Kultura

"Zrobić film na miarę Truman Show”. Bezpłatny pokaz na Rynku [WYWIAD]

2021-08-15, Autor: Michał Hernes

– "Truman Show" to pozornie hollywoodzka produkcja z Jimem Carrey’em ma w sobie dużo głębi i wiele poziomów. To jeden z tych filmów, który może przemawiać zarówno do artystycznej jak i mainstreamowej widowni. Mam nadzieję, że mainestremowi widzowie docenią także „Niepamięć” – mówi Christos Nikou, reżyser filmu, który bezpłatnie będzie można zobaczyć na wrocławskim Rynku w ramach Nowych Horyzontów.

Reklama

– Spotykają się tu (…) intymność i rozmach, czułość i dystans, natomiast amnezja staje się zarówno osobistym dramatem, jak i wyborem całych narodów – opisuje film selekcjonerka festiwalu Małgorzata Sadowska.

„Niepamięć” będzie można zobaczyć 16, 18 i 20 sierpnia o godz. 12:30. Bilety, w cenie 20 zł, można kupować na stronie internetowej. Bezpłatny pokaz na wrocławskim Rynku odbędzie się z kolei we wtorek (17.06) o godz. 22. Organizatorzy zapewniają, że wydarzenie zostanie zorganizowane zgodnie z obowiązującymi wytycznymi.

Michał Hernes: Jednym z twoich ulubionych filmów jest „Truman Show”. Za co tak go cenisz?
Christos Nikou: Bardzo podoba mi się ta historia, wykreowany przez twórców świat i niezwykły scenariusz. „Truman Show” to alegoria i przepowiednia dotycząca naszego życia i społeczeństwa. Kocham to, że twórcom tej produkcji udało się zachować idealny balans między komedią a dramatem. Ten styl bardzo do mnie przemawia.

Czy seans tego filmu zainspirował cię do tego, by samemu zostać filmowcem?
Obejrzałem go, gdy miałem 14 lat i pomyślałem sobie, że chciałbym robić takie filmy. Dwa lata później zacząłem pisać scenariusze. W kolejnych latach szukałem zaś sposobu, by dostać się do branży filmowej, choć nie studiowałem w „filmówce”. Oglądałem za to 3-4 filmy dziennie. W końcu udało mi się zatrudnić jako asystent reżysera i obecność na planie filmowym była dla mnie cenną lekcją. Uważam, że najlepsza szkoła to taka, która pozwala ci zdobyć wiedzę od strony praktycznej.

Jak dostałeś się na plan filmu?
Pewnego dnia przeczytałem, że trwają przygotowania do realizacji „Kła” Jorgosa Lanthimosa (to znany grecki reżyser, pracujący w USA, przyp. red.) i zaintrygował mnie ten projekt. Chciałem przy nim pracować, następnego dnia wyszukałem więc w internecie numer telefonu do producenta filmu i zadzwoniłem do niego, by umówić się na spotkanie rekrutacyjne. Wyjaśniłem, że chociaż nie mam wielkiego doświadczenia, to chcę pracować przy tej produkcji jako asystent reżysera. Nie wiem, jakim cudem, ale zatrudnili mnie.

Czego nauczyłeś się na planie?
Z każdego filmu, przy którym pracowałem, wyniosłem jakąś lekcję. Każdy dzień na planie jest dla mnie bogaty w nowe doświadczenia. W podejściu do pracy Jorgosa Lanthimosa uwielbiam, że jest bardzo kreatywny i nawet jeśli szczegółowo zaplanował sobie film, to zawsze stara się uchwycić daną chwilę i jest otwarty na nowe pomysły. To reżyser, który pracuje codziennie 24 godziny na dobę.

Lanthimos lubi też pracować z nieprofesjonalnymi aktorami. Może dlatego zdecydował się zatrudnić ciebie w charakterze asystenta reżysera?
Jeśli chodzi o filmową ekipę, woli współpracę z profesjonalistami. Pamiętam, że kiedy musiałem zastąpić aktora, który akurat grał w innym filmie, to Jorgos powtarzał wszystkim, żeby „grali jak Christos, bo on nie ma pojęcia, jak to robić”. Oczekiwał, że nawet profesjonaliści będą zachowywać się jak nieprofesjonalni aktorzy.

W końcu udało ci się zrobić własny film – „Niepamięć”.
Tak, wiele lat czekałem na to, aż uda mi się zdobyć pieniądze na jego sfinansowanie. Ze względu na kryzys ekonomiczny, nie było to łatwe. Grecki Instytut Filmowy przez trzy lata był zamknięty, a liczyliśmy że uda się nam zdobyć fundusze od tej instytucji i od telewizji. Zdobycie pieniędzy na tę produkcję zajęło nam ponad pięć lat.

Miałeś więc sporo czasu na szlifowanie scenariusza.
Tak, ale jedyny plus tej sytuacji był taki, że zostałem zatrudniony w tym czasie przy innych filmach jako asystent reżysera i byłem na planie. Jakimś cudem więc pracowałem, a poza tym ze współscenarzystą szlifowaliśmy tekst i czekaliśmy, aż w końcu będziemy mogli rozpocząć zdjęcia do „Niepamięci”.

Jak narodził się pomysł na ten film?
To bardzo osobista historia. Próbowałem się wtedy pogodzić ze śmiercią mojego ojca, ale też zrozumieć, jak selektywna jest nasza pamięć i jak ona działa. Zastanawiałem się, w jaki sposób przezwyciężyć traumę i jak odciśnie się to nie tylko na twojej pamięci, ale także osobowości i tożsamości oraz jak wpłynie na twoją egzystencję. W pewnym sensie składamy się z naszych wspomnień. Dużo o tym rozmyślałem.

Jak już wspominałem uwielbiam filmy, które tworzą alegorię świata i są komentarzem dotyczącym naszego społeczeństwa oraz tego, jak ludzie doświadczają obecnie życia. Skoro chciałem opowiedzieć o pamięci, to zdecydowaliśmy na produkcję o świecie, w którym amnezja rozprzestrzenia się niczym wirus. Główny bohater „Niepamięci” mierzy się z tym problemem i próbuje zrozumieć, kim jest oraz odnaleźć się w tym świecie.

Jak wejść w buty takiego bohatera w trakcie pisania scenariusza?
Zawsze staram się to robić. Mówiąc szczerze było to łatwe, bo pisałem o wielu rzeczach i przemyśleniach, które sam miałem, a także o tym, jak postrzegam świat. Pierwsza wersja scenariusza była bardziej komediowa i niemal wszystko zawierało w nim komediowe akcenty, ale ze współscenarzystą uświadomiliśmy sobie, że to bardzo poważny temat i dlatego zależało nam na znalezieniu odpowiedniego balansu między komedią a dramatem. Czyż nasze życie nie jest mieszanką komedii i dramatu?

To prawda, ale jak pokazać to w filmie?
Nie ma na to recepty. Ważne jest, by podążać za swoim instynktem i stylem filmu, który sobie wyobraziłem. W „Niepamięci” zawarłem sporo tego, co kocham w innych filmach. Mówiąc szczerze nie przepadam za produkcjami, które traktują się zbyt poważnie. Nie jestem fanem wygłaszających mądrości bohaterów. Uważam, że większą siłę może mieć film, który jest zarazem lżejszy jak i głębszy.

Zgadzam się, że artyści nie powinni się traktować zbyt serio.
Nie uważamy się za artystów. Artystą jest osoba, która zaprojektowała albo maluje budynek. Każdy może nim być. My jesteśmy zaś ludźmi, którzy mają w swoich głowach historie i chce je opowiedzieć. Trochę wiemy, jak zrobić to za pomocą uwielbianego przez nas kina, ale przede wszystkim jesteśmy widzami i kinofilami. Ważne jest dla nas, żeby dzielić się z publicznością emocjami – to ważniejsze niż uważanie się za artystów. Nienawidzę tego i dlatego nie postrzegam się jako artystę.

Zrobiłeś ten film dla siebie czy dla widzów?
Dla widzów, ale też dla siebie – oddycham kinem i marzę dzięki niemu; kino to inna forma komunikacji, za sprawą której możesz czuć się, jakbyś śnił na jawie. Pracując na filmem, zawsze myślałem o tym, jak wpłynie na widownię. Wierzę, że widzowie czują i doceniają, że nie zrobiłem tego filmu tylko dla siebie. Jako filmowcy zawsze musimy o nich myśleć.

Rozmawiamy podczas pandemii, kiedy wiele osób straciło lub traci swoich przyjaciół i bliskich. „Niepamięć” wpisuje się w te czasy, nawet jeśli nie takie były wasze pierwotne intencje.
Bardziej dotyczy to poczucia straty niż pandemii, która w filmie pełni funkcję alegorycznego narzędzia pomocnego w opowiedzeniu tej historii. To komentarz na temat wirusa, przez który ludzie zaczynają zapominać. „Niepamięć” opowiada o naszej tożsamości i tym, jak wspomnienia czynią nas tymi, którymi jesteśmy. To zarazem opowieść o stracie i żałobie. Mimo tej tematyki jest to w pewnym sensie optymistyczna historia, bo traktuje o próbie poradzenia sobie z tymi problemami.

W obecnych czasach przydałoby się więcej optymizmu w kinie.
Pracuję teraz nad filmem „Fingernails”, który ma być optymistyczny. W tej produkcji zagra Carrey Mulligan, a jego główną producentką jest Cate Blanchett, którą poznałem na festiwalu w Wenecji, gdzie prezentowałem „Niepamięć”. Obejrzała mój film, poprosiła o spotkanie i rozmawialiśmy o filmach oraz o życiu. Zaproponowała mi, żebyśmy razem pracowali i zgodziłem się. Stało się to bardzo szybko.

„Fingernails” będzie opowieścią o miłości i o tym, jak jej obecnie doświadczamy; jak desperacko szukamy miłości naszego życia. Odnoszę wrażenie, że zbyt dużo czasu spędzamy wpatrzeni w różne ekrany i być może jesteśmy bardziej zakochani w naszych telefonach. Wolimy wysyłać serduszka w wiadomościach niż okazywać uczucia twarzą w twarz.
    
Trzymam kciuki, żeby ten film był równie intrygujący i zaskakujący jak „Niepamięć”.
Jeśli uda mi się robić filmy takie jak wspomniany przez ciebie na początku wywiadu „Truman Show”, to będę bardzo usatysfakcjonowany. To byłby dla mnie zaszczyt, gdybym zrobił kiedyś film, który odniósłby równie wielki sukces. Choć moimi ulubionymi reżyserami są Leos Carax, Laurie Anderson czy Robert Bresson, to czuję, że ta pozornie hollywoodzka produkcja z Jimem Carrey’em ma w sobie dużo głębi i wiele poziomów. To jeden z tych filmów, który może przemawiać zarówno do artystycznej jak i mainstreamowej widowni. Mam nadzieję, że mainestremowi widzowie także docenią „Niepamięć”.

Oceń publikację: + 1 + 2 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jak powinniśmy świętować 11 listopada?





Oddanych głosów: 1058