Sport

Śląsk Wrocław ograł Legię

2011-03-12, Autor: Łukasz Maślanka
Piłkarze Śląska Wrocław potwierdzili, że wiosną są w świetnej formie. Ich ofiarą padł bardzo mocny rywal. W piątek wrocławianie pokonali Legię Warszawa na jej stadionie 2:1. A mogli jeszcze wyżej, ale zmarnowali rzut karny.

Reklama

Trener Orest Lenczyk, jak na wytrawnego stratega przystało, zamieszał nieco w składzie Śląska. W wyjściowej jedenastce zobaczyliśmy dawno nie widzianych Marka Gancarczyka na prawej pomocy i Tomasza Szewczuka w roli napastnika. Ten ostatni zagrał, bo Remigiusz Jezierski narzeka na kontuzję, a Cristian Diaz jeszcze nie jest w pełni formy. Ale też długo na szpicy Szewczuk nie pograł, bo jeszcze w pierwszej połowie zastąpił kontuzjowanego Dariusza Sztylkę w roli defensywnego pomocnika. Co było też ciekawym manewrem taktycznym trenera Lenczyka. Który jednak nie potrwał zbyt długo, bo tuż po przerwie Szewczuka zastąpił leczący długo kontuzję Antoni Łukasiewicz.

Już po kilku minutach gry na Łazienkowskiej mogło się wydawać, że misterna taktyka trenera Lenczyka weźmie w łeb. Legia szybko objęła prowadzenie, a wiadomo, że gdy taka drużyna złapie wiatr w żagle na swoim stadionie, może być trudno ją zatrzymać. W 7. minucie meczu Tadeusz Socha fatalnie wybił piłkę tuż przed pole karne i dopadł do niej Ariel Borysiuk. Pomocnik Legii huknął z woleja jak z armaty, piłka frunęła jak pocisk i wpadła do bramki Śląska.

Szybko stracony gol wybił piłkarzy Śląska z rytmu. Zostawili Legii za dużo miejsca w środku boiska, pozwalając na swobodne rozgrywanie akcji. Niezbyt pewnie grała też wrocławska defensywna, a kiks zdarzył się nawet niezawodnemu zwykle Piotrowi Celebanowi. Na szczęście dla Ślaska, legioności celowniki zostawili w szatni. Ani Manu, ani Miroslav Radović nie potrafili wykorzystać bardzo dobrych okazji na podwyższenie wyniku. Sporo zamieszania we wrocławskiej defensywie siał też Czech Michal Hubnik. Legia grała pewnie i ciekawie. Można było poważnie się martwić o losy wrocławskiej ekipy w tym meczu.

Śląsk ma jednak to szczęście, że w jego szeregach gra Przemysław Kaźmierczak. I popularny “Kaz” w piątek znów wziął sprawy w swoje ręce, pozwalając swoim kolegom uwierzyć, że nie wszystko stracone. W 27. minucie Kaźmierczak dostał dobre podanie od Dariusza Sztylki i potężnie strzelił wolejem z lewej strony pola karnego, z ostrego kąta. Zaskoczony Wojciech Skaba nie był w stanie uratować swojej ekipy przed stratą gola.

Remisowy gol wyraźnie uskrzydlił Śląsk. I wrocławianie zaczęli grać znacznie pewniej, niż w pierwszym kwadransie meczu. Mogli też pokusić się o kolejne gole. W 33. minucie wyborną piłkę “w uliczkę” od Tomasza Szewczuka dostał Piotr Ćwielong. Niestety, pomocnik Śląska posłał piłkę tuż obok słupka pustej bramki Legii. W ekipie ze stolicy najlepszą sytuację wypracował sobie Manu. Ale piłkarz ten w piątkowym meczu pokazał, że o ile potrafi biegać bardzo szybko, o tyle przyjęcie piłki wychodzi mu fatalnie i jest jak jeździec bez głowy. I do przerwy przy Łazienkowskiej obyło się już bez goli.

Po wznowieniu gry oba zespoły ruszyły do mocnego natarcia. Była to zresztą zapowiedź emocji, które miały towarzyszyć piłkarzom i kibicom na Łazienkowskiej w drugiej części meczu. Legia tuż po przerwie prawie objęła prowadzenie, po strzale Marcina Komorowskiego w poprzeczkę i dobitce Michała Kucharczyka niemal z linii bramkowej, którą w fantastyczny sposób obronił Kelemen. Ale jak wiemy, prawie robi zawsze wielką różnicę.

Śląsk za to objął prowadzenie bez “prawie” i innych “ale”. Nadeszła 49. minuta, gdy Sebastian Mila potężnie kropnął prawą nogą sprzed pola karnego i wrzucił Skabie piłkę “za kołnierz”. Przy tym golu asystował Ćwielong, a warto też dodać, że lewonożny Mila goli prawą nogą nie strzela zbyt często. A dla kibiców też gratka - trzeci gol w meczu i trzecia perełka. Jak mawiają - stadiony świata.

Po objęciu prowadzenia, wrocławianie grali bardzo mądrze. Umiejętnie zagęszczali środek pola, utrudniając legionistom rozgrywanie piłki. Dobrze się asekurowali i próbowali szukać szans w grze z kontry. Podopieczni Macieja Skorży nie zamierzali jednak bezradnie rozłożyć rąk. Mieli jednak trochę pecha, bo przez kontuzję stracili swojego asa, Michala Hubnika. Zastępujący go Takesure Chinyama na boisku tylko statystował. Więcej zamieszania w szeregach Śląska wprowadzał inny dubler Legii, Felix Ogbuke, który z uporem godnym lepszej sprawy nękał zmęczonego Sochę. Na szczęście dla Śląska, akcje Nigeryjczyka - choć niektóre bardzo groźne - udawało się rozbroić.

Śląsk miał znakomitą okazję do tego, by na dobre wybić Legii z głowy marzenia choćby o remisie. W 71. minucie Jakub Rzeźniczak faulował Ćwielonga w polu karnym. Sędzia Dawid Piasecki nawet się nie zastanawiał, czy podyktować rzut karny. Do piłki na jedenastym metrze podszedł Kaźmierczak i... strzelił w stylu kolegów po fachu uprawiających futbol, ale amerykański.

Rozochocona Legia napierała dalej. Kilka razy groźnie strzelał Michał Kucharczyk, ale na posterunku był Kelemen. A w 74. minucie Mariusz Pawelec po uderzeniu legionisty wybił piłkę z linii bramkowej. Wrocławianie wytrzymali napór Legii. Grali mądrze, ofiarnie i rozsądnie. W ich poczynaniach widać było rękę trenera Lenczyka, który przecież niejedno widział i z niejednego pieca piłkarski chleb jadł.

Zwycięstwa w Warszawie z rąk wypuścić nie można. Nie wypuścił go również Śląsk i po pełnym emocji, pięknych goli i walki do ostatnich sekund meczu wrócił do Wrocławia z tarczą. Spora w tym zasługa Kaźmierczaka, który z każdym meczem wyrasta na piłkarza nie do zastąpienia. Swoją robotę wykonał Mila, mimo drobnych błędów mogli się podobać Piotr CelebanJarosław Fojut. Ale po zwycięstwie z Legią w Warszawie nie wypada wręcz chwalić pojedynczych piłkarzy. Bo to sukces całego zespołu, który potwierdził też, że wiosną może solidnie namieszać w Ekstraklasie.

Legia Warszawa - Śląsk Wrocław 1:2 (1:1)
Bramki:
Borysiuk (7.) - Kaźmierczak (28.), Mila (49.)

Legia Warszawa: Skaba - Rzeźniczak, Inaki Astiz, Komorowski, Wawrzyniak - Manu, Vrdoljak, Borysiuk (71.Wolski), Radović (46.Ogbuke), Kucharczyk - Hubnik (59. Chinyama).
Śląsk Wrocław: Kelemen - Socha, Celeban, Fojut, Pawelec - M.Gancarczyk (77. Sobota), Sztylka (39. Ł.Gikiewicz), Kaźmierczak, Mila, Ćwielong - Szewczuk (57. Łukasiewicz).

Żółte kartki: Manu, Wolski - Kaźmierczak.
Sędzia: Dawid Piasecki (Słupsk).
Widzów: ok. 15 tys. (w tym ok. 1,5 tys. z Wrocławia).
Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy nazwanie tramwaju imieniem Krzysztofa Balawejdera to dobry pomysł?



Oddanych głosów: 1650