zamknij

Sport

Śląsk popsuł wielkie święto gospodarzom i wygrał po raz szósty z rzędu!

2021-12-12, Autor: Bartosz Królikowski

Dzisiejszy dzień miał być świętem w Radomiu. Uroczyste otwarcie nowej hali, 5 tysięcy kibiców na trybunach i premierowy mecz lokalnego HydroTrucka. Zabawę zepsuł koszykarski Śląsk Wrocław, który po niezwykle wyrównanym starciu oraz emocjach w końcówce wygrał z gospodarzami 67:64, notując szósty ligowy triumf z rzędu.

Reklama

Coraz więcej się zgadza w zespole koszykarskiego Śląska Wrocław. W lidze seria pięciu triumfów z rzędu. Przełamanie nadeszło zaś w EuroCup. Wreszcie po tylu tygodniach w ich bilansie po stronie zwycięstw przestało straszyć zero. Wrocławianie rozegrali świetną partię przeciwko Hamburg Towers. Skuteczność, rzuty za 3, defensywa, zimna krew w kluczowych momentach. Wszystko złożyło się na wygraną 87:71, która mogła być zasadniczo jeszcze wyższa, ale w końcówce nieco spuścili z tonu, mając na uwadze kolejny mecz już za 4 dni i ogólnie bardzo intensywny cały grudzień. Tak czy inaczej, EuroCup odczarowany, co tylko dopełnia obraz coraz lepszej i dojrzalszej drużyny, jaka się tu kreuje.

W lidze już pięć wygranych pod rząd i spore szanse na kolejne. WKS był faworytem choćby dzisiejszego spotkania, w którym ich zadaniem było popsucie święta rywalom. Ten mecz był wyjątkowy dla HydroTrucka Radom, ponieważ było to premierowe starcie w nowej hali Radomskiego Centrum Sportu, którego otwarciem żyło całe miasto. Było to zresztą widać, bowiem Śląsk oprócz zawodników rywali miał przeciw sobie 5 000 kibiców gospodarzy, pragnących zwycięstwa w tym dniu wyjątkowo mocno. Zwłaszcza że w swojej starej już arenie MOSiR-u radomianie radzili sobie w tym sezonie wyjątkowo parszywie. Na 8 spotkań wygrali tylko jedno, zaś ogólnie ich bilans w lidze to tylko 4 zwycięstwa na aż 9 porażek. Faworytem bezsprzecznie był zatem WKS.

WKS wzmocniony powracającym po kontuzji Cyrilem Langevine. Amerykanin nie grał ostatnio ani przeciwko Spójni Stargard w lidze (105:90), ani z Hamburgiem w EuroCup. Śląsk sobie poradził, ale powrót takiego gracza oznaczał tylko tyle, że WKS stał się jeszcze mocniejszy.

Oba zespoły wyszły na boisko mocno zdeterminowane by odnieść zwycięstwo, aczkolwiek kto wie czy trochę nie przesadzili, bo jedni i drudzy potrzebowali lekko mówiąc wiele czasu, by nastawić celowniki. Po ponad 6 minutach było zaledwie 6:4 dla Śląska i tak naprawdę cała pierwsza kwarta pod tym kątem nie wypadła zbyt okazale. WKS oraz HydroTruck zagrały świetnie w defensywie, co siłą rzeczy odbiło się na jakości rzutowej. Dopiero w drugiej kwarcie tak jedni jak drudzy opuścili nieco szczelne gardy.

WKS nie miał w swoich szeregach zdecydowanego lidera punktowego, ale grali naprawdę solidnie zespołowo. Dosłownie niemal każdy kto się w przeciągu drugich 10 minut na parkiecie w zespole Śląska pojawił, dorzucił coś od siebie. Podobnie jak w poprzednich spotkaniach, wrocławianie imponowali pod koszem, gdzie świetną robotę wykonywali Kerem Kanter oraz nakręcony po powrocie Langevine. Na przerwę WKS schodził prowadząc, ale tylko 36:35, bo HydroTruck absolutnie nie odstawał.

Twardego, wymagającego dla Śląska boju końca nie było i po powrocie na boisko. Wrocławianie kiepsko weszli w trzecią kwartę, bowiem zaczęli szybko przegrywać 36:40, ale bardzo dobre akcje Travisa Trice’a oraz Kerema Kantera nie pozwoliły rywalom odskoczyć. Turek z Amerykaninem praktycznie jaki jedyni w tej partii spośród zawodników Śląska mieli pomysł na rozerwanie defensywy rywali, ale czynili to na tyle skutecznie, że przed ostatnią kwartą mieliśmy remis 48:48.

W niej zaś kilka razy było gorąco. Śląsk dalej nie prezentował się w ofensywie zbyt widowiskowo, szło im to budowanie akcji nieco jak krew z nosa. Przegrywali już nawet 59:55, ale te straty odrobili dzięki trójce Jakuba Karolaka oraz wjazdom pod kosz Langevine’a. Ta dwójka zresztą wykonała kluczową pracę w całym meczu. Na 2 minuty przed końcem WKS przegrywał 62:64, jednak wtedy reprezentant Polski trafił za 3, zaś Amerykanin rozegrał efektownego alley-oopa z Tricem. Były to najważniejsze akcje całego spotkania, bowiem to one zapewniły Śląskowi wygraną 67:64 i uciszyły nową radomską halę.

To był mecz o którym można powiedzieć, że został przez Śląsk wygrany w mistrzowski sposób, w niemistrzowskim stylu. Znaczy to że wrocławianie z pewnością dziś nie zachwycili, grali gorzej niż w kilku poprzednich spotkaniach. Ale sygnaturą klasowych drużyn jest to, że nawet gdy nie idzie jak powinno, to potrafią one „przepychać” takie starcia. Zwłaszcza że mieli dziś na sobie skupionych wiele par oczu w nowej hali w Radomiu, z których zdecydowana większość oczekiwała na ich porażkę. Wytrzymali, zdali kolejny trudny egzamin, wygrali szósty raz z rzędu w EBL, trzymając kontakt z czołówką.

Kolejne ligowe emocje czekają kibiców WKS-u w sobotę 18 grudnia. Wówczas o 20:40 w Hali Orbita zagrają oni z Polski Cukier Pszczółką Lublin.

HydroTruck Radom – WKS Śląsk Wrocław 64:67 (12:15, 23:21, 13:12, 16:19)

HydroTruck: Moore 18, Ireland 13, Zalewski 2, Ostojić 18, Żmudzki 0 oraz Ismael Hill 7, Wall 0, Lewandowski 6, Zegzuła -, Okrutny -, Karczemny 0

Trener: Mihailo Uvalin

Śląsk: Trice 9, Kanter 11, Justice 3, Dziewa 8, Ramljak 11 oraz Kolenda 0, Karolak 13, Gordon -, Langevine 12, Gabiński 0, Meiers 0, Marchewka –

Trener: Andrej Urlep

Oceń publikację: + 1 + 16 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Kto byłby lepszym prezydentem Wrocławia?



Oddanych głosów: 1338