zamknij

Sport

Śląsk Wrocław: czas powrotu. Na co wiosną stać wrocławian? [ANALIZA]

2020-02-06, Autor: Bartosz Królikowski

Nasza Ekstraklasa jest, jaka jest. Jedni ją akceptują, inni wolą cały czas podkreślać jej niski poziom. Jednak rzeczywistość mówi jasno: czy ją kochasz, czy nienawidzisz i tak nie możesz się doczekać jej powrotu bo ona jest przede wszystkim nasza. Kibiców Śląska też to dotyczy. Zwłaszcza, że runda jesienna była w wykonaniu ich ulubieńców zaskakująco udana. Czy jest zatem szansa, by wiosną było podobnie?

Jesień, a piękna niczym wiosna

Reklama

Po koszmarnym poprzednim sezonie oczekiwania były na pewno dość ograniczone. Nikt nie mógł przewidzieć, czy trener Lavicka zbuduje na gruzach coś stabilnego. Rzeczywistość okazała się jednak dużo bardziej pozytywna. Słowem kluczem stała się solidność. Nie można bowiem powiedzieć, że gra Śląska była piękna, gdyż często dominowało w niej wyrachowanie i pewna defensywa, aniżeli estetyka oraz polot w ataku.

Letnie wzmocnienia w większości wypaliły. Dino Stiglec stał się czołowym lewym obrońcą ligi. Matus Putnocky obronił wrocławianom mnóstwo punktów. Israel Puerto stał się skałą na środku defensywy. Przemysław Płacheta, choć miewał słabsze mecze, to jego przeskok z I Ligi do Ekstraklasy był mniej bolesny niż w większości przypadków. Co więcej, trener Lavicka odbudował kilku zawodników. Łukasz Broź do kontuzji grał lepiej, niż ktokolwiek od niego oczekiwał. Krzysztof Mączyński stał się dowódcą środka pola, a Wojciech Golla złapał równą formę. Jakby tego było mało, na własnym stadionie wrocławianie przegrali tylko jeden mecz. Wszystko to spowodowało, że Śląsk zakończył jesień na 4. miejscu w tabeli, z małą stratą do lidera, którym przez wiele kolejek sam był.

Zimowy okres przygotowawczy – szczęka nie opadła, ale było solidnie

Wrocławianie w tym roku udali się do cypryjskiej Ayia Napy, by tam szlifować swoją formę i móc powalczyć wiosną o ligowe podium. Oprócz tego, trenowali – rzecz jasna – przy Oporowskiej. W trakcie przygotowań rozegrali pięć meczów sparingowych. Ich wyniki prezentują się tak:

Śląsk Wrocław – Miedź Legnica 2:2 (Golla 10’, Samiec-Talar 20’)

Śląsk Wrocław – FK Teplice 1:2 (Mączyński 51’(K))

Śląsk Wrocław – FC Ufa 1:0 (Samiec-Talar 51’)

Śląsk Wrocław – FK Lipawa 2:0 (Pich 40’, Płacheta 69’)

Śląsk Wrocław – FC Hradec Kralove 5:1 (Exposito 4’, 39’, Raicević 46’, 61’, Płacheta 54’)

Bilans Śląska w meczach kontrolnych jest zatem korzystny –zarówno w zwycięstwach, remisach i porażkach, jak i w golach zdobytych oraz straconych. Jeśli chodzi o samą grę, wrocławianie prezentowali się w nich bardzo podobnie jak w poprzednich meczach tego sezonu: stabilna defensywa, organizacja gry, ataki skrzydłami. Bardzo dobrze prezentował się Przemysław Płacheta – strzelał gole, zaliczał asysty (w meczach z Miedzią i Hradec Kralove) i ogólnie był bardzo aktywny. Pozytywnym zaskoczeniem był Piotr Samiec-Talar. Młody napastnik pokazał, że nie kapituluje w walce o pierwszy skład. Był "pod grą", zdobywał bramki, a nawet pozwolił Dino Stiglecowi umieścić piłkę w siatce swoim ciałem w meczu z FC Ufa.

Prócz nich filarami Śląska byli zawodnicy, którzy stanowili o jego sile latem – Robert Pich, wspomniany już wyżej Stiglec, czy Matus Putnocky. Wrocławianie, choć nie grali zbyt ofensywnie, potrafili sobie stwarzać sytuacje bramkowe. Najlepszym przykładem był mecz z Lipawą. Problem leżał jednak w skuteczności. Spotkanie z Łotyszami Śląsk wygrał 2:0, a powinien był przynajmniej 4:0. Dużo goli zdobyli z Hradec Kralove. Jednak obrona czeskiego drugoligowca przypominała bardziej zlepek ludzi znalezionych przypadkowo na ulicy, aniżeli stałą formację. Podobnie jak jesienią, brak skutecznego napastnika był widoczny. Erik Exposito był kontuzjowany przez większość zgrupowania, a nowo sprowadzony Filip Raicević dołączył do zespołu dopiero po powrocie do Polski. Ich dublety z meczu z Hradec to dobry znak, bo Hiszpan zaliczył udany powrót po urazie, a Czarnogórzec znakomity debiut. Klasa rywala jak mówiłem, była raczej niska, ale sam fakt zdobycia bramek, może podbudować ich pewność siebie.

Formacja defensywna spisywała się solidnie, choć zdarzały się momenty dekoncentracji, jak przede wszystkim w meczu z FK Teplice. Bardziej można to zrozumieć w sytuacji jaka miała miejsce w starciu z Hradec Kralove, bowiem Śląsk prowadził wówczas już 5:0. Jednak w meczach o punkty nie będzie na to miejsca. Jednakże w obronie wrocławian pojawił się inny, znacznie poważniejszy problem.

Kontuzje – dziurawa defensywa

W meczu z FK Ufa bardzo poważnej kontuzji doznał Wojciech Golla. Podstawowy środkowy obrońca uszkodził więzadła w kolanie, przez co musiał przejść operację. Jego sezon na 99% już się zakończył. To poważny problem dla trenera Lavicki, który odkąd przyszedł do Śląska, niemal nieustannie stawiał na Gollę. Kto zastąpi 28-latka w wyjściowym składzie? Dość nieoczekiwanie może się okazać, że zrobi to… Diego Żivulić. Nominalny defensywny pomocnik wystąpił na pozycji stopera w spotkaniach z FK Lipawa oraz Hradec Kralove. Trzeba mu przyznać, że poradził sobie naprawdę nieźle i na chwilę obecną, to on jest faworytem do wystąpienie obok Israela Puerto. Z drugiej strony nie najlepiej świadczy to o zaufaniu Vitezslava Lavicki do Piotra Celebana oraz Mariusza Pawelca, czy też może o ich formie. Chociaż „Mario” w najbliższym czasie nie będzie się w tej rywalizacji liczył. Wszakże w ostatnim sparingu sam doznał kontuzji naderwania mięśnia czworogłowego i nie zagra przez ok. trzy tygodnie. Jednak do tego wyścigu dołączył ostatnio kolejny zawodnik.

Transfery – skromnie, aczkolwiek w miarę sensownie

Wraz z kontuzją Golli stało się jasne, że Śląskowi potrzeba szerszej kadry w formacji defensywnej. Liczba środkowych obrońców została ograniczona, a na bokach też zbyt bogato nie było. Dlatego do klubu sprowadzony został 24-letni Guillermo Cotugno. Urugwajczyk na papierze wygląda naprawdę solidnie jak na warunki Ekstraklasy. Były młodzieżowy reprezentant Urugwaju, medalista tamtejszej ligi. Grał już w Europie w Rubinie Kazań (rosyjska ekstraklasa) oraz Realu Oviedo (hiszpański drugoligowiec). Tam nie zachwycał, ale grał regularnie. Dla porównania, świetnie spisujący się w tym sezonie Israel Puerto nie licząc kilku nieznacznych epizodów w Sevilli jako młody zawodnik, nie wyściubił nosa poza drugą oraz trzecią ligę w Hiszpanii. Cotugno gra głównie jako prawy obrońca, ale awaryjnie występował też na środku. Jego uniwersalność może być zatem bardzo przydatna. Dodatkowo na testach w drużynie przebywa utalentowany lewy obrońca Mateusz Maćkowiak. Jeśli wypadną dobrze, 18-latek przejdzie do Śląska z młodzieżówki wicelidera niemieckiej Bundesligi – RB Lipsk i stanie się zmiennikiem Dino Stigleca.

Jeszcze w grudniu włodarze Śląska uprzedzali, że nie będą szaleć na rynku transferowym. Dlatego jak dotąd oprócz Cotugno sprowadzono tylko jednego zawodnika. Jednak ten transfer również wypełnia potężną lukę w składzie wrocławian. Mowa o czarnogórskim napastniku Filipie Raiceviciu. Potrzeba konkurenta dla Erika Exposito była ogromna. Hiszpan w wielu meczach dawał… nic, a jedna jaskółka w postaci hat-tricka w derbach z Zagłębiem, lekko mówiąc wiosny nie uczyniła. Na liście potrzeb miasta Wrocławia można było to umieścić na drugim miejscu (z polepszeniem się sytuacji w MPK wszakże nic nie wygra). Filip Raicević na pierwszy rzut oka nie powala na kolana. Zawodnik wypożyczony z ostatniej drużyny Serie B – AS Livorno (druga liga włoska), który w tym sezonie w 17 meczach strzelił tylko 1 gola, a ogólnie w 141 spotkaniach zdobył ich 23, jest rezultatem przeciętnym, choć nie tragicznym.

Czy rosły (188 cm wzrostu) Czarnogórzec zagwarantuje gole Śląskowi? Jeśli zaliczy chociaż trzy trafienia, ale takie, które dadzą punkty, już będzie można powiedzieć, że było warto. Oczywiście może się też zdarzyć, iż Raicević odpali i przekroczy oczekiwania. W Ekstraklasie nigdy do końca nie wiadomo. Adam Buksa zanim stał się czołowym napastnikiem ligi i najlepszym strzelcem Pogoni Szczecin, która tej zimy zarobiła na nim 4 mln euro (transfer do New England Revolution, do USA), siedział na trybunach Zagłębia Lubin. Osiem bramek dla Wisły Kraków strzelił jesienią 35-letni Paweł Brożek, który zdążył już raz… zakończyć karierę. Jeśli zespół będzie potrafił wypracowywać sobie okazje, to być może 26-latek stanie tym, którego od tak dawna we Wrocławiu potrzeba.

Największe zagrożenia oraz zagadki

  1. Obrona na nowo - trener Lavicka buduje swoje drużyny od tyłu, a dobra defensywa jest fundamentem odpowiedniej gry pozostałych formacji. Istnieje ryzyko, że przemeblowana przez urazy obrona nie będzie już takim monolitem jak jesienią, a to może zdestabilizować cały zespół. Czeski szkoleniowiec potrafi podnosić poziom gry obrońców, ale licząc z poważnie kontuzjowanym Łukaszem Broziem oraz Mateuszem Hołownią, którego w klubie już nie ma, Śląsk od początku sezonu utracił 3 defensorów, a tymczasowo 4 (uraz Mariusza Pawelca), pozyskując póki co ledwie 1. Taka sytuacja jest na pewno bardzo niekomfortowa. Dlatego paradoksalnie to, co wcześniej było najpewniejszą formacją zespołu, dziś jest największą zagadką.
  2. Człowiek znany jako Diego Żivulić – Chorwat w poprzedniej rundzie odgrywał w zespole dość ograniczoną rolę, a w tym może być absolutnie kluczowy. Żivulić najpewniej będzie tym, który zastąpi Wojciecha Gollę, a zapewne nieraz stanie się potrzebny również w środku pola. Dlatego od niego będzie wiele zależeć. Jeśli nie złapie dobrej formy, trener Lavicka będzie musiał liczyć w obronie na niepewnego obecnie Piotra Celebana oraz jeszcze mniej stabilnego Mariusza Pawelca, gdy ten się wyleczy. Natomiast Jakub Łabojko i Krzysztof Mączyński, nie będą mieli wartościowego zmiennika. Przed Diego runda wielkiej weryfikacji. Dla każdego komu zależy na Śląsku lepiej, żeby nie zawiódł.
  3. Atak nieprzewidywalnych – rywalizacja na pozycji nr 9 jest większa, ale co z tego wyjdzie, to dopiero liga pokaże. Teoretycznie zarówno Erik Exposito, jak i Filip Raicević wyglądają obaj jak typowe piłkarskie „drewno”. Jednak obaj mają też swoje zalety i od nich zależy, czy będą potrafili je wykorzystać. Poprzednią rundę, dzięki świetnej obronie Śląsk przeszedł będąc cały czas w czołówce mimo braku dobrego napastnika. Drugi raz może tak już nie być, a nawet prawdopodobnie tak nie będzie. Rywale bowiem głupi nie są i znajdą w końcu skuteczny sposób na taką drużynę. Dlatego w przodzie trzeba bić na alarm, a Hiszpan wraz z Czarnogórcem muszą strzelać. Inaczej czołowa czwórka, a może nawet i ósemka będą nie do osiągnięcia. Zawsze istnieje też opcja o imieniu Piotr Samiec-Talar, który może odpalić. To jest jednak ten przypadek, gdzie można mieć nadzieję, ale nie można jeszcze tego wymagać.
  4. Nieco biedna druga linia – patrząc na nazwiska wygląda to nieźle. Robert Pich, Przemysław Płacheta, Michał Chrapek, Krzysztof Mączyński, Jakub Łabojko. Jeśli przyjąć, że wspomniany Diego Żivulić to od teraz stoper, tak będzie najpewniej wyglądać bazowa druga linia Śląska. Gorzej jeśli spojrzymy na ławkę. Spośród doświadczonych graczy, którzy mogą coś dać, znajdziemy tam Damiana Gąskę (środek pola) oraz Lubambo Musondę, który był testowany jako prawy obrońca, ale zdaje się, że w obliczu przyjścia Guillermo Cotugno, nie ma potrzeby go tam wystawiać. Przy czym przydatność Zambijczyka bywa różna. Mateusz Radecki jest jak ze szkła i ciągle łapie kontuzje. Natomiast Filip Marković mimo dwóch asyst z FK Lipawa dalej wygląda na „szrot”, który odbił się od drugiej ligi francuskiej. Dodatkowo Serb pauzuje przez trzy pierwsze mecze za idiotyczną czerwoną kartkę z ostatniego meczu przed przerwą z Cracovią (0:2). Reszta ewentualnych zmienników to młodzieżowcy. Przemysław Bargiel, Bartosz Boruń, czy mogący grać też na skrzydle Samiec-Talar mają talent, to pewne. Jednak takie jest prawo młodego piłkarza, że nie jest pewne czy utrzyma formę przez długi czas. Jeśli pojawią się kontuzję w drugiej linii, Śląsk może mieć poważny problem.
  5. Co z tymi młodzieżowcami? – jesienią wśród zawodników urodzonych w 1998r. lub później górował Przemysław Płacheta. Za nim był Mateusz Hołownia, który czasami wchodził na boisko. Dużo dalej był Piotr Samiec-Talar, który pod koniec rundy łapał minuty, a po nich długo nikt. Wiosną to się musi zmienić, gdyż Hołowni nie ma już w klubie, w środku pola kołdra jest krótka, a w przyszłym sezonie Płacheta utraci status młodzieżowca i choćby z uwagi na przepisy, ktoś do składu pełnić wymaganą rolę będzie musiał. Nadchodząca runda będzie musiała zweryfikować komu należy powierzyć to zadanie.

Zatem jak będzie?

Śląsk ma w kadrze nieco braków, ale ogólnie można ją uznać za dość silną. Potencjału starczy na pewno na górną ósemkę. Jeśli zawodnicy pokażą jego pełnię, WKS spokojnie się do niej dostanie. Natomiast czy istnieje szansa, że europejskie puchary znów zawitają do stolicy Dolnego Śląska? Otóż tak. Wrocławianie pokazali, że z własnego stadionu potrafią zrobić piekielnie potężną twierdzę. Traumatyczny zeszły sezon zahartował ich charaktery. Teraz choćby gdy stracą gola, nie rozpaczają tak długo, aż stracą kolejnego, tylko od razu chcą odrobić straty. Nasza liga jest na tyle nieprzewidywalna, że tak naprawdę wydarzyć może się wszystko. Jeśli Śląsk awansuje do górnej ósemki, tak naprawdę będą mogli dokonać tego o czym nawet nie marzyli. Oczywiście pod warunkiem, że straty punktowe nie będą horrendalnie duże, bo tego to nawet szaleństwo tej ligi nie przeskoczy.

Na papierze Pogoń Szczecin, Legia Warszawa, Cracovia oraz Jagiellonia Białystok wyglądają nieco mocniej. Piast Gliwice zawsze jest bardzo groźny. Lech Poznań ma tak wąską kadrę, że nie są w stanie wystawić dwóch jedenastek w sparingach. Lechia Gdańsk pożegnała się z wieloma ważnymi zawodnikami i nie wiadomo do końca czego się po nich spodziewać. Zagłębie Lubin będzie trudną przeszkodą, ale Śląsk powinien być przed nimi. Wisła Płock trzyma się blisko czołówki, lecz nie sądzę, by długo to potrwało. Pozostałe drużyny jeśli nie odpalą, powinny raczej pozostać w dole tabeli. Jednakże to w teorii. Natomiast w PKO Ekstraklasie, rzeczywistość może to wszystko poprzewracać, wymieszać, ułożyć w najbardziej niespodziewany sposób, a na koniec wystrzelić w kosmos. Dlatego przed nami niezwykle ciekawa runda. Śląsk ma największe od lat szanse, by zdziałać naprawdę wiele. Na to czy się uda złoży się wiele czynników. Jednak na chwilę obecną, kibice wrocławian powinni być umiarkowanymi optymistami, bo nawet jeżeli pucharów nie będzie, to Śląsk ma wszystko, by przynajmniej utrzymać się w czołówce.

Przewidywane miejsce Śląska Wrocław na koniec: 6

Pierwsze pięć spotkań Śląska w rundzie wiosennej:

  1. Śląsk Wrocław – Lechia Gdańsk, piątek 7 lutego o godz. 20:30
  2. Pogoń Szczecin – Śląsk Wrocław, sobota 15 lutego o godz. 17:30
  3. Śląsk Wrocław – Górnik Zabrze, piątek 21 lutego o godz. 20:30
  4. Zagłębie Lubin – Śląsk Wrocław, niedziela 1 marca o godz. 17:30
  5. Śląsk Wrocław- Korona Kielce, środa 3 marca o godz. 18:00

 

Czy runda wiosenna będzie udana dla piłkarskiego Śląska?




Oddanych głosów: 124

Oceń publikację: + 1 + 5 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy organizowanie 11. edycji Brave Kids w trakcie pandemii to dobry pomysł?





Oddanych głosów: 201