zamknij

Kultura

Więcej niż tylko słowa. Teatr faktu w Instytucie Grotowskiego

2019-03-17, Autor: Michał Hernes

Wbrew obawom nie rozczarował mnie przegląd teatru dokumentalnego w Instytucie Grotowskiego. Zastanawiałem się, czy twórcy spektakli poradzą sobie z teatrem faktu, który jest w Polsce mało znany i rzadko wystawiany. Na szczęście wypowiadane w tych spektaklach słowa nie okazały się jedynie pustymi ideami.

– Zestawienie słów „fakt” i „teatr” brzmi w naszych czasach jak sprzeczność – mówi opiekun artystyczny projektu, Krzysztof Kopka. – Fakt jednak od zawsze tkwi w samym sercu spektaklu, który był i jest opowieścią o czyimś życiu. Ta opowieść jest czasami prosta, czasami złożona, rozbrzmiewa wieloma głosami, które potrafią się ze sobą spierać i sobie zaprzeczać, zadziwia wciąż nieprzewidywalnością i autentycznością – dodaje.

Reklama

– Podczas przeglądu królować będzie słowo żywe, potoczne, nagrane i spisane podczas dziesiątek godzin wywiadów z osobami opowiadającymi piękne i okropne historie – zapowiadał Kopka.

Jak pisał słynny reżyser i teoretyk teatru Peter Brook: „słowo jest niczym rękawiczka – przedmiot nieożywiony, który można oglądać na wystawie, czy nawet w muzeum. Życie nadaje mu włożona do środka dłoń – wszystkie odcienie życia, od banału po wzniosłość”.

Brook słusznie zauważył, że jeśli twórcy traktują to co zostało ujęte w słowa jako mapę i ściśle się jej trzymają, może się okazać, że ta droga prowadzi donikąd. Dlatego obawiałem się, że na przeglądzie teatru faktu usłyszę tylko piękne słowa.

Tymczasem – jak pisał Brook – słowo może być też magnesem i wydobyć na powierzchnię materiał tkwiący dotąd w nieświadomości. Odnoszę wrażenie, że właśnie to miało miejsce w trakcie prac nad spektaklem „Nowi” w reżyserii Jakuba Tabisza, w którym mieszkający we Wrocławiu młodzi Ukraińscy wcielili się w ekspertów opowiadających swoje historie i dzielących się swoimi refleksjami. Równie przejmujące były pauzy, krótkie chwile ciszy, które nadawały spektaklowi jeszcze większej siły i autentyczności. O spektaklu więcej pisaliśmy tutaj.

Z siłą słów, które nie przemawiają przecież same, zetknąłem się także podczas oglądania spektaklu „Co po nas zostaje”. Jego twórcy, Martyna MatoliniecAleksander Maciejczyk, inspirowali się i bazowali na prawdziwych historiach z życia Stanisława MaciejczykaZofii Dudek - Daśko, próbując przejrzeć się w ich obrazie jak w lustrze. Autorzy spektaklu, bazując na wspomnieniach, mieszali rzeczywistość z nieodłączną potrzebą zrozumienia przeszłości. Zadali pytanie, jak zapisujemy się w pamięci i co w niej pozostaje.

Sukces ich spektaklu wynika z tego, że tymi historiami zajęli się empatyczni artyści z pomysłem na to, jak przełożyć wspomnienia na język teatru. Młodzi twórcy zaufali swojej intuicji i konsekwentnie podążali tropem swoich pomysłów, dzięki czemu rezultat nie był jedynie recytacją tekstu. Cieszy mnie, że Martyna Matoliniec i Aleksander Maciejczyk wybrali własną drogę i bardzo ciekawą formę.

Właśnie dlatego „Co po nas pozostaje” przemówiło do mnie równie mocno co „Pamiętnik” w reżyserii Jolanty Sakowskiej – przejmujący monodram będący czytaniem tytułowego pamiętnika nieżyjącej osoby, odkrywaniem jej przeszłości, próbą zrozumienia i przeżycia jej drogi życiowej.

Bezpretensjonalnym powiewem świeżości była dla mnie natomiast „TanGala” Roberta Traczyka – świetny przykład tego, że teatr ma charakter wspólnotowy i nie powstaje w odosobnieniu. Jego scenariusz powstał na podstawie wywiadów przeprowadzonych z polskimi tancerzami Lindy Hop, których można było zobaczyć na scenie. Taneczna rodzina przeniosła się więc na deski teatru, tworząc rodzinę taneczno- teatralną i zapraszając do niej publiczność.

Ten pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę i tańczący aktorzy zaimponowali mi nie tylko umiejętnościami tanecznymi – przede wszystkim wnieśli do spektaklu bardzo dużo pozytywnej energii i odgrywali m.in. komiczne scenki z przymrużeniem oka. Nie dziwię się, że Robert Traczyk postanowił włączyć to do „TanzGali”. O spektaklu więcej pisaliśmy tutaj.

Najmocniejszy spektakl wystawiono jednak na sam koniec. Marcin Zabielski, reżyser „Instrukcji montowania dzieci” zaprosił publiczność  do wspólnego pisania wielobarwnej instrukcji obsługi. – Chcemy podzielić się z tobą historiami, które przewietrzyły pokłady naszej wrażliwości i wpuściły magiczny pył zrozumienia do zamkniętych w puszce wspomnień – napisano w zapowiedzi przeglądu.

Właśnie w tym spektaklu z pełną mocą objawiła mi się siła teatru dokumentalnego – za sprawą spontanicznych fraz, które rodziły się zarówno w toku powstawania tekstu i rozmów z pierwowzorami bohaterów, jak i w czasie dyskusji z publicznością.

W trakcie oglądania „Instrukcji montowania dzieci” odniosłem wrażenie, że obcowałem z mową nie literacką i teatralną, tylko zwykłą i przez to bardziej autentyczną. Dodatkowo aktorzy wypowiadali słowa tak, że w nich rezonowały. Pauzy aktorów również miały w sobie wielką moc. Efekt był intrygujący i przejmujący.

Cieszę się, że w Instytucie Grotowskiego miał miejsce przeglądu „Teatr na faktach” i czekam na więcej.

Oceń publikację: + 1 + 6 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy Śląsk Wrocław utrzyma się w ekstraklasie?




Oddanych głosów: 115