zamknij

Sport

Stołek gorący jak nigdy wcześniej. To koniec Vitezslava Lavicki w Śląsku? (ANALIZA)

2021-02-24, Autor: Bartosz Królikowski

Jak się póki co w 2021 roku piłkarski Śląsk prezentuje każdy widzi. WKS to jedna z najsłabiej grających oraz punktujących drużyn PKO Ekstraklasy, a symptomów poprawy jak nie było tak nie ma. Los trenera Vitezslava Lavicki zaczyna wisieć na coraz cieńszym włosku, a na pewno ma on najsłabszą pozycję odkąd przyszedł do klubu. Czy najbliższy mecz z Pogonią Szczecin zadecyduje o jego losie? A jeśli zostanie zwolniony, to kto może go zastąpić?

Reklama

Piłkarski rok 2021 w Ekstraklasie jest na razie wyjątkowo brutalny dla Śląska Wrocław. Każdy kto oglądał 4 dotychczasowe wiosenne spotkania wrocławian, no cóż… no powiedzmy że piłkarskiej finezji nie uświadczył. Zresztą wystarczy przytoczyć kilka statystyk:

- Śląsk w tych czterech meczach oddał łącznie 6 celnych strzałów, w większości niespecjalnie groźnych

- Dla porównania, rywale celnych uderzeń na bramkę Śląska zanotowali łącznie 19

- WKS strzelił póki co wiosną tylko 1 gola. To najgorszy wynik w lidze w tym okresie ex aequo z Cracovią i Zagłębiem Lubin

- Mathieu Scalet trafił po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, czyli WKS nie ma jeszcze wiosną na koncie gola z gry

- Śląsk zdobył 2 punkty na 12 możliwych. Gorzej punktowały tylko Zagłębie i Cracovia

- WKS to obok lubinian oraz Cracovii jedyny zespół, który w 2021 roku nie wygrał jeszcze meczu ligowego

- Przed startem rundy Śląsk do podium tracił 5 pkt, a do lidera 6. Teraz co prawda do podium traci wciąż tylko 6, ale do wicelidera 10, a lidera 11 pkt

- Przewaga szóstego w tabeli Śląska nad trzynastym w tabeli Piastem Gliwice to raptem tylko 4 pkt

Kilka faktów, które mówią wszystko. Jest po prostu źle. Tylko dzięki temu, że góra tabeli poza Legią Warszawa i Pogonią Szczecin punktuje ogólnie kiepsko, Śląsk wciąż jest na szóstym miejscu. Aczkolwiek jak już wspomniałem, tabela jest obecnie tak płaska, że to kiepski wyznacznik, bo nie trzeba wiele by spaść z 5-6 miejsca na 12-13. Dużo gorzej się robi gdy patrzymy na styl jaki zaprezentowali wrocławianie w ostatnich meczach. Zero kreatywności z przodu, gra nierzadko na chodząco, brak przyspieszenia, jakiegoś elementu zaskoczenia. Najlepszą połową jaką WKS tej wiosny zagrał, jest pierwsza połowa meczu z Wisłą Kraków, a i tak była ona w ich wykonaniu co najwyżej poprawna. No i okraszona golem, choć nie wynikało to z nie wiadomo jakiej ofensywnej gry.

Wszystko to postawiło dalszą pracę Vitezslava Lavicki w Śląsku pod dużym znakiem zapytania. Warto jednak zastanowić się czy to już jest czas, aby zwalniać czeskiego szkoleniowca. Śląsk Wrocław w wersji „Vitezslav Lavicka” stylem nigdy nie porywał. Przez dwa lata pracy Czecha w WKS-ie jego wizja jest dość jasna. Efektywność ponad efektowność. Organizacja gry i solidna defensywa, zamiast ofensywnego nastawienia i futbolowego „heavy metalu”.

To nie jest zarzut. Wielu trenerów na świecie woli piłkarskie szachy od szaleństwa i całkiem dobrze na tym wychodzi. Zresztą co by nie mówić to trenerze Laviczce, przez tyle czasu mogliśmy rzucać mięsem na styl tej drużyny, gdy w wielu meczach prosiło się o więcej kreatywności, zwłaszcza na wyjazdach. Ale koniec końców Czech słysząc te zarzuty mógł odpalić ligową tabelę i powiedzieć „patrz tu”. I miałby rację, bo jednak piąte miejsce na koniec zeszłego sezonu, czy czwarte po rundzie jesiennej tego, to wyniki na które nie można narzekać. Zwłaszcza że dwa lata temu Lavicka obejmował zespół dyndający sobie niewesoło tuż nad strefą spadkową, który ledwo dało się uratować. Zatem pod kątem wyników, dwa lata Lavicki trzeba uznać za udane. Sam fakt, że ktoś w Ekstraklasie utrzymuje się na stołku trenerskim tak długo, to już niezły wyczyn.

Co jednak może okazać się zabójcze dla trenera Lavicki, to to że futbol nie znosi jednowymiarowości. Trener musi mieć swój styl. Musi mieć podstawy na jakich buduje swoje drużyny. Ale musi też umieć od czasu do czasu dać drużynie nowe bodźce. Bodźce które zapewnią ciągłość w rozwoju, ale nie stagnację. Aktualnie Śląsk ewidentnie się dusi. W tych czterech meczach widzieliśmy drużynę, która wyglądała na zmęczoną swoją grą, pozbawioną uczuć do futbolu. Nieprzekonaną wręcz, że może prezentować się lepiej niż ma to miejsce. Trener Lavicka starał się zmieniać coś w składzie. Mathieu Scaleta na defensywnym pomocniku, to chyba nikt inny by nie wymyślił. Ale efekt był tylko taki, że inni piłkarze grali dokładnie to samo.

Trudno nawet teraz dokładnie sprecyzować jaki Śląsk ma styl. Ani to ofensywny, ani defensywny (4 gole stracone w 4 meczach to przeciętny wynik). Na dodatek aktualnie przestały za nim iść nawet punkty, które jesienią jeszcze wpadały. Na dodatek te wyjazdy, na których Śląsk traci absolutnie resztki czegokolwiek w swojej grze.

Wszyscy wiemy, że Vitezslav Lavicka nie jest fanem radykalnych zmian. Nawet gdy w trakcie meczu dokonuje roszad, to to są często wymiany 1:1. Akurat w ostatnim meczu z Lechem po raz pierwszy od albo bardzo dawna, albo od zawsze, na boisku na dłużej jednocześnie przebywali dwaj napastnicy Fabian Piasecki i Erik Exposito. Ale znów, to że na boisku jest dwóch napastników, nie znaczy że drużyna zacznie grać ofensywniej. Trzeba ich jeszcze jakoś wykorzystać. Tego Śląsk zrobić nie potrafił i w najbliższym meczu z Pogonią Szczecin się nie nauczy, bo Piasecki będzie pauzował za kartki.

To jest zatem największy znak zapytania przy Vitezslavie Laviczce. Czy on przy swojej awersji do większych zmian, będzie w stanie dać zespołowi nowy bodziec, którego tak potrzebuje? Wszakże jak na razie nie widać światełka na końcu tego tunelu. A przyznać trzeba, że terminarz nie jest zbyt łaskawy dla Śląska. Co prawda przed nimi dwa mecze domowe, ale rywale bardzo trudni. Najpierw wicelider tabeli Pogoń Szczecin, która w 18 meczach straciła 10 goli (12 czystych kont!), z czego 6 strzeliły jej Wisła Kraków i Cracovia, a 4 cała reszta. Później lider tabeli, Legia Warszawa, która od lat na Stadionie Wrocław urządza sobie pokazy siły. Oczywiście Ekstraklasa to Ekstraklasa i wszystko się może zdarzyć, ale jeśli chodzi o mecze „o posadę”, no to gorzej się na chwilę obecną nie dało.

Jednakże to czy zwolnienie Vitezslava Laviczki to dobry pomysł, zależne jest także od tego kto będzie jego następcą. Prezes Śląska Piotr Waśniewski w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” nie zaprzeczył że klub kontaktuje się z różnymi trenerami oraz orientuje na rynku. Swoją drogą to dość rzadko spotykana retoryka wśród władz klubu. Z reguły bowiem jest tak, że prezesi klubów w naszej lidze zapewniają, że trener jest bezpieczny. I niekiedy zwalniają go góra dwa tygodnie później, ale przekaz publiczny jest w obronie trenera. Tutaj z kolei jest zgoła inaczej. Czy to dobrze? Zależy jak na to spojrzeć. No bo z jednej strony jest to jasny, klarowny przekaz dla szkoleniowca „nie jesteś niezastąpiony i bezpieczny, możemy cię zwolnić i zrobimy to, jeśli uznamy za słuszne”. Jeśli to nie jest sygnał, że trzeba wziąć się ostro do roboty, to nie wiem co nim jest. Ale nie na każdego coś takiego podziała mobilizująco. Wszakże z drugiej strony, jeśli trener nie czuje oparcia w zarządzie, może mu być trudno samemu wierzyć, że jeszcze może się uratować, a co więcej, przekonać sam zespół że jeszcze nie jest tak źle.

Kto zatem mógłby ewentualnie zastąpić Czecha na stanowisku?

Ireneusz Mamrot – były trener Chrobrego Głogów, Jagiellonii Białystok czy Arki Gdynia. Jako szkoleniowiec „Jagi” zdobył z nią wicemistrzostwo Polski, doprowadził do finału Pucharu Polski oraz dwukrotnie grał w eliminacjach do Ligi Europy. Arkę Gdynia objął w zeszłym sezonie, ale nie uchronił jej przed spadkiem z ligi. Jego misja powrotu z gdynianami do Ekstraklasy, została przerwana w grudniu 2020 roku. Trener Mamrot zostawił Arkowców na szóstym miejscu w 1. Lidze.

Maciej Stolarczyk – od niego niejako się zaczęło, gdyż to właśnie z obecnym selekcjonerem kadry do lat 21 miał się kontaktować Śląsk, ale jak twierdził prezes Waśniewski, nie po to żeby zaproponować mu od razu pracę. Jako szkoleniowiec jak dotąd najdłużej pracował w Wiśle Kraków. Stolarczyk poprowadził klub w 54 meczach, notując średnią punktową 1,11 na mecz. To wynik przeciętny, ale Wisła pod jego wodzą miała różne okresy. Najlepiej było na samym początku, gdy w sezonie 2018/19 po ośmiu kolejkach krakowianie byli nawet na pozycji lidera. Obecnie Maciej Stolarczyk jest trenerem kadry do lat 21, którą zdążył poprowadzić w jednym meczu

Jerzy Brzęczek – tego trenera nikomu przedstawiać nie trzeba. Były już selekcjoner reprezentacji Polski, który stracił pracę w styczniu tego roku. Na temat jego pracy jako selekcjonera wszystko już zostało powiedziane i jego zwolnienie raczej większość ludzi przyjęła z ulgą. Jako trener klubowy prowadził m.in. Raków Częstochowa, Lechię Gdańsk, GKS Katowice czy Wisłę Płock. Jego największym osiągnięciem było piąte miejsce w Ekstraklasie w sezonie 2017/18 z Wisłą.

Maciej Skorża – były trener Wisły Kraków, Legii Warszawa czy Lecha Poznań. Trzykrotnie zdobywał mistrzostwo Polski (2 razy z Wisłą, raz z Lechem), tyle samo razy Puchar Polski. Problem w tym, że jego ostatni sukces, czyli tytuł z Lechem to sezon 2014/15. Ostatni raz w Ekstraklasie pracował w Pogoni Szczecin w kampanii 17/18, prowadząc ją tylko (a może i aż) w 16 meczach, zostawiając rozbitą na ostatnim miejscu w tabeli. Z kolei ostatnią jakąkolwiek pracą Skorży, była funkcja selekcjonera kadry Zjednoczonych Emiratów Arabskich do lat 23.

Opcja zagraniczna – niewykluczone też, że Śląsk w wypadku zwolnienia Lavicki postąpi podobnie jak z jego zatrudnieniem. Czyli da szansę trenerowi, którego nasze Ekstraklasa jeszcze nie poznała. Oczywiście taki szkoleniowiec byłby największą zagadką i też ryzykiem, choć na polskim rynku nie ma obecnie wielu wartościowych wolnych agentów.

Największe szanse z wyżej wymienionych zdaje się mieć Ireneusz Mamrot. Jest to po prostu najrealniejsza i dość sensowna kandydatura. Jego praca w Arce zakończyła się spadkiem, ale gdynian w zeszłym sezonie nie uratowałby chyba nikt. Wcześniej natomiast przez długi czas wykonywał dobrą pracę w Jagiellonii, a Chrobrego Głogów trenował aż przez 7 lat, co w każdym klubie jest wyczynem. Maciej Stolarczyk jest obecnie trenerem reprezentacji do lat 21 i to od dość niedawna, więc niespecjalnie ma powód rzucać tą posadę dla pracy w klubie. Jerzy Brzęczek z uwagi na to że tak niedawno rozstał się z kadrą narodową, jeszcze do czerwca nie może podpisać umowy z żadnym klubem. Poza tym Śląsk potrzebuje nabrać konkretnego stylu, a trener Brzęczek przez 2 lata nie potrafił zrobić z reprezentacją niczego konkretnego. Maciej Skorża sukcesy święcił lata temu, a o jego pracy w Pogoni nie można powiedzieć nic dobrego. Nie miał planu, rozbił szatnię, punktował fatalnie i nikt za nim nie płakał. Natomiast opcja zagraniczna to jak już mówiłem największe ryzyko, które nie jestem przekonany czy jest sens teraz podejmować.

Tak czy inaczej, Vitezslav Lavicka trenerem Śląska jeszcze jest. Póki co możemy więc tylko przewidywać co może się wydarzyć. WKS potrzebuje zmian i czas pokaże, czy przeprowadzi je Czech, czy ktoś inny. Najbliższy mecz wrocławian z Pogonią Szczecin (niedziela 28 lutego, 17:30 na Stadionie Wrocław) to będzie jeden z najważniejszych meczów Śląska w przeciągu ostatnich 2 lat. Bo albo w grze WKS-u wreszcie coś zaskoczy, a trener Lavicka dostanie jeszcze nieco zaufania, które będzie mógł wykorzystać. Albo nic się nie zmieni, Śląsk z Pogonią nie wygra, a los Czecha będzie najprawdopodobniej przesądzony.

 

Oceń publikację: + 1 + 10 - 1 - 6

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy Polska powinna wpuścić uchodźców z białoruskiej granicy?




Oddanych głosów: 168