Opublikowane kilka dni plany budowy metra w naszym mieście to pierwsze, wstępne koncepcje przygotowane przez miejskich planistów. - Jesteśmy na początku drogi - mówią urzędnicy i przyznają, że decyzja czy metro we Wrocławiu w ogóle jest potrzebne może zapaść nawet za kilka lat. Najpierw trzeba przeprowadzić liczne analizy i policzyć, ile całe przedsięwzięcie może kosztować i skąd wziąć na nie pieniądze.
Kilka dni temu miejscy planiści pokazali pierwsze koncepcje przebiegu linii metra, które mogłyby powstać we Wroclawiu. Urzędnicy przygotowali różne wersje poprowadzenia nitek podziemnej kolei w stolicy Dolnego Śląska.
Centralna stacja metra mieściłaby się w rejonie obecnego przejścia podziemnego na ul. Świdnickiej (które w najbliższych latach zostanie zlikwidowane), skąd kolej kursowałaby do stacji: Stadion Miejski, Marino, Sołtysowice, Stadion Olimpijski, Akademia Medyczna, Krzyki (w rejonie Oporowa) a w przyszłości na lotnisko i Stabłowice. W planie na 36-kilometrowej trasie są 34 przystanki.
- Jesteśmy dopiero na początku drogi, to pierwsze koncepcje. Przygotowane materiały prześlemy teraz do Polskiej Akademii Nauk - wyjaśnia Marek Żabiński, zastępca dyrektora Biura Rozwoju Wrocławia.
>Zobacz, gdzie we Wrocławiu mogą powstać linie metra
Daleko jest nie tylko do rozpoczęcia całej inwestycji, ale też do decyzji, czy metro we Wrocławiu jest w ogóle potrzebne.
- Decyzja na pewno nie jest kwestią kilku miesięcy, bardziej kilku lat. Trzeba przeprowadzić wiele analiz: inżynieryjnych, możliwości finansowania, po których może się okazać, że sprawnie działające rozwiązanie typu np. pociąg plus tramwaj lub autobus w wystarczającym stopniu zaspokaja potrzeby komunikacji zbiorowej w naszym mieście - tłumaczy Marek Żabiński.
Urzędnicy podkreślają, że budowa metra to ogromne przedsięwzięcie, praco- i kapitałochłonne, ale przyznają, że zdecydowanie poprawia jakość transportu zbiorowego.
- Metro działa jak odkurzacz, zasysa ludzi, którzy bardzo chętnie z niego korzystają. Wystarczy spojrzeć na Warszawę - tam udział transportu samochodowego w całej komunikacji oscyluje wokół 27 procent. U nas to ponad 40 procent, a ta różnica bierze się przede wszystkim z tego, że w stolicy działa metro - zaznacza Marek Żabiński.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze