zamknij

Sport

Znów te wyjazdy. Piłkarski Śląsk jedzie do Poznania na mecz z Lechem

2021-02-21, Autor: Bartosz Królikowski

Piłkarzom Śląska nie udało się we Wrocławiu odnieść pierwszego ligowego zwycięstwa w 2021 roku. Wisła Kraków wywiozła z Dolnego Śląska punkt, a WKS nie zaprezentował się u siebie dużo lepiej i na ich przełamanie kibice muszą jeszcze poczekać przynajmniej do najbliższego spotkania. Kłopot w tym, że jest ono znów wyjazdowe, a to nie zwiastuje niczego dobrego. Z drugiej jednak strony ich rywal, Lech Poznań, ostatnio prezentuje się wyjątkowo kiepsko.

Powrót na Stadion Wrocław miał być dla Śląska wyrwaniem się z wyjazdowej niedoli. Nabraniem optymizmu na dalszą część rundy wiosennej. Czy się udało? Nie do końca niestety, bowiem o ile Twierdza Wrocław dalej stoi, a WKS w tym sezonie u siebie wciąż nie przegrał, tak sama gra wrocławian dalej daleka jest od ideału. Całkiem sporo jej brakuje nawet do miana dobrej. Przeciwko Wiśle Kraków WKS fragmentami prezentował się faktycznie nieco lepiej niż w Mielcu czy Gliwicach, zwłaszcza w pierwszej połowie. Niestety tutaj trzeba podkreślić słowo „trochę”, bo to jest póki co takie małe trochę. W gruncie rzeczy, Śląsk wyglądał przyzwoicie mniej więcej do okolic 20 metrów przed bramką rywali, może pola karnego. Potem brakowało albo dokładności, albo pomysłu.

Reklama

Natomiast w tym wszystkim, ze wszystkich piłkarzy jakich Śląsk w kadrze ma, pierwszego gola wrocławian w 2021 roku strzelił nie kto inny jak Mathieu Scalet. Scalet ustawiony wówczas w środku pola jako bądź co bądź, defensywny pomocnik, którego piłka znalazła w zamieszaniu po rzucie rożnym. Też nieco symboliczne, że pierwsze trafienie Śląska wiosną zanotował akurat piłkarz, który przez lata grał jedynie w rezerwach i dopiero pod koniec poprzedniego sezonu komuś się przypomniało, że 23-latek jest w klubie. Chociaż oczywiście kto tego gola strzelił ostatecznie nie ma znaczenia. Gol Scaleta jest tak samo cenny, co kogokolwiek innego. No i to określenie „wiosną” też jest tylko z kronikarskiego obowiązku. Bowiem warunki panujące wówczas na Stadionie Wrocław nie miały wiele wspólnego z wiosną, bo mróz był siarczysty, a jeszcze przed meczem sypał śnieg, co na pewno piłkarzom niczego nie ułatwiło. Chyba że kamuflaż, bo to grająca na biało Wisła, w śniegu zrobiła pierwszorzędnie. Dosłownie.

Warto z kolei docenić za tamten mecz dwóch ludzi. Matus Putnocky klasę ma i to wiadomo od dawna. Przeciwko Wiśle obronił rzut karny. Co ciekawe, to była na tamten moment dopiero trzecia obroniona przez bramkarza jedenastka w tym sezonie Ekstraklasy. Druga zatrzymana przez Putnockiego (stan pojedynku Putnocky-reszta wyrównał później na 2:2 w tamtej kolejce Martin Chudy z Górnika Zabrze). Drugim wyróżnionym jest Mariusz Pawelec. Lata może i lecą, ale „Mario” to wojownik jakich mało. Z Wisłą zagrał lepiej niż Mark Tamas w pięciu poprzednich meczach razem wziętych. Być może z Lechem Węgier już nie będzie pauzował za kartki, ale trener Lavicka powinien poważnie przemyśleć automatycznie przywracanie Tamasa do składu.

Skoro o Lechu Poznań mowa, poznaniacy to w tej rundzie jedna z niewielu drużyn, która prezentuje się równie, a być może jeszcze bardziej jałowo niż Śląsk. I nie jest to żadne wyolbrzymienie, oni po prostu grają ostatnio bardzo słabo, a jak na potencjał tej drużyny wręcz koszmarnie. Mamy osiemnastą kolejkę, a Lech zamiast o mistrzostwo Polski, w tym sezonie walczyć może jedynie o mistrzostwo Wielkopolski z Wartą Poznań. Na dodatek w tej chwili tą walkę również przegrywa, bowiem w tabeli jest trzynasty, a Warta pozycję wyżej. Lech jeszcze jesienią gdy grał w fazie grupowej Ligi Europy miał kłopoty z wygrywaniem w Ekstraklasie. Ale teraz to już marazm. Ostatni mecz ligowy „Kolejorz” wygrał 6 grudnia z Podbeskidziem (4:0). W nowym roku z kolei remisował po słabych meczach z Górnikiem Zabrze (1:1) i Zagłębiem Lubin (0:0) oraz przegrał w Płocku z Wisłą (0:1).

Najogólniej rzecz ujmując, niewiele już zostało z tej drużyny, która we wrześniu 2020 roku poszła ze Śląskiem na wojnę na Stadionie Wrocław, zakończoną wynikiem 3:3. Czy może raczej z formy tej drużyny, bo zespół w dużej mierze pozostał ten sam, osłabiony jedynie brakiem Jakuba Modera (odszedł do angielskiego Brighton), a także wzmocniony odejściem Karlo Muhara oraz Djordje Crnomarkovicia. Słowo „wzmocniony” nie pojawia się tu przypadkiem. Niemniej jednak tacy zawodnicy jak Tymoteusz Puchacz czy Dani Ramirez choć ostatnio w fatalnej formie, wciąż mają potencjał by zagrać porządny mecz. Boli i boleć ich będzie absencja Mikaela Ishaka. Szwedzki napastnik jest bowiem kontuzjowany.

Biorąc pod uwagę okoliczności, Śląsk nie może być teraz uważany za faworyta jakiegokolwiek meczu wyjazdowego. Z drugiej jednak strony, jeśli wygrywać w Poznaniu z Lechem to właśnie teraz, bo takich kłopotów „Kolejorz” nie miał dawno. Czy trener Lavicka znów namiesza w składzie? No cóż, może ale też nie bardzo ma na kogo. Maciej Pałaszewski drużyny nie zbawi, a Waldemar Sobota jest w formie którą lepiej przemilczeć, bo to nie ma co się pastwić. Niewykluczone że od pierwszej minuty zagra Lubambo Musonda. Nie wiadomo natomiast czy gotów będzie Israel Puerto, który w meczu z Wisłą doznał urazu mięśniowego.

Mecz Lech Poznań – Śląsk Wrocław odbędzie się w niedzielę 21 lutego o 17:30 w Poznaniu. Transmisja w Canal+ Sport.

Przewidywany skład Śląska:

Putnocky – Cotugno, Puerto, Pawelec, Stiglec – Musonda, Praszelik, Scalet, Pich, Pawłowski - Exposito

Oceń publikację: + 1 + 1 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy Adolf Juzwenko powinien zrezygnować z funkcji dyrektora Ossolineum?




Oddanych głosów: 306