Kultura

W ustach mamy granaty

2010-04-22, Autor: PK

Jestem strzał w dziesiątkę a ty przykro mi niewypał.

Zanim mnie obrazisz to mamusi swej zapytaj.

Reklama

Było eklektycznie ale tym przypadku to nic nowego. Sala półciemna a w niej dziesiątki par uszu głodnych dźwięków tworzonych przez FiszaEmade. Celowo nie wymieniam tutaj Dj'a Eproma, który znalazł się w gronie braci jakby trochę na dokładkę ale o tym później.

 

Jeżeli publika głodna to publika chłodna to tym razem nikt ze zgromadzonych słuchaczy nie był nastawiony na oczekiwanie koncertowe gdyż standardowo klimatyzacja w Bezsenności pracowała jakby na zwolnionych obrotach wtłaczając gorące powietrze do środka mimowolnie budując w lokalu atmosferę gorącego przyjęcia.

 

Publiczność rozgrzewana przed występem Fisza i Emade miała możliwość poznania dźwięków wydobywających się spod ręki Eproma. Stałem, słuchałem i jedna myśl przebijała się na miejsce pierwsze: albo to wielka odwaga albo stąpanie po bardzo cienkim lodzie gdyż Eprom raz po raz serwował koktajl dźwięków złożony z samej klasyki bo jak inaczej nazwać fragmenty z kawałków takich wykonawców jak: A Tribe Called Quest, GrandMaster Flash,The Roots czy też DJ'a Shadowa i jego najpiękniejszej wręcz dziejowej płyty ostatniego dwudziestolecia czyli "Entroducing".

 

I kiedy większość zgromadzonych podnosiła ręce w zachwycie machając w lewo-prawo do rytmu piosenki "The Seed" autorstwa The Roots doznałem oświecenia gdyż zdałem sobie sprawę, że Eprom przemyca do uszu nastolatków, których mrowie nawiedziło tego wieczoru Bezsenność klasykę, która ukształtowała już wiele uszu.

 

Do pełni mojego przekonania dotarł również fakt, ze Eprom już 28 kwietnia będzie supportował w Białymstoku samego DJ'a Krusha co tylko podnosi atmosferę i wpływa na fakt postrzegania Eproma jako prawdziwej gwiazdy koncertu, o którym teraz czytacie. Fisz i Emade na scenie pojawili się gdy w głośnikach rozbrzmiewał "Fight For Your Right" Beastie Boys.

 

I nagle zrobiło się głośno a publiczność zgromadzona w rogach sali i zakątkach niedostępnych do tej pory dla oczu zaczęła szybkim krokiem zmierzać ku scenie, na której pojawił się Pan Fisz, Pan Emade zgodnie z zapowiedziami ze swoimi krzywymi paluchami oraz Pan Eprom, który od dłuższego czasu wykonywał dobrą robotę, o której jutro niewielu pamiętać będzie.

 

".. kończyłem na ławce rezerwowych, starałem się, by wstydu nie narobić.."

 

Bo czas na myśl pierwszą i skojarzenia bezcenne - w momencie pojawienia się Fisza na scenie (w dość gustownym kaszkiecie sprawnie ukrywającym niedostatki owłosienia w górnych częściach czaszki) okazało się, że powtarzanie jak mantry słów kawałków z ostatniej płyty braci zatytułowanej "Heavy Metal" stało się ważniejsze od samego koncertu, który sam w sobie już od dawna przestał być terminem oczekiwanym ze zniecierpliwieniem by łatwo stać się momentem, w którym warto dobrze się pokazać, warto być.

 

I kłamałbym gdybym powiedział, że muzyka Fisza wcale do mnie nie docierała - wręcz przeciwnie koncerty jakie pojawiały się w ramach jego projektu solowego jak i występów wraz z Tworzywem Sztucznym pozwoliły mi na wyrobienie własnego zdania a obserwacje publiczności dały prosty wniosek - wraz z każdorazowym pobytem Fisza we Wrocławiu jego publiczność pojawiająca się na koncertach liczy sobie coraz mniej wiosen.

 

Ale powróćmy do koncertu, w którym cztery pionowe rzędy reflektorów pulsujących w rytm bitów ułatwiały mocno sprawę bo łatwo wskazywały na aplauzł w danym momencie.

 

A ja klaskać nie chcę kiedy trzeba - a ja klaskać nie będę.

 

"..sekretarki chcą mieć Orlando Bloom rozbierać go i lizać, lizać mu mózg.."

 

I choć trudno zidentyfikować w ciemnej sali sekretarkę to nie ulega wątpliwości, że nadając braciom Waglewskim kryptonim Orlando Bloom wiele osób zgromadzony w Bezsenności chciałoby postąpić zgodnie z treścią śródtytułu z prostej przyczyny: twórczość Fisza od strony merytorycznej jest melorecytacją układającą się w logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy.

 

To skojarzenia, to bezlitosne riposty to rozpoznawalność porównywalna z największymi osobowościami wszelakich stron życia IV RP. Jeżeli flow czyli płynne przejście między wersami, odpowiednie wpasowanie w beat oraz odpowiedni balans głosem w odpowiednim momencie jest miarą rozpoznawalności to słowa wydobywające się z ust Fisza są tak rozpoznawalne jak akcent profesora Miodka czy też stoczniowe opowieści Lecha Wałęsy.

 

"....skurcz serca ściska ci przełyk.."

 

A dreszcz nadal przechodzi przez plecy. Bo utwór "Szef kuchni" to według mnie jeden z lepszych utworów popełnionych przez braci Waglewskich. A jeśli mówimy o całokształcie koncertu to aranże wychodzące poniekąd spod rąk Eproma i Emade były w większości trafne choć mam dziwne wrażenie, iż jakikolwiek dźwięk wydobyłby się ze sprzętu nagłaśniającego koncert w Bezsenności i tak byłyby uznany za jakość samą w sobie.

 

I by nie być zrozumianym źle wyjaśniam: marka jaką na rodzimym rynku muzycznym kojarzona jest z osobami Fisza i Emade jest gwarantem dźwięków z najwyższej półki - to wrażenia dla uszu słuchaczy w pełni przemyślane prze autora - tutaj jest miejsce na improwizację jest miejsce na poszukiwania, które w tym przypadku wychodzą tylko in plus.

 

"..instynkt masz nagi jak Stone Sharon.."

 

Okazało się, że lider całego wystąpienia - Fisz potrafił dzielić się splendorem jak nikt inny tego wieczoru - gdy tylko popisy Eproma przy współpracy z Emade wychodziły na plan pierwszy widzieliśmy, on sam momentalnie usuwał się w cień by pełne pole dźwiękowego manewru oddać swoim kompanom.

 

Jeśli to jest miara artysty to bez wątpienia Fisz w dowolnych konfiguracjach powinien wracać do naszego miasta.

 

"..nie potrzebny mi ochraniarz, żaden Kevin Costner.."

 

Bo Fisz, Emade i DJ Eprom obronili się sami. I śmiało można powiedzieć, że każdy z twórców podczas swojego indywidualnego wystąpienia tudzież setu potrafiłby udokumentować swoje umiejętności poprzez dźwięki. Nie podlega jednak dyskusji, że przydomek Fisz umoczony w soulfunkowojazzowych aranżach krzyczy nadal z plakatów, którymi ozdobiony był Wrocław i nadal powoduje szybsze bicie serca. 

 

 

- tytuł, zapowiedź tekstu jak i śródtytuły zostały zaczerpnięte z twórczości autorstawa duetu Fisz&Emade.

 

 

 

 

 

 

Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jak powinniśmy świętować 11 listopada?





Oddanych głosów: 1090