zamknij

Kultura

Zagrał w Wiedźminie i w oscarowym filmie. Oto gwiazda premiery Capitolu [ZDJĘCIA]

2020-09-22, Autor: Michał Hernes

– Ma ogromny potencjał i jest niesamowicie zdyscyplinowany. To prawdziwa gwiazda – mówi o polskim aktorze, nagrodzony Oscarem węgierski reżyser Laszlo Nemes. Polak pojawił się także w serialu „Wiedźmin”, wyprodukowanym przez Netflixa. Marcin Czarnik we wrześniu zagra w Teatrze Muzycznym Capitol w spektaklu „Lazarus”, z muzyką Davida Bowiego.

Marcin Czarnik to polski aktor teatralny i filmowy. W ekranizacji cyklu książek Andrzeja Sapkowskiego o Wiedźminie wcielił się w maga, którego można zobaczyć w dwóch odcinkach pierwszego sezonu – czwartym i finałowym.

Reklama

Zagrał też w „Drogówce”, „Rewersie” i serialu "Artyści", oraz w dwóch filmach węgierskiego reżysera Laszlo Nemesa – oscarowym „Synu Szawła” i „Schyłku dnia”.

Nemes, zapytany przeze mnie o współpracę z Czarnikiem, odparł: – To prawdziwa gwiazda. Ma ogromny potencjał i jest niesamowicie zdyscyplinowany. Podziwiam w nim, jak skupia się na tym, czego chce od niego reżyser – podkreśla filmowiec z Węgier. I nie ukrywa, że ich współpraca na planie była bardzo intensywna. – Cisnąłem go, ale wiedząc, że tańczyliśmy na krawędzi i w niebezpiecznych miejscach. Czasami byłem sfrustrowany, ale frustracja jest częścią całego procesu – Marcin także musiał ją odczuwać – wyjaśnia.

I dodaje, że szukał pretekstów do sytuacji wytrącających Polaka z równowagi i do pobudzenia tkwiących w nim wewnętrznych odczuć. – Wierzę, że można to poczuć podczas oglądania filmu "Schyłek dnia". Marcin jest niesamowicie silny, a jednocześnie czcigodny. Cieszę się, że z nim pracowałem – mówi nam Nemes.

Węgierski filmowiec jest także pod wrażeniem perfekcjonizmu Czarnika. – Nauczył się węgierskiego do tego stopnia, że trudno było rozpoznać jego akcent. Możliwe, że nawet mówił bez akcentu. Powiedziałem mojemu dźwiękowcowi, że dla mnie pokrywa się to z językiem węgierskim z początku XX wieku, ale inne osoby przekonały mnie, żeby użyć w filmie innego, węgierskiego głosu. Wciąż tego żałuję – powiedział nagrodzony Oscarem reżyser.

Wrażenie robi też sposób, w jaki Czarnik śpiewa w "Lazarusie" po angielsku piosenki Davida Bowiego. Będzie się można o tym przekonać, oglądając premierę Teatru Muzycznego Capitol.

Muzyczna klasyka na deskach teatru

W 2015 roku miała miejsce nowojorska premiera „Lazarusa” w reżyserii Ivo van Hove, belgijskiego reżysera, który na wrocławskim festiwalu teatralnym Dialog wystawił m.in. „Królów wojny”. – Porywający, muzycznie głęboki i wzruszający; estetycznie zachwycający; hipnotyzujący; powoduje zawrót głowy; hołd dla giganta popkultury  – pisali o „Lazarusie” krytycy cytowani przez Teatr Muzyczny Capitol.  Musical grany jest na całym świecie i cieszy się ogromnym zainteresowaniem widzów. Wystawiono go m.in. w Hamburgu, Melbourne, Amsterdamie i Sao Paulo.

W spektaklu usłyszeć można największe przeboje Davida Bowiego, m.in. „Life on Mars”, „This is Not America” czy „Absolute Beginners” i kilkanaście innych utworów – nowych albo na nowo zaaranżowanych przez Bowiego na potrzeby musicalu.

Scenariusz Endy Walsha inspirowany jest powieścią science fiction „Człowiek, który spadł na Ziemię” i filmem z 1976 roku, w którym David Bowie zagrał główną rolę. – To historia o przedstawicielach obcej cywilizacji, którzy szukają na Ziemi nowego miejsca do życia z powodu suszy, pustoszącej ich macierzystą planetę. Jeden z nich, Thomas Newton, funkcjonując w ludzkim przebraniu, wykorzystuje swoje umiejętności i wiedzę do zdobycia władzy i wpływów, aby umożliwić transport wody na swoją planetę. Dzięki nadludzkim zdolnościom zdobywa fortunę, ale nabywa też ziemskich przywar: chciwości, egoizmu, popada w alkoholizm. Nie będzie mógł wykonać zadania, z którym przyleciał na Ziemię – można przeczytać w opisie filmu.

"Lazarusa" w Teatrze Muzycznym Capitol reżyseruje Jan Klata - dramaturg i jeden z najważniejszych polskich reżyserów średniego pokolenia. W latach 2013-17 był dyrektorem Starego Teatru w Krakowie. W Capitolu wystawił musical „Jerry Springer. The Opera”.

– „Lazarus” daje reżyserowi mnóstwo ścieżek interpretacyjnych, dlatego bardzo mi zależało, żeby wystawił go reżyser, który potrafi tworzyć odważne  teatralne interpretacje. Zaprosiłem więc do współpracy Jana Klatę – mówi nam Konrad Imiela, dyrektor Capitolu. – Epidemia prowokuje w nas rozważania, które znajdziemy w „Lazarusie”. Powinniśmy z dystansu spojrzeć na nas samych i nasze społeczeństwo, weryfikując wiele rzeczy. Możemy przyjrzeć się naszym związkom, rodzinom, relacjom z bliskimi i przyjaciółmi. „Lazarus” podejmuje wszystkie te tematy, nie będąc jednak spektaklem o epidemii. Kilka dni temu po raz kolejny przesłuchałem płytę z amerykańskiej wersji tego musicalu. Każda piosenka jest komentarzem do dzisiejszej rzeczywistości. Mam na myśli nie tylko epidemię, ale też kryzys klimatyczny i cywilizacyjny, w którym się znajdujemy – dodaje.

Zdaniem belgijskiego reżysera Ivo van Hove najtrudniejsze jest dla Newtona wspomnienie jego dawnej miłości – kobiety, w której był zakochany w filmie „Człowiek, który spadł na Ziemię”. – Był to bardzo głęboki związek, także seksualny. To dla niego wciąż wyraziste wspomnienie, którego nie może się pozbyć, ale musi to zrobić, żeby zaakceptować, że życie jest jakie jest, a śmierć pojawi się w określonym momencie – powiedział van Hove w rozmowie z TuWroclaw.com. Całą rozmowę można przeczytać tutaj.

Polska prapremiera "Lazarusa" odbędzie się w sobotę, 26 września, o godz. 18 na dużej scenie Teatru Muzycznego Capitol.

Zobacz galerię

Oceń publikację: + 1 + 10 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy naprawy torowisk powinny być prowadzone nocą?




Oddanych głosów: 1292