocławianie nawet podjazdu do rywali.

Śląsk musi teraz wyciągnąć wnioski, a potem jak najszybciej zapomnieć o tym spotkaniu. Zasadniczo to o obu z Lietkabelisem, bo jak dotąd ich dwa najsłabsze spotkania w sezonie to spokojnie mogą być oba z Litwinami. Z kolei w następnym starciu w EuroCup, już we wtorek 25 stycznia o 20:00 w Hali Stulecia podejmą Boulougne Metropolitans.

Lietkabelis BC – WKS Śląsk Wrocław 88:65 (29:19, 21:19, 17:9, 21:18)

Lietkabelis: Kalaitzakis 18, Maldunas 2, Zemaitis 8, Berzins 7, Giedraitis 10 oraz Vaiciunas 3, Karolis Giedraitis 2, Lipkevicius 16, Vasiliauskas 8, Gagić 14

Trener: Nenad Canak

Śląsk: Trice 2, Kolenda 2, Dziewa 11, Meiers 2, Ramljak 7 oraz Karolak 11, Justice 13, Langevine 9, Gabiński 3, Tomczak 5

Trener: Andrej Urlep

Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 5

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jak powinniśmy świętować 11 listopada?





Oddanych głosów: 1257