Sport

Śląsk wymęczył zwycięstwo nad Widzewem Łódź i jest coraz bliżej utrzymania

2014-05-12, Autor: ŁM
Gdyby spróbować podsumować zwycięstwo Śląska nad Widzewem Łódź jednym słowem, idealne byłoby słowo “wyszarpane”. Zespół trenera Tadeusza Pawłowskiego walczył o zwycięskiego gola niemal do ostatniego gwizdka sędziego, aż wreszcie zapewnił sobie wygraną dzięki bramce Marco Paixao zdobytej z rzutu karnego.

Reklama

Wszystko wskazuje na to, że mecz we Wrocławiu przesądził o losie Widzewa. Łodzianie musieliby wygrać cztery ostatnie mecze, bo tyle pozostało do końca sezonu i liczyć na to, że rywalom powinie się noga. Tyle, że Widzew czeka jeszcze potyczka z Jagiellonią Białystok, Podbeskidziem Bielsko-Biała, Piastem Gliwice i Zagłębiem Lubin. I tylko pierwszy z wymienionych zespołów jest już praktycznie pewny utrzymania w ekstraklasie. Można zatem przypuszczać, że to właśnie Śląsk Wrocław przypieczętował pożegnanie Widzewa najwyższą klasą rozgrywkową. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że łodzianie we Wrocławiu zrobili wiele, aby zasłużyć na szacunek.
Trener Śląska Tadeusz Pawłowski podkreślał przed tym meczem, że jego zespół czeka trudny mecz. Bo Widzew, choć okupuje ostatnie miejsce w tabeli, nie poddaje się bez walki. I we Wrocławiu też zagrał ambitnie. W pierwszej połowie zespół prowadzony przez Artura Skowronka nie grał może jakiejś specjalnie efektownej piłki, ale prezentował się solidnie. Był poukładany, umiejętnie dezorganizował akcje tkane przez Śląsk, zmuszając wrocławian do improwizacji. Łodzianie mocno naciskali wrocławskich piłkarzy od razu, gdy ci przejmowali piłkę i gospodarze chwilami musieli nieco się natrudzić, by po chwili nie oddać futbolówki. Warto tutaj docenić rolę lidera Widzewa, Mateusza Cetnarskiego, który dobrze dyrygował drużyną i rozdzielał podania. Znany doskonale we Wrocławiu dzięki kilku sezonom w Śląsku "Cetnar" miał nie zagrać, bo wrocławscy działacze upierali się, że umowa transferowa między Śląskiem i Widzewem zabrania mu występu przeciwko poprzedniemu pracodawcy. Prawnicy Widzewa byli jednak innego zdania i koniec końców Cetnarski zaliczył we Wrocławiu pełne 90 minut. 
 
Goście nie zamierzali zresztą skupiać się tylko na obronie i wypracowali sobie dwie akcje, po których mogli - i wręcz powinni - objąć prowadzenie. Najpierw ładnym strzałem z dystansu popisał się Alex BrunoMarian Kelemen nie bez problemów obronił ten strzał. Chwilę później pechowy strzelec mógł zostać szczęśliwym asystentem. Świetnie podał do Eduardsa Visniakovsa, Łotysz skorzystał z gapiostwa obrońców Śląska i wybiegł na wolną pozycję, ale przy strzale zabrakło mu zimnej krwi. Efekt? Zamiast w bramkę strzelił w bandy reklamowe. Wrocławianie aż tak klarownych sytuacji nie mieli. W ich grze brakowało polotu, niemrawo grali skrzydłowi, zwłaszcza Mateusz Machaj. Ustawiony na lewym skrzydle Flavio Paixao też prezentował się poniżej oczekiwań, ale przy odrobinie szczęścia mógł pokusić się o gola. W 8. minucie Portugalczyk ładnie główkował, ale bramkarz Widzewa obronił ten strzał. Z kolei tuż przed przerwą Flavio dobrze dograł w pole karne do swojego brata Marco, kapitan Śląska zdołał złożyć się do strzału, ale piłka została zablokowana na linii bramkowej.
 
W drugiej połowie mecz był równie emocjonujący co zawody wędkarskie. Chociaż, gdyby się zastanowić, to zarzucając wędkę można trafić na większą, silną rybę i emocje gotowe. A tych w drugiej części starcia Śląska z Widzewem jednak brakowało. Tuż po wznowieniu gry świetnie dośrodkował Paweł Zieliński, bramkarz Widzewa Patryk Wolański minął się z piłką i wszystko byłoby idealnie dla Śląska gdyby nie fakt, że Marco Paixao też o centymetry minął się z futbolówką. Później na boisku toczyła się w miarę wyrównana walka. Im jednak dłużej trwała gra, tym wyraźniej rysowała się przewaga Śląska. Dużo ożywienia do gry wrocławian wniósł wprowadzony na boisko boczny pomocnik Robert Pich, który zmienił coraz bardziej bezbarwnego Flavio Paixao. Słowak próbował wpisać się na listę strzelców, ale z jego soczystym uderzeniem poradził sobie łódzki golkiper. Trener Pawłowski wprowadził na boisko także drugiego ze swoich rezerwowych skrzydłowych, Sylwestra Patejuka. I ta zmiana dowiodła, że opiekun Śląska ma trenerski “nos”. Bo właśnie po akcji Patejuka, Śląsk wypracował akcję na wagę gola i trzech punktów. W 86. minucie w polu karnym oszukał kilku obrońców Widzewa, a po jego strzale piłka trafiła w rękę Jonathana de Amo. To musiało się skończyć “jedenastką”, a na gola zamienił ją Marco Paixao.
 
Wydawało się, że Śląsk spokojnie sobie poradzi z tym, by przez kilka minut nieco baczniej przypilnować przewagi. Ale niewiele brakowało, by musiał przełknąć gorycz straconej bramki dosłownie kilka chwil po tym, gdy sam cieszył się z gola. W 90. minucie Marcin Kaczmarek świetnie dograł w pole karne, wprost na głowę Eduardsa Visniakovsa . Jak to się stało, że Łotysz w tej sytuacji posłał piłkę obok bramki, nie wie pewnie on sam. Mógł stać się bohaterem swojego zespołu, a tak pozostało mu tylko z niedowierzaniem złapać się za głowę. Był to ostatni akcent meczu Śląska z Widzewem. Wrocławianie dzięki trzem punktom zdobytym na drużynie z Łodzi mają na koncie już 24 "oczka" i są już prawie pewni utrzymania w Ekstraklasie. Dla Widzewa porażka oznacza, że najpewniej przyjdzie pogodzić się z degradacją.
 
Śląsk Wrocław - Widzew Łódź 1:0 (0:0)
Gol: Marco Paixao (87. - karny).
 
Śląsk Wrocław: Kelemen - Zieliński, Grodzicki, Pawelec, Dudu - Machaj (63. Pich), Stevanović (83. Droppa), Hateley, Mila, Flavio Paixao (77. Patejuk) - Marco Paixao.
Widzew Łódź: Wolański - Leimonas, Nowak, Augustyniak (69. de Amo), Mroziński - Alex Bruno (65. Aleksejs Visniakovs), Kasprzak, Okachi, Cetnarski, Kaczmarek - Eduards Visniakovs.
 
Żółte kartki: Grodzicki - Augustyniak, Okachi, Eduards Visniakovs.
Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków).
 
Widzów: ok. 6 tys.
Oceń publikację: + 1 + 1 - 1 - 2

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy nazwanie tramwaju imieniem Krzysztofa Balawejdera to dobry pomysł?



Oddanych głosów: 1490