zamknij

Sport

Tak, to jest kryzys. Bardzo słaba gra i porażka Śląska Wrocław z Pogonią Szczecin

2021-11-21, Autor: Bartosz Królikowski

Kiepskiej formy końca nie widać. Piłkarze Śląska Wrocław rozegrali bardzo słabe spotkanie, zostali zdominowani i zasłużenie przegrali na wyjeździe z Pogonią Szczecin 1:2. To czwarta porażka wrocławian w 6 ostatnich meczach.

Reklama

Ostatnia faza rundy jesiennej sezonu 2021/22 właśnie się zaczyna. Do połowy grudnia nie będzie już żadnych przerw reprezentacyjnych. Tydzień w tydzień ciągła gra. Piłkarze Śląska Wrocław mają w niej kilka wyzwań. Po pierwsze, poprawić wyniki, bowiem 4 pkt w ostatnich 5 spotkaniach to rezultat bardzo słabiutki. Spowodowany przede wszystkim słabą grą defensywną. Wrocławianie w tych pięciu starciach stracili aż 12 goli. Zbyt wiele by nawet porządnie spisująca się ofensywa z liderem klasyfikacji strzelców Erikiem Exposito, była w stanie nadrobić to, co psuło się w tyłach. I co kosztowało Śląsk ostatnio mnóstwo punktów. Zwłaszcza w końcówkach spotkań, bo w poprzednich dwóch spotkaniach, Z Bruk-Betem Termaliką (3:4) oraz Jagiellonią Białystok (2:2), WKS tracił gole w ostatnich akcjach spotkań.

Trener Magiera dostrzegł potrzebę zmian i do meczu z Pogonią Śląsk przystąpił w nieco odmienionym składzie. W bramce Michała Szromnika zastąpił Matus Putnocky. W środku pola zamiast duetu Praszelik-Pich mieliśmy zaś Sobota-Schwarz. To akurat było wymuszone urazem Praszelika, który jednocześnie pociągnął za sobą kolejną zmianę. „Praszel” to podstawowy młodzieżowiec WKS-u, toteż trener Magiera musiał zamienić go na innego. Tym został Łukasz Bejger, który wśród stoperów zastąpił mocno krytykowanego ostatnio Szymona Lewkota. Do składu powrócił także Dino Stiglec w miejsce Victora Garcii.

Wrocławian czekało trudne wyzwanie. Na stadionie Pogoni nie wygrali oni od ponad 5 lat. W tym sezonie nie wygrał tam nikt (poza „Portowcami” oczywiście), a ogólnie w całym 2021 roku, szczecinianie na własnym obiekcie ponieśli zaledwie 2 porażki. Do tego zespół Kosty Runjacia był w dobrej formie. W swoich ostatnich 3 meczach wygrali z Jagiellonią 4:1, w Warszawie z Legią 2:0 i wywieźli remis z Częstochowy, grając z Rakowem mocno osłabieni kontuzjami oraz koronawirusem (3 zakażenia). Dziś z kolei mieli tych kłopotów znacznie mniej, bowiem brakowało im tylko kontuzjowanych od dawna Alexandra Gorgona oraz Kacpra Smolińskiego.

Ten mecz miał być dla Śląsk doładowaniem pozytywnej energii, ale pierwsze 15 minut nie miało nic wspólnego ze słowem „pozytywny”. WKS zaczął mecz po prostu strasznie. Mnóstwo strat, niedokładności, nerwowości. Pogoń stosowała wysoki pressing, czym kompletnie dezorganizowała całą grę Śląska, który sobie z tym po prostu nie radził. Tylko kiepskim decyzjom szczecinian w obrębie pola karnego, wrocławianie zawdzięczali to, że nie stracili w tym czasie gola. Co się zatem mogło stać w takiej sytuacji? Gol dla Śląska? Niestety dla wrocławian nie, ale byli znacznie bliżej niż Pogoń wcześniej, bo trafili w poprzeczkę. Zrobił to w 21 minucie Petr Schwarz po zamieszaniu w polu karnym.

Kolejne minuty mijały, a o grze Śląska nie dało się wiele napisać… bo rzadko byli przy piłce. Przez pierwsze pół godziny wręcz sporadycznie wychodzili z własnej połowy, zdominowani absolutnie. Ich rywalom szwankowało ostatnie podanie, jak w sytuacji gdy fatalny błąd popełnił Verdasca, ale kontrę popsuł Jean Carlos. Zaś w 32 minucie gości uratował Putnocky, który znakomicie odbił i strzał Kacpra Kozłowskiego, i dobitkę Luki Zahovicia. Tak ten mecz właśnie wyglądał. WKS miał najlepszą okazję (poprzeczka Schwarza), a Pogoń poza golem wszystko inne. Do przerwy otworzyć wynik meczu mógł jeszcze Jean Carlos, ale z kilkunastu metrów posłał piłkę minimalnie obok słupka. Na tablicy wyników było 0:0, ale Śląsk grał koszmarnie i tylko Pogoń sama wie, dlaczego nie prowadziła.

WKS potrzebował zmian w grze i to bardzo, bardzo radykalnych. Przede wszystkim uaktywnienia kompletnie nieistniejącego jak dotąd środka pola. Niemniej mogli przegrywać już trzy minuty po rozpoczęciu drugiej połowy. Sam na sam z bramkarzem wyszedł Luka Zahović, ale na szczęście dla Śląska, posłał piłkę o centymetry obok słupka. W 53 minucie już im się nie upiekło. Rafał Kurzawa wypuścił słoweńskiego napastnika, a ten tym razem posłał piłkę znów obok słupka, ale tym razem po właściwej stronie.

Ile jednak „Portowcy” cieszyli się z prowadzenia? Dosłownie… minutę. Pierwsza akcja Śląska po straceniu gola zakończyła się bramką. Dino Stiglec wrzucił piłkę w pole karne gdzie wbiegł Rafał Makowski i pokonał głową Stipicę. To było szybkie. Śląsk nie mógł na trafienie Pogoni zareagować lepiej!

Czy ten gol podziałał na zespół Jacka Magiery mobilizująco? Na pewno grali lepiej niż w pierwszej połowie, ale głównie dlatego że gorzej się raczej nie dało. Pogoń wciąż dominowała, choć nie aż tak bardzo jak wcześniej. Ale niestety dla Śląska, gospodarze mieli coś innego. Konkrety. W 75 minucie akcję zrobili im rezerwowi. Kamil Grosicki posłał takie dośrodkowanie do Michała Kucharczyka, że ten znalazł się z piłką… metr przed bramką. Nie trafić nie mógł. Szczecinianie znów prowadzili.

Śląsk tym razem nie odpowiedział w minutę, ale nie znaczy to że nie próbowali. Nie tak szybko co prawda, ale ogólnie już tak. W 81 minucie pokonać Dante Stipicę mógł Erik Exposito. Hiszpan oddał strzał zza pola karnego i choć specjalistą w tej materii jest, to chorwacki golkiper odbił jego strzał. Czas uciekał nieubłaganie, a Śląsk znów miał kłopoty żeby cokolwiek wykreować. Pogoń broniła się znakomicie, a w doliczonym czasie gry Kucharczyk mógł ostatecznie dobić rywala. Miał dwie znakomite okazje, obie zmarnował. Ale to nic nie zmieniło. Śląsk po bardzo słabym w swoim wykonaniu meczu, przegrał 1:2.

Niestety po raz kolejny w ostatnich tygodniach, niewiele dobrego da się powiedzieć o Śląsku. Ustępowali rywalom dzisiaj we wszystkim. Kreatywności, pressingu, defensywie. Pierwsza połowa była absolutnym koszmarem. Prawdopodobnie najgorsza za kadencji Jacka Magiery. Tylu złych zagrań w przeciągu 45 minut dawno nie widzieliśmy. Druga tylko minimalnie lepsza. Pochwała za reakcję po pierwszym golu dla Pogoni, ale tak naprawdę tylko za to. Erik Exposito był odcięty, ale jeszcze gorsze jest to, że dostał żółtą kartkę. Czwartą w sezonie. Nie zagra zatem w następnym meczu.

Ten mecz WKS rozegra u siebie ze Stalą Mielec, która ostatnio przegrała 2 miesiące temu. Spotkanie to odbędzie się w sobotę 27 listopada o 15:00 na Stadionie Wrocław.

Pogoń Szczecin – Śląsk Wrocław 2:1

Gole:

1:0 – Luka Zahović 53’

1:1 – Rafał Makowski 54’

2:1 – Michał Kucharczyk 75’

Pogoń: Stipica – Bartkowski, Triantafyllopoulos, Zech, Mata – Jean Carlos (62. Grosicki), Dąbrowski, Kowalczyk (84. Drygas), Kozłowski (71. Łęgowski), Kurzawa (85. Parzyszek) – Zahović (71. Kucharczyk)

Śląsk: Putnocky – Bejger, Golla, Verdasca – Janasik, Makowski (62. Łyszczarz), Mączyński, Stiglec – Schwarz (84. Quintana), Sobota (62. Pich) – Exposito

Żółte kartki: Makowski, Exposito (Śląsk)

Sędzia: Paweł Raczkowski

Oceń publikację: + 1 + 4 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Co powinno powstać na skrzyżowaniu Awicenny, Mokronoskiej i Wiejskiej?



Oddanych głosów: 219