Reklama

Nibywydzielenie torów na Pułaskiego wróciło, czyli statystyka wygrywa z logiką

03/05/2011 00:00

Jesienią logicznie myślący robili awanturę, że torowisko na ul. Pułaskiego jest wydzielone, ale jednocześnie nie jest, bo urzędnicy polecili namalować linię ciągłą tuż przy szynie, podczas gdy tramwaj, jest szerszy. W efekcie samochody miały węższą jezdnię, ale tramwaj i tak nie jedzie szybciej – bo blokuje go każdy kierowca jadący wg. przepisów. Teraz zrobili to podobnie, bo „inaczej wydzielić torów się nie dało”. W końcu to wydzielenie torów, więc można dodać do statystyk. Nawet jak gołym okiem widać, że nie ma to sensu.

Dzisiaj (zdjęcie u góry), to rozwiązanie dodatkowych korków jeszcze nie generuje – jest przecież środek długiego weekendu. Jednak jak spojrzycie na zdjęcia po prawej stronie, z października, na pierwszym zobaczycie, gdzie kończy się linia oddzielająca wydzielone torowisko, na drugim efekt takiego rozwiązania. Tak we wrześniu urzędnicy wymyślili wydzielanie torów na Pułaskiego. I choć było wiadomo, że nie ma to żadnego sensu – co jesienią było oczywiste także dla nich, znów wrócili do tego pomysłu.





Przypomnijmy, jak tłumaczyli się urzędnicy działu zarządzania ruchem w magistracie:

- Parametry geometryczne ulicy Pułaskiego, na odcinku od ul. Małachowskiego do ul. Kościuszki i odcinek od ul. Kościuszki do pl. Wróblewskiego, nie dają możliwości wydzielenia normatywnego torowiska i dwóch pasów ruchu. Zastosowane rozwiązanie zezwala na przejazd tramwaju i pojazdów osobowych dwoma pasami ruchu – tłumaczono nam. - Natomiast samochody ciężarowe powinny jechać jednym pasem, ponieważ zachowana szerokość pasa drogowego dla ruchu kołowego uniemożliwia przejazd 2 pojazdów ciężarowych – dodaje.



A tak w ogóle to zdaniem urzędników tak wydzielone/nie wydzielone (trudno zdecydować się na właściwą formę opisania tej „malowanki”) torowisko tramwajowe pomaga „nie pozwala na wjazd samochodów na torowisko, tym samym przyczynia się do poprawy ruchu tramwajowego wskazując kierowcom konieczność jazdy możliwie blisko krawędzi jezdni w celu nie blokowania ruchu tramwajowego”.



Absurd? Wręcz przeciwnie – to efekt szkoły zarządzania wymyślonej we Wrocławiu: wprowadzimy zmianę i zobaczymy jak będzie. Jak dobrze, to się zostawi, a jak źle – to się wróci do poprzedniego rozwiązania. Zwłaszcza, że w planach jest przebudowa ul. Pułaskiego i bezwzględne wydzielenie torowiska. Spółka Wrocławskie Inwestycje zamówiła projekt przebudowy ul. Pułaskiego, od skrzyżowania z Małachowskiego do Traugutta i nawet Wrocławska Inicjatywa Rowerowa zdążyła rozpocząć protesty przeciw planom likwidacji przejścia dla pieszych po południowej stronie skrzyżowania Pułaskiego/Kościuszki , co planują urzędnicy.



Dlaczego byliśmy naiwni sądząc, że urzędnicy dostrzegają absurd podobnego wydzielania torów, gdy tak naprawdę ich linie na ulicy zwiększają tylko zamęt? Bo tak nam tłumaczyli przy okazji torowiska na Świdnickiej.

Chodzi o odcinek między Operą a Renomą. W ubiegłym roku MPK poprosiło urzędników o wydzielenie kilkuset metrów torów na ul. Świdnickiej, bo zamknięte na czas remontów będzie torowisko na Podwalu. Prosiło, bo to nie MPK decyduje, które tory są wydzielone, a które nie – tym zajmuje się specjalny wydział w urzędzie miasta. Urząd Świdnicką wydzielił... po zakończeniu remontu. Po kilku tygodniach się z tego wycofał zapowiadając, że wiosną znów te kilkaset metrów będzie wydzielone, kiedy na Świdcnickiej pojawią się ponownie tramwaje. Wiosną tramwaje wróciły, ale torowisko nie zostało wydzielone.

- W tym miejscu na szczęście działa zwyczaj, że kierowcy ustępują motorniczym i tramwaje nie stoją w korkach za samochodami – mówiKatarzyna Kasprzak z departamentu infrastruktury i gospodarki wrocławskiego magistratu.

Innymi słowy nie zdarza się to, co pokazujemy wam na zdjęciu: tramwaj nie stoi za samochodami i nie traci czasu. Zdaniem urzędników podjeżdża, dzwoni, a kierowcy ustępują mu miejsca.
Okazuje się pewnie, że to, czego zdaniem magistratu zdążyli się nauczyć kierowcy na Świdnickiej – między tą ulicą a Pułaskiego jest zapominane.


Niestety wszystko wskazuje na to, że urzędników interesuje statystyka, w której takie wydzielenie to też wydzielenie – i na konferencji prasowej można się nim pochwalić.



Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wydzielanie torowisk to świetny pomysł na korki, a każda taka wpadka daje do ręki argument przeciwnikom tego pomysłu.
Czemu piszemy, że jest on dobry? Wprawdzie intuicja podpowiada, że trzeba budować więcej dróg, żeby auta nie tkwiły w korkach, ale naukowcy udowodnili już, że ruchem w mieście rządzą często prawa sprzeczne z intuicją. Tak jest w przypadku jest paradoksu Downsa-Thomsona (zwanego też paradoksem Pigou-Knight-Downsa). Mówi on o tym, że przeciętna prędkość osoby poruszającej się autem po mieście zależy od przeciętnej prędkości (od drzwi do drzwi, czyli od momentu wyjścia z domu do dojścia do pracy) osoby poruszającej się komunikacją zbiorową.

Innymi słowy, im lepsza będzie komunikacja zbiorowa, tym więcej osób będzie jej używać. A więc na ulicach będzie mniej samochodów i mniej korków. Dlatego też częstokroć odebranie jednego z pasów ruchu dla samochodu i przekazanie go w formie wydzielonego torowiska bądź bus-pasa w rzeczywistości zmniejsza, zamiast zwiększać korki samochodowe. Ci, którzy muszą jechać do pracy autem (np. przedstawiciele handlowi), mają lepiej.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości