Sport

Zasłużona porażka Śląska z Cracovią

2013-09-25, Autor: red.
Brązowy medalista T-Mobile Ekstraklasy, czyli Śląsk Wrocław podjął na własnym boisku beniaminka ligi, Cracovię. Teoretycznie to Śląsk powinien poradzić sobie w tym meczu bez większego problemu. Tymczasem to goście zaprezentowali się we Wrocławiu jak zespół z aspiracjami, a Śląsk głównie toczył walkę z własną niemocą. I zasłużenie przegrał 0:3, zostawiając po swoim występie spory niesmak.

Reklama

Mecz ułożył się dla Śląska fatalnie. Już po kilkunastu sekundach gry wrocławianie mogli otrzymać bardzo zimny prysznic, kiedy w pierwszej akcji meczu Ntibazonkiza przegrał pojedynek sam na sam z Rafałem Gikiewiczem. Wtedy wrocławianie wyszli obronną ręką z opresji, ale pięć minut później już tak dobrze nie było. I znów bohaterem całej akcji był ich bramkarz. Świetną piłkę ze środka pola za plecy obrońców posłał Krzysztof Danielewicz, a na bramkę Śląska ile sił w płucach pognał Dawid Nowak. Widząc, co się święci, Gikiewicz wyszedł daleko przed pole karne, aby przerwać akcję Cracovii. I do połowy mu się udało, bo piłkę wybił. Tyle, że ręką - dość przypadkowo, ale jednak. I sędzia wyrzucił go z boiska.
Jak się okazało, był to przełomowy dla losów spotkania moment. Bo gra w dziesiątkę wyszła Śląskowi bokiem w drugiej połowie spotkania, kiedy wrocławianie wyraźnie odstawali od grającej mądrze i chwilami ładnie dla oka Cracovii. Co było nieprzyjemną niespodzianką, bo do przerwy Śląsk mimo osłabienia grał nieźle. Fakt, że piłkarze “Pasów” mieli większą swobodę w kreowaniu akcji i starali się korzystać z przewagi liczebnej. Ale przewagi w posiadaniu piłki krakowianie nie przekuli w klarowne sytuacje strzeleckie. Za to osłabiony Śląsk wcale nie zamierzał ułatwiać zadania rywalom. I wypracował sobie kilka znakomitych sytuacji bramkowych. W 23. minucie bardzo groźnie strzelał Marco Paixao i bramkarz Cracovii Krzysztof Pilarz w sobie tylko znany sposób sparował to uderzenie. Chwilę później Dudu świetnie dośrodkował w pole karne, a tam Tomasz Hołota popisał się potężną “główką”, ale trafił w poprzeczkę. Z kolei tuż przed przerwą uderzeniem głową popisał się Dalibor Stevanović, ale strzelając do pustej bramki wybrał najgorszą opcję - posłał piłkę w jej środek i Pilarz zdołał złapać piłkę. To były wyborne sytuacje i gdyby Śląsk wykorzystał choć jedną z nich, zyskałby znacznie większy komfort gry. Ale strzeleckie szczęście do wrocławian uśmiechnąć się nie chciało. A niewykorzystane szanse srogo się zemściły w drugiej połowie meczu.
 
Kilka minut po wznowieniu gry wynik spotkania otworzył aktywny w tym meczu Ntibazonkiza. Akcję rozpoczął Nowak, jego strzał obrońcy Śląska zdążyli zablokować, ale po dobitce pomocnika Cracovii mogli tylko spuścić głowy. W tym momencie było jasne, że wrocławianom będzie trudno wycisnąć z tego spotkania choćby punkt. W kolejnych minutach “Pasy” spokojnie grały swoje. Piłkarze trenera Wojciecha Stawowego spokojnie operowali piłką, wymieniali sporo podań i konsekwentnie szukali dziur w defensywie Śląska, tego wieczora niezbyt pewnej. Krakowianie momentami wręcz zamykali Śląsk na jego połowie i to nie mogło skończyć się dobrze. Wrocławianom brakowało animuszu w grze i pomysłu na to, jak w osłabieniu wbić klin w defensywę rywala. I tego pomysłu nie znaleźli do końca spotkania. Trener Stanislav Levy próbował ożywić swój zespół, wprowadzając na boisko Sylwestra Patejuka. Ale występ pomocnika Śląska w skali od 1 do 10 można bez wahania ocenić na okrągłe zero. Dość powiedzieć, że Patejuk chwilę po wejściu na boisko w głupi sposób stracił piłkę, dając początek akcji Cracovii, która skończyła się drugim golem Ntibazonkizy. A później wcale nie było lepiej i Patejuk miotał się na boisku, najczęściej tracąc piłkę i będąc zupełnie nieprzydatnym dla drużyny. Na dodatek jego wejście na boisko oznaczało, że w linii defensywnej Śląska zostało trzech piłkarzy. Co "Pasy" ochoczo wykorzystały - najpierw golem Ntibazonizy, a w doliczonym czasie gry celnym strzałem Marcina Budzińskiego, który ustalił wynik spotkania.
 
Mecz z Cracovią na pewno nie będzie dla piłkarzy Śląska powodem do dumy. Cracovia, o której trudno powiedzieć, że ma w składzie gwiazdy polskiej ligi, we Wrocławiu zagrała solidną, dobrze zorganizowaną i ofensywną piłkę. Okazało się, że taki zestaw spokojnie wystarczy na Śląsk, który przecież zupełnie niedawno z powodzeniem walczył w europejskich pucharach. To już jednak tylko wspomnienie i wrocławianom została rywalizacja na krajowym podwórku. A z taką grą i - zwłaszcza - poziomem zaangażowania, jaką zaprezentowali w meczu z Cracovią, walka o najwyższe ligowe cele raczej się nie uda. Nie ma co jednak, bo na to za wcześnie, kreślić zbyt pesymistycznych scenariuszy. W najbliższą sobotę Śląsk powalczy w Warszawie w szlagierowym meczu z Legią i, kto wie, może zrehabilituje się za wstydliwą wpadkę w spotkaniu z Cracovią.
 
Śląsk Wrocław - Cracovia 0:3 (0:0)
Bramki: Ntibazonkiza (49., 82.), Budziński (90.).
 
Śląsk Wrocław: Gikiewicz - Socha (82. Patejuk), Grodzicki, Kokoszka, Dudu - Hołota, Stevanović, Kaźmierczak, Mila, Plaku (9. Kelemen) - Paixao.
Cracovia: Pilarz - Kuś, Żytko, Kosanović, Marciniak - Saidi Ntibazonkiza (84. Boljević), Steblecki, Dąbrowski, Danielewicz, Budziński - Nowak (89. Dudzic).
 
Żółte kartki: Żytko, Budziński.
Czerwona kartka: Gikiewicz (5. - za zagranie ręką poza polem karnym).
Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
 
Widzów: dramatycznie mało. Mniej, niż na Oporowskiej.
Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy nazwanie tramwaju imieniem Krzysztofa Balawejdera to dobry pomysł?



Oddanych głosów: 1510