Sport

Tadeusz Pawłowski: Nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa [WYWIAD]

2017-02-23, Autor: Paweł Prochowski

Tadeusz Pawłowski jest byłym piłkarzem i trenerem WKS-u, a od grudnia pełni funkcję dyrektora Akademii Piłkarskiej Śląska Wrocław. W wywiadzie dla portalu tuWroclaw.com opowiada o najważniejszych zadaniach akademii, porozumieniu z wrocławskimi klubami oraz ocenia młode wrocławskie talenty. Zapraszamy do lektury!

Reklama

Praca jako dyrektor Akademii Piłkarskiej to już kolejne Pana podejście do Śląska. W końcu można powiedzieć "właściwy człowiek na właściwym miejscu"?
Nie do końca, bo w każdej roli czułem się bardzo dobrze. Przez wiele lat byłem wiodącym zawodnikiem w Śląsku, kapitanem drużyny, strzeliłem też wiele bramek oraz zdobyłem mistrzostwo Polski i krajowy puchar. Graliśmy również w europejskich pucharach. Myślę, że to osiągnięcia, którymi chciałby pochwalić się każdy zawodnik grający w Śląsku czy w ekstraklasie. Jako trener... Ostatnie podejście było bardzo udane, bo za mojej kadencji wyszliśmy z długów, zajęliśmy czwarte miejsce w lidze i zagraliśmy w Lidze Europy, a ponadto zadebiutowało kilku chłopaków z regionu - Mariusz Idzik, Michał Bartkowiak, Kamil Dankowski, Paweł Zieliński czy Jakub Wrąbel. A teraz mamy projekt "akademia". Czuję się bardzo dobrze, mam wiele pomysłów, chęci i energii, ale nie chciałbym mówić czy to będzie projekt udany. Z mojej strony w stu procentach wiem, że tak, ale do jego realizacji potrzebna jest nie tylko moja osoba. Liczę na pomoc Młodzieżowego Centrum Sportu i miasta, bo tylko w ten sposób możemy zrealizować akademię. Zaczynając pracę, postawiłem sobie takie cele: akademia na dziś, na jutro i na przyszłość. Żeby zbudować ją na przyszłość, potrzebne są takie czynniki jak m.in. baza szkoleniowa, a zrealizować ją można właśnie przy pomocy MCS-u i miasta. Jeśli w ciągu dziesięciu lat stworzymy tę akademię przyszłości - będzie baza, szkoła mistrzostwa sportowego i internat w jednym miejscu, wtedy powiem, że ta misja jest udana.

Co jest najsłabszym punktem obecnej Akademii Śląska, który należałoby najszybciej poprawić? Właśnie infrastruktura?
Na pewno jej brakuje, ale też nie jest tak źle. Jeśli popatrzymy na najlepsze akademie w Europie, to troszeczkę brakuje. Zresztą jedyną akademią w Polsce, gdzie wszystko jest na miejscu - a właściwie będzie, bo ostatni etap odbiorów zaplanowany jest na marzec - jest Zagłębie Lubin. Jeśli stworzymy podobne warunki, to wtedy będzie już dobrze. Na razie trenujemy pod balonem na Stadionie Olimpijskim oraz obiektach AWF-u i MCS-u na Niskich Łąkach. Jest to porozrzucane, ale przy dobrym zaangażowaniu i chęciach nie będzie to miało wpływu. Boiska mają taką samą wielkość, piłki ważą tyle samo. Jeśli nie będziemy marudzić, tylko pracować efektywnie, będziemy szli krok po kroku do przodu. Najważniejsze, by pamiętać, że akademię stworzono po to, wychować chłopców do gry w ekstraklasie. Jeśli za 4-5 lat doczekamy się naszego młodego zawodnika w ekstraklasie, to wtedy będzie można mówić o spełnieniu celu i o "właściwym człowieku na właściwym miejscu" (śmiech).

A co jeszcze należałoby poprawić w akademii?
Przede wszystkim trenować na boiskach trawiastych w dobrym stanie, bo obecnie nawet w lecie zdarzają się zajęcia na sztucznej murawie. W zimie mamy do dyspozycji jeden balon na Stadionie Olimpijskim, a to mało, chciałbym, żeby ta baza się powiększyła. Poza tym chcemy nawiązać współpracę ze szkołą mistrzostwa sportowego - choć już jest dobra - żebyśmy w każdym roczniku mieli klasę piłkarską. Chłopcy powinni mieć zoptymalizowane zajęcia, żeby po treningu byli w domu już około godziny 16-17, żeby mieli czas na regenerację, naukę i swoje sprawy. Ten trójkąt rodzice-szkoła-klub musi się zacieśnić. Jesteśmy blisko nawiązania porozumienia, by bardzo fajnie to funkcjonowało, bo od przyszłego roku szkolnego chcemy wprowadzić treningi o jednej porze dla wszystkich grup wiekowych. Wtedy przesunięcie tych najbardziej utalentowanych do starszych roczników nie rozwalałoby mu planu zajęć. Ponadto chcemy wprowadzić trening indywidualny, by właśnie tych najbardziej utalentowanych jeszcze bardziej rozwinąć, by mieli szansę zagrać w ekstraklasie.

Kiedy będzie można realnie ocenić działania akademii? Musi minąć pięć, dziesięć lat?
Wtedy, kiedy zawodnik z akademii zadebiutuje w pierwszej drużynie Śląska Wrocław. To równie dobrze może być przyszły rok, bo Adrian Łyszczarz jest blisko, ale też za dwa-trzy lata, bo w każdym roczniku mamy utalentowanych piłkarzy. Jeśli natomiast mówimy o ukształtowanej selekcji, dobranym programie szkoleniowym, żeby zawodnicy się rozwijali, to realnym terminem jest pięć lat. Chcemy kształtować zawodników w każdym roku, można to obrazowo porównać do taśmy produkcyjnej, bo na każdym etapie trenerzy muszą wiedzieć co robić. Tym programem objęci będą zawodnicy, którzy dziś mają 10-15 lat, ale też już teraz w drugim zespole czy juniorach są piłkarze, którzy będą mogli wejść do ekstraklasy.

Nawiązanie współpracy z wrocławskimi klubami to pierwszy, najważniejszy pomysł na działalność akademii?
Bardzo ważny. We Wrocławiu jest ponad 30 klubów i szkółek, potencjał jest ogromny. Na pewno są akademie, które pracują lepiej, inne z kolei inaczej, ale chodziło o to, żeby współpraca była oparta na zasadach partnerstwa i by końcowym priorytetem była gra w Śląsku. Nie chciałbym działać z pozycji siły czy wielkiego Śląska, chciałbym być partnerem dla wszystkich akademii, żebyśmy współpracowali i wymieniali poglądy. Chłopcy z Wrocławia powinni lądować w Śląsku, a nie w Jagiellonii Białystok, Lechu Poznań czy Zagłębiu Lubin.

Mówi Pan o 30 klubach i szkółkach, Śląsk nawiązał porozumienie z czternastoma. Pozostałe kluby nie chciały nawiązać współpracy?
Ogólnie odzew jest pozytywny...

Wśród klubów brakuje zasłużonej Ślęzy Wrocław.
Jest to klub zasłużony, był wielki i myślę, że ze Ślęzą dojdziemy do porozumienia, nie ma problemu. Na razie Ślęza w piłce młodzieżowej jest czwartym miejscu, za nami, FC Wrocław Academy i Parasolem. Nie widzę powodu, żeby współpraca miała być na jakichś specjalnych warunkach. Nie powinniśmy też wymieniać poglądów na łamach mediów. Jesteśmy otwarci na każdy klub, chcemy działać jak partner i nie patrzeć na nazwę klubu i oceniać go pod względem wielkości. Chodzi o dobro piłki wrocławskiej. Na razie stać nas - jako miasto - tylko na jeden wielki klub w ekstraklasie. A jeśli w centralnej lidze juniorów do FC Wrocław Academy i Śląska doskoczy Parasol, to będę się bardzo cieszył.

Czy Śląsk zamierza nawiązać współpracę także z klubami z regionu?
Tak, chcemy pójść w kierunku skautingu w miastach koło Wrocławia: w Oleśnicy, Trzebnicy, Miliczu i Dzierżoniowie czy Jeleniej Górze. Prowadzimy rozmowy. Mamy też plany rozwinąć piłkę kobieca, bo w świecie robi coraz większą furorę i za kilka lat będzie w Polsce bardziej profesjonalna. Mamy wiele planów, ale na razie to tylko plany. W tej chwili działamy w zakresie rzeczy, które są priorytetem na dziś. Ważne, żeby tworzyć akademię na zasadach współpracy. Jeśli na dzisiaj czternaście z trzydziestu klubów chce z nami współpracować, to dobrze, krok po kroku będziemy działać dalej. Nic nie stanie się z dnia na dzień.

Czy doświadczenia nabyte podczas pracy pomagają w kierowaniu akademią Śląska?
Doświadczenia mam spore, bo miałem to szczęście mieszkając w Austrii, że miałem kontakt ze szkoleniem w Niemczech i Szwajcarii, w szkółkach Bayernu Monachium i Grasshopper Zurych. W Austrii dużo młodych chłopaków idzie do Niemiec, Anglii czy Włoch, a kilkunastu wychowanków akademii gra w Bundeslidze. Mam doświadczenia i na pewno one pomagają. Dodatkowo mogę korzystać z literatury niemieckiej, bo tam jest mnóstwo książek i wydawnictw na temat szkolenia i ogólnie piłki nożnej.

W akademii są osoby odpowiedzialne za skauting, a czy Panu też zdarza się wybrać na turnieje młodzieżowe, by wypatrzyć "perełki"?
Oczywiście. Jak się patrzy na mecz i po paru akcjach aż się ciśnie na usta pytanie "kto to jest?", to na pewno. Z drugiej strony chciałbym trzymać się porozumienia, którego jednym z punktów jest to, że do 12. roku życia nie będziemy wyciągać chłopców z innych akademii. Niezależnie czy to FC Wrocław Academy czy Ślęza, jeśli chłopak ma na trening 100 metrów, to nie ma sensu, by jeździł przez pół miasta na zajęcia do nas. Niech trenuje w swoim środowisku, a resztę spędzi na regeneracji i innych rzeczach, którymi powinien się zająć.

Do dwunastego roku życia nie sprowadzacie do siebie, ale starszych już tak? Nie tylko do dorosłego zespołu?
Ogólnie tak, tylko ja chciałbym, żeby w naszej akademii była na tyle dobra praca, żeby nie trzeba było nikogo ściągać. Owszem, możemy pokazać, że można do nas trafić, ale na zasadach klubu partnerskiego. Celem każdego piłkarza jest gra w ekstraklasie czy reprezentacji Polski. Z kolei w skali miasta, dla młodego zawodnika priorytetem powinna być gra w Śląsku w ekstraklasie. Nie chcemy brać zawodników, którzy u nas będą uzupełnieniem składu, ale faktycznie takich rokujących na przyszłość. Trzeba też mieć na uwadze, że biorąc trzech-czterech graczy z jednego zespołu, rozbijamy pracę innych akademii, gdzie do takiego poziomu dochodzono kilka lat. Nie jest dobre ściąganie na skalę masową, jak to się robi w innych akademiach, że gdziekolwiek pokaże się ktoś grający w reprezentacji młodzieżowej albo kadrze Dolnego Śląska, od razu jest sprowadzany. To muszą być faktycznie najbardziej utalentowani, maksymalnie jeden na rok.

Wspomniał Pan o Adrianie Łyszczarzu. Czy ten zawodnik jest gotowy do gry w pierwszym zespole?
W tej chwili jest trudny moment. Gdyby Śląsk awansował do pierwszej ósemki, na pewno byłoby mu łatwiej, bo w tamtych meczach nie ma obciążenia, nie gra się o utrzymanie. Jest na pewno blisko, bo skok nie jest duży i na pewno trener Urban będzie pilnował, żeby go wprowadzić w odpowiednim momencie. Nie ukrywamy, że ma talent, że jest blisko i myślę, że to kwestia czasu, kiedy zadebiutuje.

A Mariusz Idzik?
On gra na bardzo trudnej pozycji dla zawodnika, bo gra na "dziewiątce", a tam trzeba się dużo bić. Młodzi chłopcy mają ten problem, że nie potrafią perfekcyjnie grać ciałem, więc tutaj na pewno będzie trochę to trwało. Ma już za sobą debiut, był bliski gola z Lechem, ale pozycja trudna i od niego samego będzie zależało, czy jest w stanie psychicznie podjąć walkę. Szanse ma duże, szczególnie po odejściu Mervo, bo właściwie w ataku zostaje tylko on i Biliński.

To idąc tropem młodych piłkarzy - jest Pan zadowolony z rozwoju Kamila Dankowskiego?
Tak. Grał dużo w rezerwach, przechodził różne szczeble w reprezentacji i ten talent rozwija się prawidłowo. Dankowski jest zawodnikiem młodym, a regularnie gra po 90 minut w każdym meczu. Miał wzloty i upadki w swojej karierze, ale to normalne u młodego zawodnika. Cieszę się, że grał u mnie, trochę mniej u trenera Rumaka, ale teraz znów gra. To znaczy, że ma talent i rozwija się prawidłowo.

W grudniu 2015 roku Śląsk pożegnał się z Panem w mało elegancki sposób. Nie pozostał żal do włodarzy klubu?
Na pewno mogą cisnąć się takie pytania, ale taka jest praca trenera. Zaczęliśmy robić fajną robotę, wielu chłopaków zaczęło być wprowadzanych, a wielu piłkarzy odeszło. Za mojej kadencji byli to Marian Kelemen, Wojciech Pawłowski, Sebastian Mila, Przemysław Kaźmierczak, Dalibor Stevanović, Robert Pich czy Marco Paixao. Zawodnicy, którzy stanowili o sile Śląska. Umiałem to przebudować. Wyciągnąłem Śląsk ze strefy spadkowej, a potem bez gwiazd udało się awansować do pucharów. Skończyło się, jak się skończyło i nie mogę myśleć, co by było gdyby. Różni trenerzy byli zwalniani - Adam Nawałka, Franciszek Smuda czy Paweł Janas, a przecież byli potem selekcjonerami. Taki jest nasz los. Nie na darmo mówi się, że przeciętny czas pracy trenera w polskim klubie to siedem miesięcy - ja w Śląsku pracowałem dwadzieścia dwa. Nie patrzę się za siebie, bo to nic nie daje. Teraz mam akademię i nowe zadanie, zobaczymy co będzie później. Piłka nożna to dynamiczny sport i sytuacja zmienia się z dnia na dzień. Nie mogę żyć przeszłością.

Rozumiem, że nie wyklucza Pan powrotu na ławkę trenerską?
(śmiech) Na wstępie powiedziałem, że mam dużo energii i wiele pomysłów. W tej chwili jest akademia, ale nie ukrywam, że jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa. Nie wiem gdzie, ale nie wykluczam powrotu do trenerki.

ROZMAWIAŁ PAWEŁ PROCHOWSKI

Oceń publikację: + 1 + 1 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jak powinniśmy świętować 11 listopada?





Oddanych głosów: 1054