Sport

Śląsk Wrocław zremisował z Rapidem Bukareszt 1:1 i pożegnał się z pucharami

2011-08-25, Autor: Łukasz Maślanka
Gol Waldemara Soboty w ostatnich sekundach uratował honor Śląska Wrocław. Drużyna Oresta Lenczyka pożegnała się z europejskimi pucharami o krok od fazy grupowej LE remisując z Rapidem Bukareszt 1:1.

Reklama

O tym meczu można napisać w zasadzie jedno zdanie - kto nie widział, ten nie ma czego żałować. Nie wypada co prawda zbywać czytelnika w taki sposób, bo był to przecież ostatni tegoroczny mecz piłkarzy Śląska Wrocław w Lidze Europejskiej. Ale nie była to potyczka, którą warto będzie wspominać.

Śląsk stał w tym meczu przed trudnym zadaniem. Rapid we Wrocławiu wygrał 3:1 i był w komfortowej sytuacji. Wrocławianie musieli wygrać trzema bramkami, nie tracąc żadnej, by marzyć o awansie. Ale bukareszteńska ekipa pokazała się na Oporowskiej z dobrej strony i liczyć na to, że nagle zagra słabo, było liczeniem na cud. Wrocławianie po cichu liczyli, że grając bez presji i nie mając nic do stracenia uda im się wzbić na wyższy poziom, zaskakując przy tym Rapid. Wystarczył jednak niecały kwadrans gry, by mecz w Timisoarze stał się nie wyzwaniem, a męczarnią, której końca nie można się doczekać. W 12. minucie gry w polu karnym najlepiej odnalazł się doświadczony Daniel Pancu, który pewnie posłał piłkę do bramki Śląska, korzystając z tego, że wrocławscy obrońcy zupełnie zapomnieli o kryciu.

Szybko strzelony gol zapewnił graczom Rapidu duży komfort gry. Podopieczni Razvana Lucescu dobrze operowali piłką i nadawali ton wydarzeniom na boisku. I mogli się pokusić o kolejne bramki, ale kilka świetnych interwencji zanotował Marian Kelemen. Słowacki bramkarz w całym spotkaniu zanotował zresztą wiele wyśmienitych interwencji, które uchroniły Śląsk od straty kolejnych bramek. Wrocławianie o gola mogli się pokusić tuż przed przerwą, ładnym podaniem popisał się Łukasz Madej, ale Dariusz Pietrasiak przestrzelił.

O drugiej połowie tego meczu trudno napisać cokolwiek konstruktywnego. Rapid nadal dyktował warunki gry, stwarzał sobie sytuacje strzeleckie, ale piłki do siatki Śląska już nie posłał. Wrocławianie zaś nie potrafili się przebić przed dobrze zorganizowaną defensywę rywala. I z każdą minutą prezentowali się tak, jakby nie mogli się doczekać końca meczu. Nieco lepiej Śląsk pokazał się w ostatnim kwadransie gry, kiedy próbował wykorzystać pewną demobilizację rywala. Zespół Oresta Lenczyka mógł pokusić się o gola, dobrym strzałem z rzutu wolnego popisał się Sebastian Dudek, ale uderzył za mocno. Co nie wyszło doświadczonemu pomocnikowi i bohaterowi rewanżowej potyczki z Dundee United, udało się w doliczonym czasie gry Waldemarowi Sobocie. Młody skrzydłowy popisał się typowym dla siebie, dynamicznym rajdem i strzałem zza pola karnego pokonał Danuta Comana. Były to już jednak tylko didaskalia, które przebiegu rywalizacji w tym dwumeczu nijak odwrócić nie mogły. I Śląsk pożegnał się z Ligą Europejską na czwartej, ostatniej rundzie eliminacji.

Rapid Bukareszt - Śląsk Wrocław 1:1 (1:0)
Bramki: Pancu (12.) - Sobota (90.)

Rapid: Coman - Rui Duarte, Marcos Antonio, Burca, Bożović - Roman (59. Deac), Dan Alexa, Herea (80. S. Grigorie), Surdu (88. Sburlea), Apostol - Pancu.
Śląsk: Kelemen - Socha, Pietrasiak, Wasiluk, Pawelec - Gancarczyk (78. Dudek), Elsner (78. Sztylka), Cetnarski, Sobota, Madej - Cristian Diaz (78. Voskamp).

Żółte kartki: Dan Alexa, Marcos Antonio - Sobota, Socha, Cristian Diaz, Madej.
Sędzia: Martin Hansson (Szwecja).

Komentuje Bartłomiej Knapik:

Był 1 października, niecały rok temu, gdy pisałem o meczu wrocławskiej drużyny tymi słowami: „W swoim debiucie na ławce trenerskiej Orest Lenczyk nie chciał przegrać z Wisłą, i to mu się udało. Wystawił siedmiu defensywnych graczy na boisku i w meczu nudnym jak 1545 odcinek „Mody na sukces, z kiepsko grającą Wisłą, dowiózł remis do 90 minuty.”
Pamiętam doskonale, gdy trener Lenczyk opowiadał, jak to przyszedł wyprowadzić na spokojne wody trafiony okręt o nazwie Śląsk. Pamiętam, gdy „raczyłem się ekstraktem z chmielu”, szczęśliwy jak dziecko, na wrocławskim Rynku po tym, jak Śląsk wywalczył wicemistrzostwo Polski i grubo ponad dwóch dekadach awansował do europejskich pucharów.
Pamiętam także, jak po pięciu minutach meczu w Dundee wydawało się, że jest po zabawie – i tą dyskusję podczas dogrywki w Sofii o tym, czy Marian Kelemen potrafi, czy nie potrafi bronić rzuty karne.

Co nam pokazał dwumecz z Rapidem? Być może „sky is the limit”, ale trzeba gryźć trawę, żeby zostawić po sobie chociaż dobre wrażenie. Piłkarzom w zielonych koszulkach w obu meczach zabrakło paru rzeczy, ale niestety także wiary. Nie mamy składu jak Manchester United, Rea Madryt, FC Barcelona ani nawet Borussia Dortmund. Mamy za to graczy, którzy potrafią ośmieszyć Legię na Łazienkowskiej. Tę samą Legię, która upokarza Spartak wygrywając w Moskwie.
Oczywiście, żeby walczyć w Europie potrzeba wzmocnień. I wierzę w to, że za rok będzie lepiej. Chciałbym tylko nie oglądać więcej graczy Śląska, którzy schodząc na przerwę wyglądają na takich, którzy chcą aby mecz już się skończył. I niestety gol Soboty w ostatniej minucie tego wrażenia zatrzeć nie mógł.

Bartłomiej Knapik

Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy ulica Szczytnicka powinna być deptakiem?



Oddanych głosów: 1731