zamknij

Kultura

Zima stulecia we Wrocławiu i nietypowe święta [WYWIAD]

2020-12-25, Autor: Michał Hernes

Jakie były najbardziej dramatyczne święta bożonarodzeniowe w historii Wrocławia, a który Sylwester był najbardziej nietypowy ze wszystkich? Na te i inne pytania odpowiada wrocławska pisarka Jolanta Maria Kaleta. Jej książka „Pułapka” rozgrywa się w czasie świąt Bożego Narodzenia.

Michał Hernes: Sięgnąłem po pani książkę „Pułapka”, bo jej akcja toczy się w okolicach świąt Bożego Narodzenia. Skąd wziął się ten pomysł?
Jolanta Maria Kaleta: Podstawową przyczyną napisania tej powieści była chęć rozsławienia poza Dolny Śląsk jeszcze jednej tajemnicy skarbowej, równie ciekawej jak złoto Breslau, a jednak mało znanej, nawet u nas, poza oczywiście jej poszukiwaczami. Mam na myśli tajemniczą "Szczelinę Jeleniogórską", o której wielu słyszało, wszyscy wiedzą, co w niej jest, tylko nikt nie wie, gdzie ona jest, poza tym, że w pobliżu Jeleniej Góry. A ten rejon to jeden z najpiękniejszych w naszym kraju, szczególnie zimą. Myślę, że wielu z nas marzą się święta i sylwester spędzone w górskiej chacie, z dala od cywilizacji, pośród zaśnieżonych szczytów gór. To także moje marzenie. Z drugiej strony moi bohaterowie, jako ludzie dorośli, muszą przecież mieć wolne dni w pracy, aby udać się na poszukiwania owej tajemniczej Szczeliny. Zatem pod pozorem świątecznego wypoczynku, mają zamiar spenetrować teren, który do tej pory przez innych eksploratorów nie był brany pod uwagę. Mają nadzieje, że wszyscy zajęci świętowaniem, nie będą mieli czasu patrzeć im na ręce.

Reklama

Skoro o świętach mowa, to jestem ciekaw, czy ma pani książki i filmy, do których lubi pani wracać w okresie bożonarodzeniowym?
Ta tematyka miała swoją magię w czasach, kiedy byłam dzieckiem. Zawsze sięgałam wówczas po „Dzieci z Bullerbyn” czy „Przygody Tomka Sawyera”. A filmy to oczywiście wszystkie rysunkowe Disneya bez wyjątku, puszczane w telewizji oraz nieśmiertelna „Gospoda świąteczna” z Bingiem CrosbymFredem Astaire'em oraz cudowną piosenką zatytułowaną „White Christmas” a zaczynającą się od słów „I'm dreaming of a white Christmas…”. Słodka fabuła z happy endem, ale mogę ją oglądać bez końca i zawsze będzie niosła ze sobą niezapomniany czar świąt czasów dzieciństwa, kiedy z drżeniem serca czekało się na pierwszą gwiazdkę. Bohaterka „Pułapki”, choć już dorosła, także na nią czeka z nosem przylepionym do szyby.

Kiedy przestałam być dzieckiem, święta nabrały innego charakteru. To czas przygotowań, sprzątania, robienia zakupów, pichcenia potraw, ubierania choinki, co czyni właśnie te święta tak wyjątkowymi. Czytanie książek następuje później – kiedy już je znajdę pod choinkę, a ich tematyka to głównie historia, która jest nie tylko moją pasją, ale także zawodem.

CZYTAJ TEŻ: JOLANTA KALETA: "GDY WYBUCHAŁ EPIDEMIA OPSY, WROCŁAW OTOCZONO KORDONEM POLICJI" [WYWIAD]

Ze względu na pandemię, będą to jedne z najdziwniejszych świąt bożonarodzeniowych i jeden z najbardziej nietypowych Sylwestrów. Czy przypomina pani sobie równie nietypowe święta i Sylwestra z przeszłości?
Nie wiem, czy najdziwniejsze, w każdym razie najbardziej dramatyczne i najbardziej nietypowe były święta w 1970 roku z uwagi na wydarzenie na Wybrzeżu i święta w czasie stanu wojennego – pełne smutku i niepewności, jaki nas wszystkich czeka los. O zabawie sylwestrowej, przynajmniej w moim otoczeniu, nikt wówczas nawet nie myślał. Przy tym tamte święta były mroźne i śnieżne, co jednak nikogo nie cieszyło, poza dziećmi. Nietypową z pewnością była noc sylwestrowa 1978/1979, kiedy to wychodząc z balu, znaleźliśmy się w krainie królowej śniegu – wszystko było zasypane białym puchem po pas, nie jeździły tramwaje, autobusy i taksówki, a w wielu domach nie działało ogrzewanie. Tak to właśnie zaczęła się zima stulecia.

Jak wspomina pani tę zimę stulecia? Jak poradzono sobie, bądź nie z tym paraliżem komunikacyjnym? Czy to były chwile grozy czy raczej radości ze śniegu?
Jak już powiedziałam, mieszkaliśmy wówczas przy ulicy Nyskiej. Była to stara kamienica z ogrzewaniem piecowym, co stanowiło dla mnie prawdziwą udrękę, bo mieszkanie mieściło się na 3 piętrze, więc każdego dnia dwa wiadra węgla trzeba było wnosić, a mąż dość często wyjeżdżał służbowo. Jednak gdy nastała zima stulecia, te piece okazały się błogosławieństwem. W blokach, wszędzie tam, gdzie ciepła dostarczała elektrociepłownia, już po trzech dniach go zabrakło. Z bardzo prozaicznej przyczyny. Węgiel stanowił wówczas dla Polski podstawę gospodarki, był tzw. czarnym złotem. Trafiał nie tylko do elektrowni i zakładów pracy, ale także był wysyłany na eksport, w tym do ZSRR. Dziś jest całkiem odwrotnie. Węgiel to raczej czarna śmierć i sprowadzamy go z Rosji. Wówczas tego węgla ciągle brakowało, więc zakłady pracy nie miały prawa robić zapasów, najwyżej na trzy dni. I to się zemściło. Kiedy spadło pół metra śniegu i zamarzły zwrotnice, kolej przestała funkcjonować i węgla ze Śląska nie dostarczano. Natomiast ja swój zapasik miałam w piwnicy, dzięki czemu u nas w mieszkaniu było ciepło. Ale brak węgla pociągał za sobą inne niedogodności. Skoro elektrownie były węglowe, to jego brak oznaczał brak prądu. Przede wszystkim oszczędzano na mieszkańca, wprowadzając tzw. stopnie zasilania. O ile dobrze pamiętam, dwudziesty czyli najwyższy oznaczał wyłączenie prądu. Nic nie działało – ani windy w blokach, ani pralki, lodówki czy telewizory. Kto miał radio tranzystorowe, czuł się panem sytuacji, pod warunkiem, że zdołał kupić baterie, bo te momentalnie zniknęły ze sklepów, podobnie jak świeczki i nafta. Efektem tych ciemności, zapadających wraz z zachodem słońca, był wzrost przyrostu naturalnego po roku. Ale brak prądu powodował także paraliż komunikacyjny, bo przestały jeździć tramwaje. Jeśli ktoś powie, że władze mogły podstawić autobusy, to się myli. Autobusy też nie jeździły, bo notorycznie brakowało w Polsce oleju napędowego, a w tym, który był, przy tak niskich temperaturach wytrącała się parafina, zatykając filtry. Mało kto miał wówczas samochód. Myśmy też nie mieli. Do pracy zatem chodziliśmy piechotą, podobnie jak większość ludzi. Ja pracowałam wówczas w muzeum w rynku, a to prawie 4 km. Nie wiem jakim cudem, brnąc poprzez kopny śnieg lub ślizgając się na jezdni, potrafiłam tam dotrzeć w pół godziny. Na szczęście taki komunikacyjny Armagedon trwał tylko kilka, natomiast wyłączenia prądu zostały już z nami aż do zmiany ustroju.

W mojej pamięci nie zachowała się radość z powodu takich ilości śniegu. Były to lata, kiedy zimy raczej zawsze bywały śnieżne i mroźne, i zawsze opady śniegu zaskakiwały drogowców. Wiele godzin spóźniały się pociągi, na tramwaje czekało się po pół godziny, na przystanku przytupując z zimna nogami. Niewątpliwie radość z zimy stulecia miały dzieci, bo z tego powodu przedłużono im o kilka dni ferie świąteczne.

Gdyby napisała pani książkę rozgrywającą się w czasie zimy stulecia, o czym by ona traktowała?
Do mroźnych i śnieżnych zim w moich powieściach wracałam kilkakrotnie, gdyż akurat to oblicze przyrody chcąc nie chcąc wprowadza atmosferę grozy. Wiedział o tym mistrz grozy Stephen King umieszczając akcję „Lśnienia” właśnie zimą w górach, kiedy śnieg odciął od reszty świata mieszkańców nieczynnego hotelu. Bohaterów mojej „Pułapki” także opady śniegu, ale nie tylko, zamknęły w starej chacie czyniąc z niej tytułową pułapkę. Bohater „Lawiny”, doktor Madej, również mroźną i śnieżną zimą, choć wówczas w Karkonoszach to była norma, podejmuje próbę ucieczki z zaklętych w radioaktywnym kręgu Kowar. Mroźną i śnieżną zimą stanu wojennego utrudniłam życie moich książkowych bohaterów w dwóch powieściach – w „Złocie Wrocławia” i w „Testamencie Templariusza”. Nasza zima stulecia z lat 1978/79 to koniec dekady gierkowskiej, wybór Karola Wojtyły na papieża, narastanie niezadowolenia społecznego, początki opozycji demokratycznej represjonowanej przez władze. A więc takie musiałoby być tło historyczne tej hipotetycznej powieści. Ale mamy w tym czasie jedno wydarzenie, na którym można oprzeć interesującą fabułę, a mianowicie pojawienie się UFO w Emilcinie. Nie wiem, czy taką powieść napiszę, choć już jedną o obcych napisałam. Mam na myśli „Obcego w antykwariacie”, choć akcja tej powieści toczy się latem w 2013 r.

Wracając do „Pułapki”. Bohaterowie tej książki wyruszyli do Gór Izerskich w poszukiwaniu, wspominanej przez panią Szczeliny Jeleniogórskiej. Proszę powiedzieć coś więcej o tym pomyśle.
To jedna z tajemnic Dolnego Śląska, mająca korzenie w czasach II wojny światowej. Podobnie jak większość pozostałych tajemnic, w zasadzie do dziś pozostaje niewyjaśniona i już zdołała obrosnąć legendą. Jak twierdzą niektórzy, pod koniec wojny, bliżej nieokreślona grupa wyższych oficerów niemieckich, w głębokiej naturalnej jaskini ukryła bajeczne skarby. Poczynając od jajek Faberge, poprzez klejnoty i sztaby złota, a na cennych dziełach sztuki kończąc. Są tacy, którzy twierdzą, że wszystko to widzieli na własne oczy, tylko dostać się do tego bajecznego Sezamu nie mogą. Jakiś czas temu ktoś inny ogłosił wszem i wobec, że szczelina to fikcja. Aż nagle pewnego dnia wyszły na jaw nowe tropy, więc powrócono do poszukiwań. Tak to bywa z tymi tajemnicami. Są wieczne. Ponieważ w moich poprzednich powieściach pisałam o złocie Breslau, o zaginionych obrazach, kompleksie Riese czy kopalni uranu w Kowarach, musiałam do kolekcji dołączyć i tę perełkę skarbową.

Co pociąga panią w historiach o poszukiwaczach skarbów i przygód?
Człowieka od zawsze fascynowały tajemnice, skarby i różnego rodzaju zagadki. Nic zatem dziwnego, że wiele powieści bazuje właśnie na tej tematyce. Czytelnik, biorąc powieść do rąk, oczekuje, że uda się z bohaterami w fascynującą podróż, podczas której posmakuje wielu przygód, które w realnym życiu raczej nie będą mu dane. Może poznać klimat zimnych i wilgotnych podziemi, może penetrować tajemnicze jaskinie, szperać po zakurzonych archiwach czy posmakować czym były służby specjalne PRL. O tym nie tylko czyta się ciekawie, ale także z przyjemnością pisze, zwłaszcza że zanim zacznie się pisać, trzeba poznać fakty i realia wydarzeń, o których się opowiada. A po resztę sięgnąć do własnej wyobraźni. Z drugiej strony mi zawsze przyświeca jeszcze jeden cel – opowiedzieć mało znaną historię, aby poznali ją inni. To taka skaza zawodowa. Jestem historykiem i lubię opowiadać o przeszłości. Ponoć trzeba ją dobrze poznać, aby zrozumieć teraźniejszość i przewidzieć przyszłość. A  skarby czynią tę przeszłość bardziej interesującą.

Co fascynuje panią jako pisarkę w Dolnym Śląsku?
Dolny Śląsk to moja mała ojczyzna. Urodziłam się we Wrocławiu jako pierwsze powojenne pokolenie w mojej rodzinie. Tato pochodził z Poznania, mama urodziła się we Francji, a wojnę spędziła pod Tarnopolem i we Lwowie. Poznali się we Wrocławiu. Teściowa moja przyjechała do Wrocławia z Warszawy, a teść z Miechowa. I tak jest w każdej rodzinie. Zbieranina z wielu zakątków świata. Historia tzw. Ziem Odzyskanych odbiega od reszty ziem polskich. Jest niezwykle splątana, gdyż ziemie te przechodziły z rąk do rąk, co bywało, ale nigdzie nie dokonano takiej operacji jak tutaj. A mianowicie miliony Niemców z Dolnego Śląska wysiedlono, a na ich miejsce przesiedlono miliony Polaków zza Buga i nie tylko. Na te ziemie, zwane także Dzikim Zachodem, przyjeżdżali ci, którzy chcieli zacząć życie od nowa lub musieli zejść ówczesnej władzy z oczu. I ten ludzki konglomerat musiał na tych obcych sobie ziemiach zbudować nowy dom rodzinny, czego komunistyczne władze wcale nie ułatwiały. Powstała z tego fascynująca mieszanka, bardzo bogata kulturowo, z której można czerpać garściami. A jeśli jeszcze do tego dodamy niezwykłe piękno tej ziemi, skrywane przez nią tajemnice, to nic dziwnego, że Dolny Śląsk fascynuje mnie i wielu innych pisarzy, którzy właśnie tutaj umieszczają akcje swoich powieści.

CZYTAJ TEŻ: "FASCYNUJE MNIE WROCŁAW SPRZED TYSIĘCY LAT, ZWANY WROTIZLĄ" [WYWIAD]

Oceń publikację: + 1 + 10 - 1 - 2

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy sprzedaż książki "Mein Kampf" w celach innych niż naukowe powinna być zakazana?




Oddanych głosów: 134