zamknij

Sport

Ukarani za minimalizm. Śląsk Wrocław przegrał z Arką Gdynia

2020-06-07, Autor: Bartosz Królikowski

Jeśli rywal jest słabszy to trzeba iść za ciosem i pewnie podkreślić przewagę golem. Piłkarze Śląska woleli jednak bardziej zachowawczą grę, co kosztowało ich punkty. Śląsk Wrocław przegrał na wyjeździe z Arką Gdynia 1:2.

Zawodnicy Śląska tylko wygraną w tym meczu mogli zapewnić sobie już w tej kolejce awans do górnej ósemki. Ich przewaga nad dziewiątym w tabeli Rakowem Częstochowa wyniosłaby wówczas 8 punktów, a do rozegrania zostałyby dwa mecze. W rozegranym tuż przed spotkaniem Arka-Śląsk starciu częstochowian z ŁKS-em padł remis 1:1. Oznaczało to, że podział punktów z gdynianami nie zapewniał Śląskowi awansu, bo w najgorszym dla wrocławian przypadku, Raków mógł na koniec rundy zasadniczej zrównać się z nimi punktami i wyprzedzić, dzięki lepszemu bilansowi meczów bezpośrednich. Porażka Śląska z Arką sprawiłaby, że do drużyn potencjalnie im zagrażających dołączyłoby też Zagłębie Lubin, również z uwagi na gorszy bilans Śląska z tym rywalem. Zawodnicy Vitezslava Lavicki tak czy inaczej byli w bardzo dobrej sytuacji, ale kropkę nad „i” trzeba było postawić.

Reklama

Początek meczu przebiegał dość spokojnie. Żadna drużyn nie chciała od razu szaleńczo rzucić się na rywala. Jednak w 10. Minucie potwierdziło się, że gdy piłka znajduje się w ich polu karnym, zawodnicy Arki walą na alarm i niespecjalnie wiele myślą, tylko chcą za wszelką cenę powstrzymać rywala. Robią to jednak tak, że kończy się to rzutami karnymi. W poprzednim meczu z Lechią sprokurowali dwa, a i tym razem Mateusz Młyński podciął Roberta Picha, co poskutkowało jedenastką. Tą natomiast podobnie jak w meczu z Rakowem, pewnie na gola zamienił Michał Chrapek. Jednak gospodarze mogli wyrównać już 4 minuty później. Wtedy to Oskar Zawada dostał świetne podanie ze środka pola, ale Matus Putnocky powstrzymał napastnika gdynian przed zdobyciem gola. Po tej sytuacji Śląsk zrobił to w czym w tym sezonie jest naprawdę dobry. Uspokoił grę i nie dopuszczał rywala zbyt blisko swojej bramki. Gdynianie próbowali głównie dośrodkowań na wysokiego Zawadę (193 cm wzrostu), ale te wrzutki albo były niecelne, albo łapał je Putnocky. Gdyby Śląsk potrafił nieco szybciej rozgrywać akcję, to szybko zdobyłby drugiego gola. Wszakże obrońcy Arki nawet przy minimalnym pressingu często mylili się przy wyprowadzaniu piłki, czego WKS jednak nie potrafił w pełni wykorzystać.

Dopiero ostatni kwadrans pierwszej połowy wniósł nieco ożywienia w ten mecz. W 32. Minucie zza pola karnego uderzył Chrapek, ale prosto w Steinborsa. W odpowiedzi Arce wreszcie wyszło dośrodkowanie, ale strzał Zawady był niecelny. Jednak zdecydowanie najbliżej był w 35. Minucie Przemysław Płacheta. Młody skrzydłowy Śląska odebrał piłkę Michałowi Nalepie, który nie wiadomo na co właściwie czekał, ale strzał Płachety pechowo odbił się tylko od słupka. Ten sam zawodnik miał jeszcze szansę na minutę przed końcem pierwszej części meczu. Po nieudanym rzucie rożnym Arki, Płacheta popędził z piłką w kontrataku, jeszcze raz udowadniając, że próżna nadzieja na triumf tych, którzy wejdą z nim w pojedynek biegowy. Zawodnik wrocławian zostawił daleko w tyle większość obrońców Arki i podał do Mączyńskiego, ale ten tak wolno zbierał się z oddaniem strzału, że defensorzy gdynian zdołali go zablokować. Na przerwę Śląsk schodził więc z jednobramkowym prowadzeniem.

Druga połowa do 82. Minuty nie zasłużyła żeby cokolwiek, jakiegokolwiek o niej napisać. Na boisku było 22 zawodników, sędzia i piłka. Tyle. Bez emocji, bez składnych akcji, bez konkretów. Tylko w 58. Minucie strzał Vejinovicia sprawił nieco problemów Putnockiemu. Reszta akcji była skutecznie neutralizowana w zarodku. Jednak we wspomnianej 82. Minucie obraz tego meczu bardzo się odmienił. Choć fani i zawodnicy Śląska, woleliby żeby to spotkanie było skrajnie beznadziejne do końca, jak się później okazało… .

Właśnie wtedy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego gola głową zdobył absolutnie niepilnowany w polu karnym Adam Danch, dając Arce wyrównanie. To trafienie niczym grom z jasnego nieba pobudziło obie drużyny, a w szczególności Arkę. Jednak to Śląsk w już trzy minuty później mógł zabić ich entuzjazm. Jakub Łabojko przepięknie złożył się do strzału przewrotką i tylko świetna interwencja Steinborsa, powstrzymała go przed zdobyciem najpiękniejszego gola w karierze, a i pewnie w całej kolejce. Potem jednak atakowała już tylko Arka. W 89. Minucie po kolejnym rożnym blisko dubletu był Danch, ale tym razem jego strzał został w ostatniej chwili wybity. Już 120 sekund później Vejinović potężnym strzałem sprawdził wytrzymałość poprzeczki bramki Śląska. We wrocławskich szeregach powiało katastrofą i ta nadeszła dosłownie w ostatniej chwili.

W 96. Minucie spotkania Arka wykonała kolejny rzut rożny, który obrońcy WKS-u pewnie zneutralizowali. Sędzia jednak po chwili zatrzymał grę i skorzystał z VAR-u. Okazało się, że Israel Puerto skiksował i wybił piłkę nie głową, a ręką. Arbiter Paweł Raczkowski podyktował rzut karny dla gospodarzy. Do piłki podszedł Vejinović, ale jego strzał obronił Putnocky! Niestety dla Śląska, futbolówka jak bumerang wróciła pod nogi Holendra, który przy dobitce nie dał już szans bezradnemu golkiperowi. Arka wyszła na prowadzenie, a WKS nie miał już czasu odrobić strat i w efekcie przegrał spotkanie 1:2.

Jednobramkowa przewaga w futbolu to prawie nic. Wystarczy czasami jeden błąd i już jej nie ma. Śląsk został okrutnie ukarany za minimalizm do granic. Wrocławianie wyszli z założenia, że Arka gra na tyle nieporadnie, iż wystarczy dobrze bronić i jakoś się dowiezie zwycięstwo. Do 82. Minuty mieli rację. Ale tylko do wtedy. Śląsk wiele razy w tym sezonie zapewniał sobie triumfy dobrze zorganizowaną grą w obronie. Tym razem trafiła jednak kosa na kamień. Nieporadność w ofensywie i zero kreatywności, w którymś meczu musiały pokarać. Jeden aktywny, niezwykle szybki Przemysław Płacheta to za mało.

Porażka z Arką sprawia, że Śląsk wciąż nie może być pewny awansu do ósemki. Jest co prawda bardzo blisko. Jedna zwycięstwo wrocławian, albo jeden choćby remis Rakowa Częstochowa i awans pewny. Tylko z kim wygrać z taką grą? Co osiągnąć w tej ósemce w takiej formie? Lepiej żeby piłkarze Śląska sami postawili sobie te pytania.

Następny mecz Śląsk rozegra już w środę 10 czerwca o 18:00, na wyjeździe z Wisłą Płock.

Arka Gdynia – Śląsk Wrocław 2:1

Gole:

0:1 – Michał Chrapek 12’(K)

1:1 – Adam Danch 82’

2:1 – Marko Vejinović 90+7’

Arka: Steinbors – Zbozień, Marić, Danch, Marciniak – Kopczyński (78. Jankowski), Nalepa, Samanes (46. Siemaszko), Vejinović, Młyński – Zawada (62. Skhirtladze)

Śląsk: Putnocky – Cotugno (76. Cotugno), Puerto, Tamas, Stiglec – Pich, Żivulić, Mączyński (71. Łabojko), Chrapek, Płacheta – Exposito (80. Bergier)

Żółte kartki: Siemaszko, Kopczyński (Arka) – Żivulić, Chrapek (Śląsk)

Sędzia: Paweł Raczkowski

Oceń publikację: + 1 + 4 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy uważasz, że kampania przed II turą wyborów prezydenckich była brutalna?




Oddanych głosów: 603