Kultura

Widzieliśmy wyjątkową animację, która powstała we Wrocławiu. W sobotę premiera

2017-09-26, Autor: Michał Hernes

„Twój Vincent” to wyjątkowy filmowy projekt, obok którego trudno było mi przejść obojętnie. Tak mocno zachwycił mnie w warstwie wizualnej, że przymknąłem oko na jego wady.

Reklama

30 września 2017 roku w Dolnośląskim Centrum Filmowym odbędzie się polska premiera  filmu "Twój Vincent" (za granicą "Loving Vincent"), opowiadającego historię życia i śmierci Vincenta Van Gogha. To pierwszy w historii światowej kinematografii pełnometrażowy film animowany, który został w całości... namalowany. Na ekrany polskich kin trafi 6 października.

Chciałbym napisać, że to jeden z pięciu albo sześciu filmów w historii kina, o których mogę śmiało powiedzieć, że zalicza się do najpiękniejszych filmowych produkcji. Niestety, mam z tym problem. Sama warstwa wizualna to dla mnie za mało. Żeby film mnie zachwycił i oczarował, obraz musi współgrać z obrazem i muzyką. Na papierze „Twój Vincent” spełnia te kryteria – wszak współautorem scenariusza jest pisarz Jacek Dehnel, a muzykę skomponował Clint Mansell (znany z muzyki m.in. do „Requiem dla snu” i „Czarnego łabędzia”). Moje wątpliwości budzi to, że podobno niewiele w filmie zostało ze scenariusza Dehnela, a warstwa muzyczna nie porwała mnie równie mocno, jak najlepsze dokonania tego kompozytora.

Mimo wszystko doceniam trud, pot i wysiłek twórców i to, ile serca zostawiono na planie tego filmu. W tym szaleństwie tkwi metoda. Podziwiam mrówczą pracę rysowników. Zwłaszcza, że ponoć nie wszyscy wytrzymywali ten wysiłek i kilku z nich zrezygnowało. Tym bardziej trzymam kciuki za sukces „Twojego Vincenta”. Szczególnie, że może on być sygnałem dla innych twórców i producentów, że warto iść tą drogą.

„Twój Vincent” to  nowatorskie i skomplikowane przedsięwzięcie. Powstawał - we Wrocławiu, Gdańsku, Londynie i Atenach - prawie 4 lata. Łączy tradycyjne malarstwo, sztukę animacji i aktorstwo z najnowocześniejszymi technikami multimedialnymi, graficznymi i komputerowymi. Wszystkie ujęcia, 65 tysięcy klatek, wykonano techniką malarstwa olejnego.

Oprócz ekipy realizatorów, animatorów i aktorów, przy filmie pracowało 125 malarzy, w większości absolwentów Akademii Sztuk Pięknych, w tym wielu młodych wrocławskich artystów. Malowali poszczególne sceny dokładnie tak jak Van Gogh. Wszystkie filmowe obrazy, w tym oryginalne dzieła Van Gogha, ożywały i przeradzały się w film dzięki unikatowej technologii PAWS (Painting Animation Work Station), łączącej tradycyjne malarstwo z animacją.

Film wyreżyserowali Dorota Kobiela, malarka i pomysłodawczyni projektu oraz Hugh Welchman, zdobywca Oscara za najlepszy film animowany „Piotruś i wilk” w 2008 roku. Producentami są polska firma BreakThru Productions (założona przez Welchmana), mająca na swoim koncie wiele nagród za animacje na najważniejszych światowych festiwalach oraz Trademark Films, która za filmy otrzymała już 9 Oscarów i 26 nominacji do Nagród Amerykańskiej Akademii.

W premierze wezmą udział twórcy i koproducenci filmu, wśród których są Miasto Wrocław, Centrum Technologii Audiowizualnych i Dolnośląski Fundusz Filmowy (Odra-Film).

30 września zostanie również otwarta w Galerii Kino na parterze DCF-u wystawa części obrazów malowanych na potrzeby filmu. Dla widzów i mieszkańców będzie dostępna do 20 października w godzinach pracy kina, czyli od godziny 11 do 20. Wstęp bezpłatny.

Już pierwsza światowa premiera, która odbyła się 13 czerwca na prestiżowym Międzynarodowym Festiwalu Animacji we francuskim Annecy, przyniosła filmowi nagrodę publiczności. Zaraz potem przyznano mu główną nagrodę na Festiwalu Filmowym w Szanghaju. Był już prezentowany na wrocławskim MFF T-Mobile Nowe Horyzonty oraz na  42. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni jako film otwarcia.

Film trafi na ekrany kin w blisko 140 krajach. Amerykańska premiera odbyła się 22 września w Nowym Jorku.
Powtórzę – podziwiam odwagę twórców tej produkcji i sposób, w jaki myślą obrazami. Szkoda, że równie wielkiej wagi nie przyłożyli do historii i bohaterów. Nie pokochałem ich tak, jak tego chciałem.

Być może Kobiela i Welchman nie potrafią czytać książek i scenariuszy bez wizualizowania ich sobie i wyobrażania sobie, jakimi byłyby filmami. Szkoda, że tak mocno zatracają się w obrazach, że trochę zapominają o tym, jak ważne są właśnie historia i bohaterowie. Mimo wszystko warto wyruszyć z nimi w przepiękną podróż śladami Vincenta Van Gogha.



Oceń publikację: + 1 + 3 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy nazwanie tramwaju imieniem Krzysztofa Balawejdera to dobry pomysł?



Oddanych głosów: 1393