Reklama

Nocna ewakuacja szpitala po fałszywym alarmie bombowym

29/01/2012 00:00

Dwukrotnie w sobotni wieczór trzeba było ewakuować szpital przy ul. Kamieńskiego. Alarmy bombowe okazywały się jednak fałszywe, ale w trakcie akcji zmarł ciężko chory pacjent szpitala. W niedzielny wieczór policja zatrzymała podejrzanego w tej sprawie wrocławianina.

Po raz pierwszy część pacjentów ewakuowano w sobotnie popołudnie. O podłożeniu bomby na terenie szpitala przy ul. Kamieńskiego ktoś poinformował oficera dyżurnego straży pożarnej. Do innych szpitali przetransportowano około 100 osób.



Do godz. 18.30 rzekomo podłożonego ładunku szukali policjanci wraz z saperami. Nic jednak nie znaleziono. A pacjenci powrócili na swoje sale. Nie minęło jednak kilka godzin, gdy dyrektor szpitala podjął decyzję o kolejnej ewakuacji.






Po godzinie 23 pacjentów zaczęto rozwozić do innych wrocławskich placówek leczniczych. W akcji brały udział karetki pogotowia, specjalnie podstawione autobusy MPK, ale pomagali też lekarze ze szpitala, którzy chorych pacjentów przewozili do innych szpitali prywatnymi samochodami.


Powtórna decyzja o ewakuacji szpitala została podjęta po tym, jak jedna z pracownicy po zakończeniu pierwszej akcji, idąc do pracy podsłuchała przed szpitalem rozmowę kilku mężczyzn. Mieli oni dyskutować na temat podłożenia ładunku, który tym razem miał wybuchnąć dokładnie o północy w nocy z soboty na niedzielę. Dlatego dyrektor szpitala - prof. Wojciech Witkiewicz postanowił ewakuować ze szpitala niemal wszystkich pacjentów.



Niestety w trakcie trwania drugiej akcji zmarł będący w stanie krytycznym pacjent chory na nowotwór. Jak ustalili policjanci ewakuacja nie miała jednak na jego śmierć wpływu. Bo pacjent podobnie jak najciężej chorzy pozostał na oddziale intensywnej terapii.



Akcja przeszukiwania kompleksu szpitala zakończyła się przed godziną 2 w nocy. Brało w niej udział około 100 osób w tym specjalnie przeszkolone do takich zadań psy tropiące. Ładunku jednak nie znaleziono. Wszyscy pracownicy i pacjenci powrócili do szpitala.

Jeśli policja złapie autora fałszywego alarmu bombowego może on trafić nawet na 8 lat za kratki.



W niedzielę po godzinie 20 wrocławska policja zatrzymała 27-letniego mieszkańca wrocławskich Krzyków. Ślady pozostawione w budce telefonicznej na pl. Powstańców Wielkopolskich wskazują, że to właśnie on poinformował strażaków o rzekomej bombie. Jak się okazuje był już wcześniej notowany za podobne czyny. Najprawdopodobniej podczas wygłupu był kompletnie pijany. Jeśli potwierdzi się, że to on odpowiada za ten czyn, może zostać też obciążony kosztami akcji szacowanej na 400 tys. zł.
jg

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości