zamknij

Sport

Wywalczyć jak najlepszą pozycję przed walką w grupie. Śląsk Wrocław podejmuje ŁKS

2020-06-14, Autor: Bartosz Królikowski

Przed nami ostatni akord rundy zasadniczej. Mecze 30. kolejki zadecydują ostatecznie o kształcie tabeli, która potem podzieli się na grupę spadkową i mistrzowską. Śląsk jest już pewien występów w elicie, a spotkanie z ŁKS-em Łódź, ma ustawić ich w jeszcze lepszej pozycji do walki o ligowe podium.

Ten sezon w PKO Ekstraklasie jest nieco wyjątkowy. Jeszcze przed ostatnią kolejką znamy pełny podział na górną i dolną ósemkę, co w poprzednich latach praktycznie się nie zdarzało. Nie oznacza to jednak, że mecz z ŁKS-em jest dla Śląska bez znaczenia. Jeśli zawodnicy Vitezslava Lavicki poważnie myślą o grze w europejskich pucharach, potrzebują jak największej ilości punktów, bo w grupie mistrzowskiej wszystkie mecze będą wyjątkowo trudne. Szczególnie że tabela jest bardzo płaska. WKS, choć obecnie trzeci w tabeli, przy porażce z łodzianami, może skończyć rundę zasadniczą nawet siódmy. Zwycięstwo natomiast dałoby im szansę doskoczenia do drugiego Piasta Gliwice na zaledwie 1 punkt (o ile gliwiczanie przegrają z Jagiellonią Białystok).

Reklama

Jest też jeszcze jedna ważna kwestia. Zespoły, które ukończą rundę zasadniczą na miejscach 1-4, będą grały w grupie mistrzowskiej 4 mecze u siebie, a 3 na wyjeździe. Z kolei te z miejsc 5-8 na odwrót. Od 19 czerwca, czyli dnia rozpoczęcia pierwszej kolejki po podziale, każdy stadion w PKO Ekstraklasie będzie mógł zostać w 25% wypełniony kibicami. To z kolei sprawia, że nieco zatracony bez publiczności atut własnego boiska, może powrócić. Stadion Wrocław jest bardzo duży, więc w porównaniu z wieloma klubami Ekstraklasy, Śląsk mógłby liczyć na sporą liczbę fanów na trybunach.

W ostatnim meczu z Wisłą Płock zobaczyliśmy dwie twarze Śląska. Przez 70 minut, oglądaliśmy ciemną stronę WKS-u. Tą z bojaźliwą grą, brakiem jakiegokolwiek przyspieszenia z co najwyżej nieudolnymi próbami budowy składnej akcji. Drużynę, która nie potrafi udowodnić rywalowi, że jest lepsza i prowokuje go do strzelania goli. Natomiast w ostatnich 20 minutach starcia, ujrzeliśmy taki Śląsk, jaki będzie miał szansę wywalczyć europejskie puchary. Wystarczyło jedno rozegranie gry na 1-2 kontakty między Dino Stiglecem, Michałem ChrapkiemRobertem Pichem, aby ten ostatni pięknym strzałem wyrównał wynik meczu na 1:1. Nie twierdzę tu, że ta ostatnia część meczu była idealna, bo nie była. Jednak wrocławianie potrafili wreszcie przejąć realną kontrolę nad spotkaniem, polegającą na przejściu do ofensywy i pokazaniu, że naprawdę chcą wygrać. W końcu nie była to tylko i wyłącznie pozorna kontrola, czyli posiadanie piłki, ale kopanie głównie do boku lub do tyłu. Tylko odpowiedni balans między obroną, a atakiem, pozwoli Śląskowi osiągnąć coś w grupie mistrzowskiej. Do tego oczywiście wciąż jest potrzebny znaczny progres w grze. WKS w żadnym z dotychczasowych meczów po przerwie nie porwał, a rywalami były zespoły po prostu słabsze. Raków Częstochowa, Wisła Płock, czy przede wszystkim Arka Gdynia. Żadna z tych drużyn nie zagra w górnej ósemce. Nie inaczej będzie w przypadku ostatniego przeciwnika Śląska w rundzie zasadniczej.

Powiedzieć że aktualna sytuacja ŁKS-u w lidze jest zła, to mniej więcej tak jakby stwierdzić, że na Saharze jest tylko troszeczkę ciepło. Niby się zgadza, ale w żaden sposób nie oddaje pełni sytuacji. Łodzianie obecnie są na samym dnie tabeli, do ostatniej bezpiecznej pozycji tracą 13 punktów, a w ostatnich 5 meczach zdobyli tylko 1 punkt i to głównie dlatego, że Raków Częstochowa był nieskuteczny. Plan awaryjny, jakim było zastąpienie w przerwie koronawirusowej trenera Kazimierza Moskala, Wojciechem Stawowym póki co kompletnie nie działa. ŁKS gra jeszcze gorzej niż przedtem, a domowa porażka 0:3 z także słabiutką ostatnio Jagiellonią, obnażyła łódzki zespół w pełni. Nie owijając w bawełnę, oni po prostu potrzebują cudu. Nie dość że sami musieliby poprawić swoją grę o dwa poziomy, to jeszcze potrzebują aż trzech drużyn, które posypią się kompletnie. O ile w przypadku Arki Gdynia i Korony Kielce jest to możliwe, bo oni mają bardzo słabe kadry, tak Wisła Kraków, czy w szczególności drużyny powyżej 13. Miejsca, będą walczyć o spokój jak wściekłe i tej jakości mają na pewno więcej.

Tylko że w tym aspekcie jest pies pogrzebany dla ŁKS-u. Umiejętności czysto piłkarskie. Łodzianie mieli w całym tym sezonie dwóch zawodników, których można było nazwać liderami ofensywy. Hiszpana Daniego Ramireza i młodego skrzydłowego Piotra Pyrdoła. Obaj już zimą zostali sprzedani kolejno do Lecha Poznań oraz Legii Warszawa. Bez nich ŁKS został bez ludzi mogących pociągnąć ten zespół do przodu. Niech liczby przemówią same za siebie. Najwięcej goli i asyst w zespole (6 i 4) dalej ma niegrający w Łodzi od miesięcy Ramirez. Spośród aktualnych zawodników, najlepszym strzelcem jest mających 5 goli 31-letni Rafał Kujawa, który w większości meczów wchodził z ławki. Poza nim 4 trafienia ma inny napastnik, Łukasz Sekulski, a 2 gole ma środkowy pomocnik Guima. Reszta drużyny ma co najwyżej po 1 golu na koncie. ŁKS ma drugą najgorszą ofensywę w lidze (za Koroną Kielce) i ex aequo z Wisłą Płock najsłabszą defensywę. Tak się utrzymać w lidze nie da, a nie bardzo widać kto i w jaki sposób miałby coś tu zmienić.

Mimo to Śląsk musi uważać. ŁKS jest już zdesperowany, aby zdobywać potrzebne im punkty. Oni nie mają nic do stracenia, bo niżej w tabeli nie będą. Nierzadko zdarza się, że takie zespoły potrafią przykryć braki jakości ambicją. Wystarczy tylko je sprowokować i dać im na to szansę. WKS natomiast w meczu z Arką przekonał się, jak może się skończyć rzucanie tonącemu koła ratunkowego, swoim własnym minimalizmem. Śląsk jeśli tylko zechce, może spokojnie ograć ŁKS, bo jest mocniejszy na każdej pozycji. Tylko bramkarze – Arkadiusz Malarz i Matus Putnocky, są porównywalni. Dlatego teraz nie można już się cofać. Można tylko iść do przodu. Zwłaszcza, że wrocławianie poniżej 8. Miejsca i tak nie spadną. Za to na koniec może ich czekać słodka nagroda w postaci europejskich pucharów.

Pierwszy mecz tych drużyn w tym sezonie:

ŁKS Łódź – Śląsk Wrocław 0:1 (Sobociński 13’(sam.)), 8 listopada 2019 roku, 15 kolejka sezonu 2019/20

Ostatni mecz tych drużyn we Wrocławiu na poziomie Ekstraklasy:

Śląsk Wrocław - ŁKS Łódź 4:0 (Sztylka 5'(K) 37', Voskamp 44', Madej 48'), 7 sierpnia 2011 roku, 2 kolejka sezonu 2011/12

Przewidywany skład Śląska:

Putnocky – Musonda, Tamas, Puerto, Stiglec – Pich, Żivulić, Mączyński, Chrapek, Płacheta - Exposito

Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy organizowanie 11. edycji Brave Kids w trakcie pandemii to dobry pomysł?





Oddanych głosów: 199