zamknij

Sport

Wszędzie dobrze ale w domu… najgorzej? Śląsk poległ w starciu z GTK

2019-11-17, Autor: Bartosz Królikowski

Kolejny mecz w Orbicie i znów rozczarowanie. Koszykarski Śląsk Wrocław przegrał niespodziewanie z GTK Gliwice 81:84. Wrocławianie zagrali bardzo przeciętne spotkanie i ponieśli zasłużoną porażkę, która jest już czwartą z rzędu przegraną na własnym parkiecie.

Trudno wytłumaczyć, dlaczego wrocławianie tyle razy w tym sezonie, po każdym niemal udanym okresie w meczu zaliczali zjazd. Szczególnie często zdarzało się to w meczach na Hali Orbita. Kosztowało ich to zarówno poprzedni mecz z Treflem Sopot, jak i kilka wcześniejszych. GTK Gliwice to rywal z niższej półki, więc koszykarze z Wrocławia chcieli się w tym spotkaniu przełamać.

Reklama

Na początku pierwszej kwarty zawodnicy Śląska razili nieskutecznością. Pozwoliło to gościom szybko odskoczyć na pięć punktów, a gospodarze przez pierwsze cztery i pół minuty rzucili ledwie 4 punkty. Przebudzenie przyszło, na szczęście, dość szybko. Za odrabianie strat wziął się przede wszystkim Devoe Joseph, którego celne rzuty przyczyniły się do tego, że Śląsk doprowadził do remisu. Udało się to wrocławianom pomimo słabej skuteczności w rzutach wolnych (2/6). Końcówka kwarty to znów lepsza gra gliwiczan, którzy wygrali ją 22:18.

Druga kwarta przebiegła pod pełne dyktando gości z Gliwic. Śląsk znów raził nieskutecznością, która była spowodowana dobrą, agresywną obroną GTK. Defensywa wrocławian taka efektywna już, niestety, nie była. Dużo problemów sprawiali im szczególności Brandon Tabb (12 pkt) i Duke Mondy (9pkt), którzy raz za razem rozmontowywali obronę gospodarzy. Gospodarze zawodzili w rzutach wolnych (50% skuteczności), a zespołowi brakowało wyraźnego lidera. Goście wyglądali też lepiej w zbiórkach (25, przy 16 wrocławian). Wszystkie te czynniki złożyły się na to, że po pierwszej połowie Śląsk przegrywał 36:48.

Po przerwie kibice z Wrocławia liczyli na odmianę gry swoich ulubieńców. Próżne były to jednak nadzieje, gdyż trzecia kwarta niczego zbytnio nie zmieniła. Skuteczność rzutów z gry wrocławian wciąż stała na zbyt niskim poziomie, by myśleć o odrabianiu strat. Co więcej, w barwach gości wciąż bardzo dobrze grał Brandon Tabb, który był dla GTK liderem, jakiego brakowało u gospodarzy. Przed ostatnią kwartą nadziei Śląsk przegrywał 55:65.

Niestety, przez długi czas zanosiło się, że zawodnicy trenera Andrzeja Adamka nie wykorzystają ostatecznej szansy jaka im pozostała. GTK nie grało wielkiego meczu, ale i tak było wyraźnie lepsze. Widać to było szczególnie pod koszem –  nawet gdy gliwiczanie nie trafiali swoich rzutów, to często potrafili ponownie przejąć piłkę, eliminując kontrataki gospodarzy. Celność rzutów Śląska była niezmiennie bardzo przeciętna, a składne, szybkie akcje zdarzały im się za rzadko.

Pod koniec meczu niemal zdarzył się cud. Pomimo, iż na minutę przed końcem wrocławianie przegrywali dziesięcioma punktami, na osiem sekund przed końcem spotkania udało im się zniwelować stratę do ledwie trzech „oczek”. Niestety, nie udało im się rzucić dającej dogrywkę trójki. Kolejna domowa porażka w tym sezonie, tym razem 81:84 stała się faktem.

Zwycięstwo GTK trzeba uznać za bardzo niemiłą dla fanów Śląska niespodziankę. Hala Orbita wciąż nie została odczarowana, mimo iż rywal w teorii nie był zbyt wymagający. Śląskowi zabrakło lidera, który poprowadziłby drużynę i dał impuls do lepszej gry. Szczególnie w obronie wrocławianie grali często bardzo apatycznie, co widać chociażby po zbiórkach, w których przegrali 32:46, z czego aż 17 rywale wywalczyli w ataku. Bardzo słaba była też skuteczność. Tego nie brakowało z kolei Brandonowi Tabbowi, który rzucił aż 28 punktów i był czynnikiem, który przechylił szalę zwycięstwa na korzyść gliwiczan.

Mecze domowe znów zakończyły się źle dla Śląska. Po dwóch udanych wyjazdach, przyszły dwie porażki we Wrocławiu i to bardzo martwi. Przegrana z gliwiczanami oznacza, że zawodnicy trenera Adamka pozostaną na dziesiątym miejscu w tabeli. Teraz koszykarzy z Wrocławia czeka wyjazd, i to najtrudniejszy z możliwych, bowiem na boisko mistrza Polski – Anwilu Włocławek. Spotkanie to odbędzie się w niedzielę 24 listopada o godz. 17:30.

Powiedzieli po meczu:

Andrzej Adamek (trener Śląska): Nasi rywale pokonali nas dzisiaj charakterem i wolą walki, czego im gratuluję. Szczególnie pod koszem walczyli o każdą piłkę, a nam tego dziś zabrakło. Trudno mi określić, dlaczego u siebie gramy dużo gorzej niż na wyjeździe. Będziemy musieli spokojnie porozmawiać z każdym z zawodników, by znaleźć rozwiązanie.

Michał Gabiński (kapitan Śląska): Nie może tak być, że przegrywamy 17 piłek pod koszem. To nie jest kwestia założeń taktycznych. Polegliśmy w tym meczu w sercu, ale pod koniec pokazaliśmy charakter, co daje nam nadzieję na przyszłość.

Paweł Turkiewicz (trener GTK): Cieszymy się ze zwycięstwa, ale będziemy analizować to spotkanie. W końcówce zabrakło nam koncentracji, przez co niemal wypuściliśmy triumf z rąk. Byliśmy jednak mocno zdeterminowani, by odnieść zwycięstwo i to nam się udało.

Śląsk Wrocław – GTK Gliwice 81:84

Śląsk: Joseph 12, Dziewa 6, Wojciechowski 9, Gabiński 8, Łączyński 17 oraz Dorn 10, Gibson 3, Musiał 0, Jodłowski 0, Humphrey 5, Kulon 0, Chrabascz 6

Trener: Andrzej Adamek

GTK: Tabb 28, Mondy 15, Furstinger 15, Diduszko 2, Henson 6 oraz Mijović 14, Szlachetka 0, Hałas 0, Radwański 0, Wąsik 0, Słupiński 4, Radoń 0

Trener: Paweł Turkiewicz.

Oceń publikację: + 1 + 1 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy urzędnicy powinni zarabiać więcej?





Oddanych głosów: 173