Reklama

Dutkiewicz i Tarasiewicz: dwa poranione lwy

02/06/2010 00:00

Wrocław słynął do niedawna ze swoich lwów. I nie chodzi tu bynajmniej o słynną fontannę przy pl. Jana Pawła II, lecz o dwie charyzmatyczne postaci, kojarzone ze stolicą Dolnego Śląska. Mowa tu o prezydencie Rafale Dutkiewiczu i Ryszardzie Tarasiewiczu, trenerze Śląska Wrocław. Dziś lwy są ranne...

Zacznijmy od Ryszarda Tarasiewicza. Popularnego "Tarasia" do niedawna wszyscy byli gotowi nosić na rękach. Wprowadził Śląsk do ekstraklasy po chudych latach, naznaczonych tułaczką po niższych ligach i problemami finansowymi. Później zrobił ze Śląska zespół, który jako beniaminek ligi walczył z możnymi naszego futbolu jak równy z równym. Wtedy sława Tarasiewicza osiągnęła szczyt. Znalazłoby się wielu chętnych do tego, by postawić mu pomnik. Nie mówiąc już o poparciu dla jego dążeń do fotela trenera reprezentacji Polski. 



Tarasiewicz był nietykalny, uznawano go za nieomylnego. Jego charyzma pozwoliła mu zbudować wizerunek mocnego gościa. Takiego, który twardo dąży do wyznaczonego celu i odważnie patrzącego w przyszłość. I nie było to trudne, bo nie od dziś wiadomo, że Ryszard Tarasiewicz jest człowiekiem o silnej osobowości. Tyle, że po zakończonym niedawno sezonie wszystko to poszło w diabły. Szkoleniowiec Śląska prawie pożegnał się z posadą. Powód? Fatalna postawa zespołu, walka o utrzymanie w lidze do przedostatniej kolejki i - co tu dużo mówić - rozpieszczenie piłkarzy. Wymowne, że z trybun stadionu przy ul. Oporowskiej od kilku dobrych miesięcy nie popłynęło gromkie "Rysiu Tarasiewicz!".  Szkoleniowiec Śląska stracił wiele ze swojego uroku. Okazało się, że jego recepty bywają błędne, a nawet gorzej - zupełnie źle dobrane. 



Trener ostatecznie zachował posadę. Mało tego. Mimo, że klub zatrudnił mu "do pomocy" dyrektora sportowego, który ma odpowiadać za transfery, status quo zostało zachowane. Bo trudno oczekiwać, by Krzysztof Paluszek potrafił powiedzieć Tarasiewiczowi twarde "nie" i skorygować jego wizję zespołu.



Analizując ostatnie lata politycznej biografii Rafała Dutkiewicza, prezydenta Wrocławia, trudno nie dostrzec podobnego mechanizmu, w którego tryby dostał się też Tarasiewicz. Dutkiewicz przez dwie kadencje na fotelu prezydenta uchodził niemal za cudotwórcę. Uczynił stolicę Dolnego Ślaska miastem modnym, cieszącym się niezłą opinią: tak w Polsce, jak i zagranicą. Udawało mu się praktycznie wszystko. Wpadki zaś traktowano z przymrużeniem oka, bo przecież nawet najlepszym zdarza się mylić. Zaczęto za to przebąkiwać o starcie Rafała Dutkiewicza w wyborach na prezydenta Polski. Namaścił go sam Aleksander Kwaśniewski, który w rozmowie z "Krytyką Polityczną" jasno stwierdził, że Dutkiewicz jest wyśmienitym kandydatem.



Ale czar prysł. Trzecia kadencja prezydenta nie jest już tak owocna w sukcesy. Problemy z komunikacją miejską, popsuty projekt Tramwaju Plus (mającego kursować znikąd - donikąd), awantura z wykonawcą stadionu na Pilczycach i problemy z kredytem na jego budowę, kompletnie nieudana budowa Ronda Reagana, które po dwóch latach musi iść do kompleksowego remontu... To wszystko obciąża konto prezydenta Dutkiewicza, niezależnie od jego dobrego samopoczucia.



Fala powodziowa na Odrze, która niedawno przetoczyła się przez Wrocław, wpędziła prezydenta Dutkiewicza w jeszcze większe kłopoty. Zarzuca się mu nieudolność przy koordynowaniu akcji ratunkowej w mieście, pozostawienie na pastwę losu mieszkańców osiedli leżących przy rzece Widawa. No i cremme de la cremme, czyli podtopienie Kozanowa. A przecież Dutkiewicz dwa dni przez zalaniem osiedla stanowczo podkreślał, że nic mu nie grozi! 



To wszystko sprawiło, że Dutkiewicz sporo stracił sporo ze swojej charyzmy. Nawet jeśli "Newsweek" uroczyście mianował go zwycięzcą swojego plebiscytu na najlepszego prezydenta miasta w Polsce. Wrocławianie mają do niego spory żal i chyba zaczynają rozumieć, że lider ich miasta jest przede wszystkim sprawny PR-owo, a ilość jego sukcesów równoważy liczba wpadek. 



Trudno się oprzeć wrażeniu, że obu panów zgubiło poczucie własnej nieomylności. Wiedzieli, jak wiele udało im się osiągnąć i ta wiedza wyprowadziła ich na manowce pychy. Byli jak lwy, które wiele razy upolowały ogromną zwierzynę i zasłużyły na tytuł króla sawanny. I które pewnego razu, tropiąc kolejną ofiarę, zapuściły się na nieznane sobie tereny. Butnie krocząc przez sawannę, nagle spadły z przepaści, której zupełnie się nie spodziewali na swojej drodze. 



Bardzo możliwe, że Dutkiewicz - podobnie jak Ryszard Tarasiewicz - wywinie się z kłopotów. Większość wrocławian pewnie znów mu zaufa i powierzy mandat prezydenta. Trener Śląska zaś zachował posadę i dalej będzie prowadził drużynę. Teraz dwa wrocławskie lwy - Dutkiewicz i Tarasiewicz - liżą rany. Otwartym pozostaje pytanie, czy wyciągną wnioski ze swoich porażek. Czy zrozumieją, że pewność siebie jest ważna, ale nie najważniejsza? Że ego i dawne zasługi nie gwarantują dożywotnio sukcesów?
Łukasz Maślanka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości