Sport

Upokorzeni. Śląsk - Jagiellonia Białystok 0:4 [RELACJA]

Klęska, kompromitacja, srogie lanie - trudno znaleźć odpowiednio mocne określenie, by podsumować występ Śląska Wrocław przeciwko Jagiellonii Białystok. Wrocławianie zagrali beznadziejny mecz i ulegli liderowi Ekstraklasy aż 0:4.

Reklama

Śląsk dostał w tym meczu tęgie lanie. Jagiellonia bezlitośnie obnażyła wszystkie braki zespołu, karcąc za błędy. Gdyby goście mieli lepiej ustawione celowniki, mogli wygrać to spotkanie nawet wyżej, a 0:4 to najniższy wymiar kary dla Śląska.

We wrocławskim zespole nie działało nic. Gdyby z trybuny Stadionu Wrocław zaprosić 11 kibiców i ubrać ich w stroje meczowe, gra zespołu wyglądałaby podobnie. Ot, co najwyżej amatorom szybciej zabrakłoby sił. W Śląsku szwankuje nawet tak oczywisty element, jak wzajemne zrozumienie w zespole i rozumienie, co należy grać i jak porozumiewać się z kolegami. Nie zliczymy, ile piłek zmarnował Śląsk przez brak komunikacji i zagrania zupełnie nie w tempo. Podobnie trudno byłoby policzyć sytuacje, w których podania były spóźnione lub zupełnie chybione. Brakowało też pomysłu na zorganizowanie ataku.

Zresztą, trudno marzyć o wykreowaniu zagrożenia pod bramką rywala, gdy dośrodkowuje się piłkę w trybuny lub próbuje się kiwać z rywalami licząc, że w zachwycie dla umiejętności rywal położy się na murawie. Gra Śląska w tym meczu była improwizacją, śladów myśli taktycznej próżno w niej szukać.

Trener Mariusz Rumak spróbował nieco zaskoczyć Jagiellonię, rzucając do boju w pierwszym składzie Joana Romana i Bence Mervo. Inną zmianę wprowadził w obronie: jej prawą flankę obsadził Paweł Zieliński, zastępując Mariusza Pawelca. Ale te przetasowania zdały się psu na budę. Jagiellonia we Wrocławiu robiła, co chciała od pierwszej minuty. Goście grali agresywnie, mogła się podobać płynność w ich grze i przemyślane ataki. I już w 9. minucie objęli prowadzenie: Przemysław Frankowski ograł Laszę Dwalego w polu karnym i bez problemów pokonał Mariusza Pawełka.

Szybko stracony gol nie obudził Śląska, wręcz przeciwnie - wrocławianie nadal grali tak, jakby przed meczem ktoś przywiązał im do butów betonowe bloczki. Nie istniał praktycznie środek pola Śląska. Ryota Morioka błąkał się po boisku, rażąc brakiem produktywności. Filipe i Ostoja Stjepanović przegrywali walkę z zawodnikami Jagi, nie będąc w stanie zagrać żadnej dobrej piłki do przodu. Joan Roman miotał się na skrzydłach, ale sam nie był w stanie wiele wskórać.

Efekt łatwo przewidzieć. W 19. minucie drugiego gola dołożył Frankowski, kończąc zamieszanie pod bramką Śląska. W tej akcji Mariusz Pawełek wyszedł z bramki aż na 11 metr, próbując wyłuskać piłkę spod nóg rywala. Jego koledzy z obrony głównie się przyglądali temu, co dzieje się pod ich nosem. Efekt? 2:0 dla gości.

Można było mieć nadzieję, że po przerwie Śląsk weźmie się w garść. Nic bardziej mylnego - festiwal bezradności gospodarzy trwał w najlepsze, a goście szybko dołożyli gola. W 50. minucie wynik meczu podwyższył Konstantin Vassiliew. W tym momencie stało się jasne, że Śląsk zdobędzie choćby punkt tylko wtedy, gdy goście okażą miłosierdzie i poddadzą mecz walkowerem.

Trener Mariusz Rumak próbował potrząsnąć zespołem, wprowadzając rezerwowych: Kamila Dankowskiego i Mario Engelsa. Jeszcze w przerwie zrezygnował z Bence Mervo, zastępując go Sito Rierą. Terapia rezerwowymi nie przyniosła jednak efektów. Śląsk nadal bił się z własną niemocą. Jego akcje w ataku można porównać do prób zestrzelenia myśliwca z procy. A kibice jasno dali do zrozumienia, co myślą o tego typu widowisku, gwiżdżąc na wrocławskich piłkarzy.

Goście, mając trzy bramki przewagi i bezradnego rywala przed sobą, spokojnie kontrolowali przebieg spotkania. Próbowali też zadać kolejny cios. W 70. minucie Jacek Góralski huknął w poprzeczkę, tym jednym strzałem dając swojej drużynie więcej niż jego odpowiednicy w Śląsku, Ostoja Stjepanović i Filipe dali przez całe spotkanie. A już w doliczonym czasie gry goście ponownie cieszyli się z gola: na 4:0 dla Jagiellonii wynik spotkania podwyższył Taras Romanczuk.

Śląsk w tym meczu nie pokazał dobrej gry choćby przez minutę. To, co raziło najbardziej, to brak woli walki u większości piłkarzy, a także frustrację wywołaną przez niemoc. Trudno też oprzeć się wrażeniu, że w Śląsku jest poważny problem z komunikacją, bo drużynę tworzą w większości obcokrajowcy - do tego będący nowi w klubie. Jagiellonia bezbłędnie obnażyła te braki Śląska, prezentując się o klasę lepiej w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła.

Śląsk Wrocław - Jagiellonia Białystok 0:4 (0:2)
Bramki: Frankowski (9., 18.), Vassiliew (50.), Romanczuk (90.).

Śląsk Wrocław: Pawełek - Zieliński, Celeban, Kokoszka, Dwali (50. Dankowski) - Alvarinho, Filipe, Stjepanović, Morioka, Joan Roman (53. Engels) - Mervo (46. Riera).
Jagiellonia Białystok: Węglarz - Grzyb, Runje, Guti, Tomasik - Frankowski (90. Burliga), Góralski, Romanczuk, Vassiliev (88. Mystkowski), Chomenczowskyj - Świderski (69. Górski).

Żółte kartki: Morioka, Zieliński - Guti.
Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork).

Widzów: ok. 11 tys.

Zobacz galerię

Oceń publikację: + 1 + 2 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jak powinniśmy świętować 11 listopada?





Oddanych głosów: 1060