O sukcesie niejednego filmu zadecydowała dobra i wpadająca w ucho piosenka. Zainspirowana takimi właśnie utworami, Ania Dąbrowska w swoim najnowszym projekcie „Ania Movie” postanowiła na nowo wyśpiewać znane i cenione klasyki kina. 16 kwietnia w Centrum Sztuki Impart artystka wystąpi z koncertem promującym tę płytę.
„Absolwent” bez „Sounds of Silence”? Niewyobrażalny. „M.A.S.H.” bez „Suicide is Painless”? Nie do przyjęcia. „Nocny kowboj” bez nostalgicznego „Everybody’s Talkin”? Niepełny.
Właśnie z takimi filmowymi piosenkami zmierzyła się Ania Dąbrowska, którą fascynuje ambitny i trącący myszką pop. Tym razem zresztą jej ambicje były większe niż zwykle.
– Od jakiegoś czasu krążył mi po głowie pomysł, żeby nagrać płytę z moimi ulubionymi piosenkami i kiedy zaczęłam się przygotowywać, okazało się, że większość z nich pochodzi z filmów. Poszliśmy więc w tę stronę – tłumaczy swoje wybory wokalistka. – To megakompozycje, które świetnie się śpiewa i interpretuje. Wszystkie od dawna mam na podręcznej playliście.
Album zatytułowany „Ania Movie” zawiera piosenki tak odległe stylistycznie i czasowo jak wspomniana wcześniej „Sounds of Silence” Simona & Garfunkela, „Strawberry Fields Forever” The Beatles, „Bang Bang” Sonny & Cher i „Silent Sigh” Badly Drawn Boy. Co połączyło tak odległe muzyczne światy?
– Najważniejsze było, żebym lubiła te piosenki i chciała je śpiewać. Najpierw sama piosenka musiała do mnie trafić, a później ja musiałam trafić z jej interpretacją – mówi artystka.
Płytę wyprodukował Kuba Galiński, multiinstrumentalista z zespołu Ani, który chrzest bojowy przeszedł produkując dwie EPki artystki („W Spodniach, Czy W Sukience” i „Nigdy Więcej Nie Tańcz Ze Mną”), a materiał zmiksował Bogdan Kondracki. Zespół w nagraniach wsparło też grono znakomitych gości, z Zespołem Smyczkowym Polskiej Orkiestry Radiowej pod dyrekcją Adama Sztaby na czele.
Ognisty, gangsterski funk z filmów blaxploitation i natchniona ballada hipisowskich bardów. Jedyny w swoim rodzaju beatlesowski sznyt i pościelowa ballada z erotycznego klasyka. Na „Ania Movie” wszystko jest możliwe i wszystko jest stylowe. To pop z klasą i charakterem, aranżacyjnym rozmachem i pełnym, niemal bigbandowym brzmieniem, nawiązujący raczej do muzyki lat 60. i 70. niż komputerowo preparowanych i bezdusznych hitów z dzisiejszych list przebojów.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze